• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB

[13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#19
21.11.2025, 18:21  ✶  
Myślałem, że to będzie zwykły poranek, sielankowy, leniwy, jeden z tych, które nie zdarzały się zbyt często w życiu takich ludzi, jak ja, taki, który zapisuje się w pamięci na później - na te gorsze chwile, kiedy człowiek musi sobie przypomnieć, że świat nie zawsze był otoczony ostrymi krawędziami. A potem wzięła ten dziennik, wyjmując go spomiędzy książek, i wszystko się zmieniło.
Tak naprawdę już wtedy coś we mnie miękło, ten poranek był zbyt spokojny, zbyt ciepły, zupełnie nieprzystający do życia, które zwykle prowadziłem. A ona… Ona była tak blisko, tak swobodna, jakbyśmy nigdy nie byli dla siebie nikim innym, niż tylko tym właściwym wyborem, i chociaż nie zamierzałem jej o tym mówić, prawda była taka, że nie przypominałem sobie, kiedy ostatnio czułem coś takiego - ten rodzaj lekkości, która nie brała się z adrenaliny, euforii, z używek, z czegokolwiek innego, tylko z tego, że drugi człowiek leży obok ciebie i wszystko jest… Właściwe.
Prue.
Ta sama, która dawniej doprowadzała mnie do szału jednym słowem.
Ta sama, która z roku na rok stawała się bardziej zamknięta, bardziej niedostępna, aż w końcu zniknęła mi z życia.
Jej mrugnięcie - to krótkie, szybkie porozumiewawcze - sprawiło, że parsknąłem pod nosem, zanim zdążyłem się powstrzymać. Była w tym tak dobra, w droczeniu się, w balansowaniu między niewinnością a czymś zupełnie odwrotnym. Zawsze miała tę dziwną umiejętność wywoływania we mnie reakcji, które nie miały żadnego sensu, choćbym próbował je nazwać, wcisnąć w jakieś logiczne ramy - nic z tego. Po prostu działała na mnie, jak zaklęcie, którego nikt nie nauczył mnie odczarowywać. Patrzyłem na nią, kiedy rozciągała się lekko na posłaniu, a potem przysuwała się znów do mnie. Było w niej coś… Miękkiego, chociaż jednocześnie niewiarygodnie silnego. Jej spojrzenie było tak pewne, tak… Domowe, jakkolwiek absurdalnie to brzmiało, że aż coś mi się przewróciło pod żebrami. Ten spokój, który miała w oczach, kiedy na mnie patrzyła, sprawiał, że chciałem zrobić cokolwiek, żeby został w niej jak najdłużej. Wiedziałem, że nie powinienem się do tego przyzwyczajać, a robiłem to szybciej, niż było rozsądnie. Nie udało się.
Miałem wrażenie, że powietrze w chacie zatrzymało się razem z jej oddechem, a temperatura w chacie spadła o kilka stopni, chociaż ogień dalej palił się w kominku. Widziałem w jej oczach tę zmianę - z beztroskiej, niemal uroczej dziewczyny w kobietę, która wie, co robić, i robi to natychmiast. Może dlatego nie powstrzymałem jej, gdy wzięła notes - może dlatego nie powiedziałem „hej, zostaw to na później, wróć tu do mnie”. Wiedziałem, że to byłby zły ruch. Byliśmy… Kompatybilni - głupi duet, kompetentni idioci, kiedyś, teraz. Znałem te jej pomysły aż za dobrze, wiedziałem, że potrafiła wszystko przeanalizować na sto sposobów, zanim ktokolwiek zdążyłby dojść do wniosku, iż może trzeba coś przeanalizować. Ale jej trans to był inny świat. A ja? Ja najwyraźniej miałem być jej ekscytującym przypadkiem badawczym. Leżałem oparty o zmiętoloną poduszkę, a ona krzątała się przy tym nieszczęsnym notesie, jakby właśnie zamierzała otworzyć bramę do przeszłości. Patrzyłem na nią i myślałem o tym, jak inaczej potoczyłyby się nasze życia, gdybyśmy wtedy, jako dzieciaki, wiedzieli, kim będziemy, kiedy znowu się zobaczymy. Pewnie i tak rozwaliłbym wszystko w minutę… Mimo to wyobrażenie było kuszące.
Gdy odpłynęła - naprawdę odpłynęła - poczułem, jak ścisnęło mnie pod żebrami, to była irracjonalna reakcja, jasne - Prue robiła to nie raz, wiedziała, co robi, a mimo to w moim ciele pojawił się instynkt. Pilnuj jej.
Więc pilnowałem.
