20.11.2025, 16:15 ✶
Spojrzała na Tristana, gdy ten zaczął do niej migać. Na przestrzeni minionych tygodni, które zmieniły się w miesiące, język migowy stał się dla niej czymś naturalnym. Powoli przestawała się łapać na tym, że nie rozumie jakiegoś słowa. Sama też odruchowo czasem odpowiadała mężczyźnie właśnie w ten sposób: szczególnie jeżeli nie chciała, by ktoś słyszał ich rozmowę. Kiwnęła głową na znak. Nie była niczego bardziej pewna w życiu, niż tego że chce zamieszkać z Tristanem - sama, bez rodziców. Kochała ich, to fakt, ale przecież matka do tej pory była aż nazbyt opiekuńcza w stosunku do Olivii. Odrobinę odpuściła, gdy na horyzoncie pojawił się Tristan. Ale teraz... Teraz czuła, że jeżeli wróci do mieszkania z rodzicami, cała rodzina cofnie się i to nie o krok, a o co najmniej dwa. Wtuliła się w Tristana, gdy ten ją objął.
- Rodzice się nie zgodzą - powiedziała od razu, czytając pierwszą część wiadomości. - Tata wciąż uważa, że mimo tego, co się stało, Londyn i Pokątna są najbezpieczniejsze, jeżeli chodzi o biznes. Poza tym ten budynek należał do moich dziadków, a wcześniej do pradziadków.
W teorii Olivia miała przejąć Fiolkę, dlatego tam pracowała. Ale chciała mieć coś własnego - wierzyła, że budując swoją markę będzie na tyle silna, żeby w odpowiednim czasie przejąć sklep.
- Morderców należy wysłać tam, gdzie ich miejsce - odpowiedziała jeszcze Brennie, zanim nie przeszła do kuchni, by nastawić wodę na herbatę. Chwilę to potrwa, więc wróciła do nich, ale nie zaglądała w notes Tristana. Po prostu położyła mu dłoń na ramieniu. Lekko się też nachyliła, by ucałować go w czubek głowy. Jeżeli czegoś jeszcze była pewna, to tego że zrobi wszystko, by go ochronić. Nie dokończyła swojego zdania celowo - według niej miejsce morderców nie było w Azkabanie, a w piachu. Spalona Noc mocno ją zradykalizowała.
Milczała chwilę, jakby zastanawiała się nad tym, co powiedziała Brenna. Wpatrywała się w nią, lecz jej wzrok był nieobecny. Widziała ją, ale patrzyła jakby przez nią. W końcu jednak przełknęła ślinę.
- Przygotuję listę składników - powiedziała, kiwając głową, jakby w takt muzyki, która nie grała. - Przejdę się do Lecznicy. Jak chcesz, możemy iść razem, kochanie. Obrzeża Londynu... Sama nie wiem. Myślę, naprawdę. Pracownia to nie problem, mieszkanie tym bardziej, ale sprzedaż... Musiałaby być wysyłkowa.
Zastanawiała się głośno, lecz jej wywód przerwał gwizd czajnika. Szybkim ruchem różdżki przywołała do nich tacę z 3 filiżankami, kilkoma puszkami różnych herbat i czajnikiem, który osiadł miękko na podstawce. Udało jej się uratować trochę herbat z Pękatej Fiolki.
- Muszę pomyśleć. Przespać się z tym. Robienie dla ciebie eliksirów Brenno nie będzie problemem, Tristan może korzystać z pomocy kowala w Hogsmeade. Ale chciałabym uniknąć ciągłej zmiany miejsca - przyznała w końcu, zalewając pierwszy susz. - To wszystko dzieje się na tyle szybko, że sama nie wiem, co o tym myśleć.
Wiedziała, że ten czas nadejdzie, ale nie wiedziała, że tak szybko. I w tak brutalny sposób.
- Rodzice się nie zgodzą - powiedziała od razu, czytając pierwszą część wiadomości. - Tata wciąż uważa, że mimo tego, co się stało, Londyn i Pokątna są najbezpieczniejsze, jeżeli chodzi o biznes. Poza tym ten budynek należał do moich dziadków, a wcześniej do pradziadków.
W teorii Olivia miała przejąć Fiolkę, dlatego tam pracowała. Ale chciała mieć coś własnego - wierzyła, że budując swoją markę będzie na tyle silna, żeby w odpowiednim czasie przejąć sklep.
- Morderców należy wysłać tam, gdzie ich miejsce - odpowiedziała jeszcze Brennie, zanim nie przeszła do kuchni, by nastawić wodę na herbatę. Chwilę to potrwa, więc wróciła do nich, ale nie zaglądała w notes Tristana. Po prostu położyła mu dłoń na ramieniu. Lekko się też nachyliła, by ucałować go w czubek głowy. Jeżeli czegoś jeszcze była pewna, to tego że zrobi wszystko, by go ochronić. Nie dokończyła swojego zdania celowo - według niej miejsce morderców nie było w Azkabanie, a w piachu. Spalona Noc mocno ją zradykalizowała.
Milczała chwilę, jakby zastanawiała się nad tym, co powiedziała Brenna. Wpatrywała się w nią, lecz jej wzrok był nieobecny. Widziała ją, ale patrzyła jakby przez nią. W końcu jednak przełknęła ślinę.
- Przygotuję listę składników - powiedziała, kiwając głową, jakby w takt muzyki, która nie grała. - Przejdę się do Lecznicy. Jak chcesz, możemy iść razem, kochanie. Obrzeża Londynu... Sama nie wiem. Myślę, naprawdę. Pracownia to nie problem, mieszkanie tym bardziej, ale sprzedaż... Musiałaby być wysyłkowa.
Zastanawiała się głośno, lecz jej wywód przerwał gwizd czajnika. Szybkim ruchem różdżki przywołała do nich tacę z 3 filiżankami, kilkoma puszkami różnych herbat i czajnikiem, który osiadł miękko na podstawce. Udało jej się uratować trochę herbat z Pękatej Fiolki.
- Muszę pomyśleć. Przespać się z tym. Robienie dla ciebie eliksirów Brenno nie będzie problemem, Tristan może korzystać z pomocy kowala w Hogsmeade. Ale chciałabym uniknąć ciągłej zmiany miejsca - przyznała w końcu, zalewając pierwszy susz. - To wszystko dzieje się na tyle szybko, że sama nie wiem, co o tym myśleć.
Wiedziała, że ten czas nadejdzie, ale nie wiedziała, że tak szybko. I w tak brutalny sposób.