20.11.2025, 12:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2025, 12:46 przez Brenna Longbottom.)
– Brzmi, jakby kryła się za tym jakaś historia – powiedziała Brenna, na moment odrywając spojrzenie od swojego pakunku, by spojrzeć na Victorię. Lakonicznie rzucone słowa ją zaintrygowały, bo McKinnonów kojarzyło się głównie z podziemnymi ścieżkami i życiem jeśli nie poza prawem, to na jego granicach, więc jeśli zetknęły się prywatnie, coś pewnie za tym stało, a jeżeli zawodowo… to tym bardziej.
*
– I tak, i nie – odparł Brygadzista, nie odrywając od Brenny podejrzliwego spojrzenia, jakby spodziewał się, że ta zaraz w ramach żartu w niego tą ręką rzuci. – Znaczy się, przyszedł tu ktoś z taką… ruchomą ręką, i odkryli te groby, nie? Więc wiedzą, skąd się ta ręka wzięła, ale nie kto to zrobił.
– Bezczeszczenie to jeszcze pół biedy. Jak ktoś sprawił, że ta ręka wciąż jest ciepła? – wymruczała Brenna. – Jeśli dobrze to rozumiem… musiał skądś w z i ą ć energię do tego.
Może niekoniecznie od razu mordując, ale prawdopodobnie robiąc coś paskudnego. Poza tym jeśli ktoś rozkopał groby i użył takiej magii to… po co? W ramach idiotycznego żartu? A może planował jakoś użyć tych ruchomych rąk, ale je pogubił lub się rozbiegły? I czy naprawdę ktoś, kto postanowił zabawiać się w ten sposób, mógłby być nieszkodliwy? To nie była nekromancja taka jak patronus czy przekazanie komuś swoich sił życiowych. To było ożywianie czegoś, co powinno być martwe.
– Myślę, że bym ją najpierw zabezpieczyła, żeby mogli ją jutro sprawdzić, a potem jednak może lepiej skoczyć znowu do naszego wróżbity – powiedziała Victorii po chwili wahania. Bo nie miały pewności czy ręka "znalazła" je tam, gdzie stały, czy jednak przypełzła za nimi z tamtego mieszkania, więc może coś przegapiy? – Sprawdzić to wszystko jeszcze raz, na wszelki wypadek. Może to on, a może przypadek, ale skoro nie znaleźli nikogo… A później, zakładając, że nie zaatakują nasz jakieś ożywione zwłoki i nic więcej nie wpatrzymy, chętnie tu wrócę i spróbuję dorwać się do akt, mogę ci potem podrzucić streszczenie, jeśli ci to pasuje.
Nie zamierzała wpychać się w śledztwo innych funkcjonariuszy, ale dobrze było zweryfikować, czy ich sprawy są w jakiś sposób powiązane, czy jednak nie, bo może jednak trafiły na istotny trop. A i wolała sprawdzić, co dokładnie ustalili, bo jeśli mieli do tej pory j e d n ą rękę, rzecz mogła zostać chwilowo zepchnięta pod dywan. A dwie ręce biegające po magicznych dzielnicach to już coś, co sugerowało albo większy eksperyment, albo że gość kontynuował proceder.
– Nie masz co robić, Longbottom – westchnął Brygadzista i pokręcił głową. – O akta można spytać Mayę, pewnie wam je pokaże.
*
– I tak, i nie – odparł Brygadzista, nie odrywając od Brenny podejrzliwego spojrzenia, jakby spodziewał się, że ta zaraz w ramach żartu w niego tą ręką rzuci. – Znaczy się, przyszedł tu ktoś z taką… ruchomą ręką, i odkryli te groby, nie? Więc wiedzą, skąd się ta ręka wzięła, ale nie kto to zrobił.
– Bezczeszczenie to jeszcze pół biedy. Jak ktoś sprawił, że ta ręka wciąż jest ciepła? – wymruczała Brenna. – Jeśli dobrze to rozumiem… musiał skądś w z i ą ć energię do tego.
Może niekoniecznie od razu mordując, ale prawdopodobnie robiąc coś paskudnego. Poza tym jeśli ktoś rozkopał groby i użył takiej magii to… po co? W ramach idiotycznego żartu? A może planował jakoś użyć tych ruchomych rąk, ale je pogubił lub się rozbiegły? I czy naprawdę ktoś, kto postanowił zabawiać się w ten sposób, mógłby być nieszkodliwy? To nie była nekromancja taka jak patronus czy przekazanie komuś swoich sił życiowych. To było ożywianie czegoś, co powinno być martwe.
– Myślę, że bym ją najpierw zabezpieczyła, żeby mogli ją jutro sprawdzić, a potem jednak może lepiej skoczyć znowu do naszego wróżbity – powiedziała Victorii po chwili wahania. Bo nie miały pewności czy ręka "znalazła" je tam, gdzie stały, czy jednak przypełzła za nimi z tamtego mieszkania, więc może coś przegapiy? – Sprawdzić to wszystko jeszcze raz, na wszelki wypadek. Może to on, a może przypadek, ale skoro nie znaleźli nikogo… A później, zakładając, że nie zaatakują nasz jakieś ożywione zwłoki i nic więcej nie wpatrzymy, chętnie tu wrócę i spróbuję dorwać się do akt, mogę ci potem podrzucić streszczenie, jeśli ci to pasuje.
Nie zamierzała wpychać się w śledztwo innych funkcjonariuszy, ale dobrze było zweryfikować, czy ich sprawy są w jakiś sposób powiązane, czy jednak nie, bo może jednak trafiły na istotny trop. A i wolała sprawdzić, co dokładnie ustalili, bo jeśli mieli do tej pory j e d n ą rękę, rzecz mogła zostać chwilowo zepchnięta pod dywan. A dwie ręce biegające po magicznych dzielnicach to już coś, co sugerowało albo większy eksperyment, albo że gość kontynuował proceder.
– Nie masz co robić, Longbottom – westchnął Brygadzista i pokręcił głową. – O akta można spytać Mayę, pewnie wam je pokaże.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.