Nawet jeśli nie wypadało.
Nawet jeśli powinienem udawać, że jestem tylko obserwatorem.
Podparłem się na łokciu, przesunąłem się bliżej krawędzi posłania, żeby w razie czego móc ją złapać, gdyby nagle osunęła się do tyłu, to było bardziej odruchowe niż świadome. Patrzyłem, jak siedziała w tym kręgu, wyprostowana, pewna siebie. Ogień świec odbijał się na jej skórze, ciemne włosy spływały jej po plecach. I choć byłem całkowicie nagi, choć ona była całkowicie naga, nie było w tym ani krzty wstydu, ani cienia seksualności w złym znaczeniu - tylko surowa prawda, coś czystego i głębokiego. Płomienie świec co jakiś czas przygasały i rozświetlały się ponownie, jakby reagowały na coś, czego ja nie widziałem. Nie wiedziałem, ile to trwało. Minutę? Pięć? Dziesięć? Czy to w ogóle były minuty? A może sekundy, przeciągnięte do granic możliwości? Czas rozciągnął się tak, jak zawsze w takich momentach. Płomień świec odbijał się w jej źrenicach, ale one nie widziały już ognia.
- Plue…? - Wyrwało mi się cicho, miękko, tak absolutnie nie w moim stylu, że gdybym był kimś innym, wyśmiałbym samego siebie. Kiedy podniosła na mnie wzrok - wciąż zamglony, jakby nie do końca wróciła z miejsca, w którym przed chwilą była - coś we mnie drgnęło, tak gwałtownie, że aż sam się zdziwiłem. Zawsze uchodziłem za człowieka, który wszystko trzymał na dystans. Zgryźliwość, ironia, humor - to były moje stałe narzędzia. Ale teraz? Teraz jedyną rzeczą, którą czułem, było to nieznośnie ciepłe, zbyt miękkie pragnienie, by ją do siebie przyciągnąć i upewnić się, że nic jej nie jest, to właśnie było najdziwniejsze - ta gotowość, niewymuszona, naturalna. Tak samo naturalna jak to, że nie przekroczyłem kręgu. Wiedziałem, że nie wolno - zawodowo, ale nie tylko - krąg był granicą, ochroną, jej przestrzenią. Nie ruszyłem się do niej, bo wiedziałem, że takich rzeczy nie powinno się przerywać bez wyraźnego powodu, ale całe moje ciało było gotowe - już w półruchu, jak pies gończy, który nasłuchiwał, czy powinien pobiec do właściciela - jeśli tylko dałaby znak, wystarczyłby jeden oddech, jedno jej „chodź”, a znalazłbym się przy niej natychmiast. Patrzyłem tylko na nią, gotów ruszyć, jeśli skinęłaby dłonią, jeśli spojrzałaby w sposób, który znaczył „potrzebuję cię bliżej”. Jasne - doskonale potrafiła sobie radzić sama, ale tym razem naprawdę nie musiała, byliśmy w tym razem, czymkolwiek to było.
A to było… Jej słowo „dziwne” zawisło w powietrzu, jak dym - trochę zbyt gęste, duszne. Nadal siedziała w kręgu, naga, ale nie w sposób, który miał cokolwiek wspólnego ze wstydem czy intymnością. Wyglądała… Odlegle, eterycznie, jakby jedna jej część nadal była tam, gdzie ją zabrało to cholerne połączenie talentu, transu i odwagi. Była taka delikatna w tej chwili.
Nie krucha, bo Prue nigdy nie była krucha, ale w jakiś sposób odsłonięta, bardziej niż wtedy, gdy leżała obok mnie bez żadnych warstw między nami.
- Dziwne? - Powtórzyłem półgłosem, ale to nie była prośba o wyjaśnienie, bardziej instynktowne odbicie jej tonu. Głos miałem niższy, niż zwykle, bardziej miękki, chyba pierwszy raz w życiu nie było w nim nic ze sarkazmu. Jak… Ja? Nie brzmiało to mądrze. Ani pewnie. Raczej jak głos kogoś, komu właśnie powiedziano coś, co nie powinno być możliwe. Wsunąłem dłonie we włosy, przeczesałem je nerwowo, a potem opuściłem ręce, przyglądając jej się uważnie. Wyglądała, jakby jej ciało wróciło, ale reszta… Nie do końca - trans zostawił na niej ślad, ten rodzaj napięcia w barkach i łopatkach, który widziałem u niej wcześniej tylko raz. Różnica była taka, że wtedy byłem blisko, a teraz - łamanie kręgu mogłoby być błędem, wiedziałem to. Wstałem więc z posłania i podszedłem bliżej, ale nie wszedłem do kręgu - zatrzymałem się przy jego krawędzi, jakby istniała niewidzialna granica, której nie powinienem przekraczać. Klęknąłem naprzeciwko, oparłem przedramię o kolano i spojrzałem jej prosto w oczy. Nie po to, żeby ją „uratować”, nie po to, żeby ją prowadzić - po prostu… Chciałem ją mieć bliżej. Chciałem poczuć, że wróciła, że jest tu naprawdę, w tej chatce, że nie została gdzieś pomiędzy wierszami tego cholernego notesu.
