Z jednej strony mogło się wydawać dziwne, że dwa tygodnie po wielkim pożarze, jaki strawił dużą część Londynu, ale też innych miast i miasteczek, rodzina Lestrange postanowiła zebrać się na uroczystej kolacji. Z drugiej zaś strony kiedy jak nie teraz najlepiej było pokazać, że zjednoczeni są silniejsi? Że ogień się ich nie ima, bo oto tradycja zwyciężyła nad mugolacką propagandą. Konserwatywne wartości górowały nad liberalnym słowem o otwartości i rozrzedzaniu krwi z tymi, którzy nie byli tego godni. Victoria nie była nazbyt zdziwiona, że spotykali się właśnie tutaj… Jej rodzice nie mogli wyprawić kolacji, mieszkali teraz w Maida Vale, być może więc ktoś pomyślał, że to wspaniała okazja, by zaprosić również resztę rodziny. I tak oto spotykali się właśnie przy jednym stole.
To nie do końca tak, że nie cierpiała swojej matki… To była relacja z serii „to skomplikowane” chyba na każdym poziomie i choć Isabella grała teraz niewzruszoną, to Victoria podejrzewała, że musiało ją zapiec to, że najstarsza córka usiadła gdzieś zupełnie indziej… Tak, że miała u swojego boku młodszego kuzyna. Ojciec uśmiechnął się do niej, a ona to odwzajemniła, nim nachyliła się do Rodolphusa, kiedy i on odezwał się do niej.
– Mmm, dziękuję, słodzisz jak zawsze – uniosła lekko jeden kącik ust w górę. – Też dobrze wyglądasz – odwzajemniła komplement, całkiem zresztą szczerze, bo Rodolphus zawsze ubierał się stosownie.
Podała dłoń Laurencowi, gdy podszedł się przywitać i naprawdę się ucieszyła, że go widzi, chociaż spodziewała się tego po odpowiedzi na list.
– Szkoda, że nie mogłeś przyprowadzić Louisa – wiedziała, że chłopiec został we Francji i być może była to dobra decyzja, zważywszy na niepokoje, jakie przetaczały się przez Anglię.
– Ciebie również – zwróciła się do Louvaina, kiedy i on zjawił się, witając po kolei z bliskimi. Nadstawiła zresztą ten policzek i przymrużyła oczy z zadowoleniem – ta kolacja to był wspaniały pomysł. Kochała swoją rodzinę, nawet jeśli nie ze wszystkimi utrzymywała stały i bliski kontakt. Nawet jeśli darli koty. Martwiła się o nich wszystkich po Spalonej Nocy, a teraz, gdy mogła ich wszystkich zobaczyć na własne oczy, to była prawdziwa ulga.
Zastanawiała się, czy pojawi się William z żoną (która też była źródłem skandalu, bo nawet jeśli Czarownica pomyliła Williama z Alexandrem Mulciberem, to jednak Lestrange widzieli – i mogli sobie poczytać plotki o kłopotach małżeńskich Willa i Eden, a potem pooglądać Eden pozującą do zdjęcia z Mulciberem), albo czy Loretta się zjawi… Ale pytać o nią nie zamierzała, mając na uwadze kolejny skandal, z niepokorną kuzynką w roli głównej. Nawet jeśli widziała ją pod koniec lipca, to zamieszanie wyszło później. I chyba nadal nie zostało to rozwiązane, w ten czy inny sposób.
Zamiast tego postanowiła zagaić rodzinę na zupełnie inny temat.
– Jak sobie teraz radzicie? Pewnie macie mnóstwo pracy – większość zebranych tu osób pracowała w końcu albo w Ministerstwie (będącym w pudrze jak to określił wczorajszy artykuł w Proroku), albo w Mungu i mogła się tylko domyślać, że mieli roboty po pachy, chociaż mierzyła to własnym doświadczeniem – a niemalże z tej pracy nie wychodziła.
// Kolejka do 26.11 do 23:59.