20.11.2025, 23:08 ✶
Krok. Krok za krokiem
– Jeszcze nie pokazałem Pani naj... najgorszego! – Trzydziesto, może czterdziestoletni czarodziej upierał się bardzo, że to jeszcze nie koniec oględzin jego całkiem zdrowo wyglądającego ciała. Sądząc po ubraniu był mugolakiem, a głośne komentowanie niebotycznych kolejek wypełnionych symulantami, którzy z niewiadomych powodów paraliżują działanie szpitala, przeszło płynnie w przedstawianie kolejnych i kolejnych całkiem wymyślonych symptomów. Nie chciał opuścić sali w której wstępnie go przebadała, więc ruszył za nią korytarzem, dopinając kraciastą koszulę po osłuchiwaniu przez nią płuc (Tam na pewno są jakieś szmery, pani ich nie słyszy, bo Ci impertynenci na zewnątrz hałasują, ale są, ja je słyszałem, słyszałem za każdym razem, gdy próbuję zasnąć! Proszę, ja się położę tu na kozetce, one się odzywają, gdy jestem w pozycji horyzontalnej, o proszę, pani doktor proszę zobaczyć!).
– Ta maść co ją wczoraj dostałem wywołała u mnie straszliwą wysypkę! Moja skóra płonie, to na pewno... na pewno z powodu połączenia, odczynem chemicznym, który nastąpił z tą czarnomagiczną sadzą, która jest u mnie wszędzie w mieszkaniu! Czego bym nie dotknął ona się osadza, musiałem umyć się u sąsiadów przed wizytą, aby pani – nagle się zatrzymał, dławiony gwałtownym atakiem równie gwałtownie zainscenizowanego kaszlu. Jego gardło owszem było czerwone - ileż razy można było tak pięknie i teratralnie sobie je zdzierać? Tym razem jednak jego widownia była większa, korytarz był wypełniony rannymi i ich rodzinami, czekającymi na wizytę. Na jej opinię. Na jej uwagę. Tymczasem mężczyzna się słaniał, wsparł się o ścianę, próbując zasłonić usta, ale z odgłosów jakie zaczął wydawać, zdawało się że za moment zwróci tu na mungowskie marmury cokolwiek tam miał w swoim żołądku.
– Błagam... pani doktor... – wysapał – pani nie może tak mnie zostawić... Ja potrzebuję... potrzebuję natychmiastowej pomocy... – i znów kaszel, dla podkreślenia dramaturgii. Ludzie obserwowali go, umilkli nawet część ze współczucia, część z niedowierzania. Wszyscy jednak czekali w napięciu na to co zrobi pani doktor. Z jakiś powodów wygrała casting w sztuce, której nie chciałaby oglądać, a co dopiero brać w niej udział?
– Jeszcze nie pokazałem Pani naj... najgorszego! – Trzydziesto, może czterdziestoletni czarodziej upierał się bardzo, że to jeszcze nie koniec oględzin jego całkiem zdrowo wyglądającego ciała. Sądząc po ubraniu był mugolakiem, a głośne komentowanie niebotycznych kolejek wypełnionych symulantami, którzy z niewiadomych powodów paraliżują działanie szpitala, przeszło płynnie w przedstawianie kolejnych i kolejnych całkiem wymyślonych symptomów. Nie chciał opuścić sali w której wstępnie go przebadała, więc ruszył za nią korytarzem, dopinając kraciastą koszulę po osłuchiwaniu przez nią płuc (Tam na pewno są jakieś szmery, pani ich nie słyszy, bo Ci impertynenci na zewnątrz hałasują, ale są, ja je słyszałem, słyszałem za każdym razem, gdy próbuję zasnąć! Proszę, ja się położę tu na kozetce, one się odzywają, gdy jestem w pozycji horyzontalnej, o proszę, pani doktor proszę zobaczyć!).
– Ta maść co ją wczoraj dostałem wywołała u mnie straszliwą wysypkę! Moja skóra płonie, to na pewno... na pewno z powodu połączenia, odczynem chemicznym, który nastąpił z tą czarnomagiczną sadzą, która jest u mnie wszędzie w mieszkaniu! Czego bym nie dotknął ona się osadza, musiałem umyć się u sąsiadów przed wizytą, aby pani – nagle się zatrzymał, dławiony gwałtownym atakiem równie gwałtownie zainscenizowanego kaszlu. Jego gardło owszem było czerwone - ileż razy można było tak pięknie i teratralnie sobie je zdzierać? Tym razem jednak jego widownia była większa, korytarz był wypełniony rannymi i ich rodzinami, czekającymi na wizytę. Na jej opinię. Na jej uwagę. Tymczasem mężczyzna się słaniał, wsparł się o ścianę, próbując zasłonić usta, ale z odgłosów jakie zaczął wydawać, zdawało się że za moment zwróci tu na mungowskie marmury cokolwiek tam miał w swoim żołądku.
– Błagam... pani doktor... – wysapał – pani nie może tak mnie zostawić... Ja potrzebuję... potrzebuję natychmiastowej pomocy... – i znów kaszel, dla podkreślenia dramaturgii. Ludzie obserwowali go, umilkli nawet część ze współczucia, część z niedowierzania. Wszyscy jednak czekali w napięciu na to co zrobi pani doktor. Z jakiś powodów wygrała casting w sztuce, której nie chciałaby oglądać, a co dopiero brać w niej udział?