Patrzyłem na nią, nie spuszczając wzroku ani na jej nagie ciało, ani na świeczki, ani na dziennik - dopóki nie dodała, co zobaczyła. Przez sekundę nic nie powiedziałem, bo zdanie uderzyło mnie tak, jakby ktoś z całą siłą pchnął mnie w pierś. Zmrużyłem oczy, przesuwając językiem po zębach w zamyśleniu - nie miałem pojęcia, co z tym zrobić. Jeszcze. Wypuściłem powietrze powoli, bardzo powoli.
- Okej… - Wyszeptałem. - Okej, w posządku. To… To duszo. - Bo co innego miałem powiedzieć, zwłaszcza przy tym poziomie wiedzy? Oczywiście, że chciałem ją spytać o wiele rzeczy, ale ogień w kominku przygasł już prawie całkowicie, w chatce zaczęło robić się coraz chłodniej, a podłoga, sama w sobie, i tak nie należała do najcieplejszych miejsc. - Chodź, kochanie… Zostawmy to na chwilę. Ten cholelny dziennik czekał lata, nie spieldolimy nic, jeszli poczeka jeszcze chwilę. - To słowo wyszło mi tak bezmyślnie, że dopiero po chwili dotarło do mnie, co powiedziałem - nie w sensie romantycznym, nie przekornym, nie flirciarsko - spokojnie i cicho. To zabrzmiało jak najbardziej naturalna rzecz na świecie, może dlatego, że naprawdę nią teraz było. Pochyliłem się delikatnie do przodu, nadal nie dotykając kręgu, ale zmniejszając odległość między nami do absolutnego minimum, moje palce zatrzymały się tuż nad deskami - przy samej granicy światła świec. - Mosemy wlóciś pod koc, okej? - Mruknąłem półgłosem, bardziej instynktownie niż świadomie. Nie przejmowałem się tym, że byliśmy nadzy, ona siedziała w kręgu jak jakaś starożytna kapłanka, ja klęczałem pół metra od niej z bijącym sercem, nie wiedząc, co myśleć, wskazałem brodą na posłanie za mną - ten nasz prowizoryczny kokon ciepła, jeszcze pachnący nocą. - Połowa ciepła w tym pokoju to ja. Powinnaś s tego skoszystaś. - Uśmiechnąłem się półgębkiem. - A jutlo… - Skrzywiłem się krótko. - No, cósz. Notatki są s jutla. To cholelnie upszejmie s ich stlony, mamy całą dobę, szeby dowiedzieś się, o chuj chodzi.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (12167), Pan Losu (92), Prudence Fenwick (8233)




Wiadomości w tym wątku
[13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Benjy Fenwick - 16.11.2025, 22:27
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Pan Losu - 16.11.2025, 22:27
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Prudence Fenwick - 17.11.2025, 19:22
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Benjy Fenwick - 17.11.2025, 22:38
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Prudence Fenwick - 18.11.2025, 01:19
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Benjy Fenwick - 18.11.2025, 04:16
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Prudence Fenwick - 18.11.2025, 15:39
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Benjy Fenwick - 18.11.2025, 19:04
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Prudence Fenwick - 18.11.2025, 21:23
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Benjy Fenwick - 19.11.2025, 12:36
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Prudence Fenwick - 19.11.2025, 20:21
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Benjy Fenwick - 20.11.2025, 02:26
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Prudence Fenwick - 20.11.2025, 10:43
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Benjy Fenwick - 20.11.2025, 16:39
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Prudence Fenwick - 20.11.2025, 21:32
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Pan Losu - 20.11.2025, 21:32
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Benjy Fenwick - 20.11.2025, 22:36
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Prudence Fenwick - 21.11.2025, 10:28
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Benjy Fenwick - 21.11.2025, 18:21
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Prudence Fenwick - 21.11.2025, 21:29
RE: [13/9/1972] The weight of water, the way you told me to look past everything | BF, PB - przez Benjy Fenwick - 21.11.2025, 23:41

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa