• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine

[06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
22.11.2025, 01:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.11.2025, 01:13 przez Benjy Fenwick.)  
- Ghrh—Gel’ldine… Kulwa… Ja muszę coś zlobiś… - Wymamrotałem, próbując trafić słowami w jej ogólnym kierunku, co było wyzwaniem, bo świat wirował jak pojebany, mimo to zauważyłem, że przez jedną, krótką chwilę wyglądała tak, jakby liczyła do dziesięciu, albo do stu, albo do tylu, ile już razy byłem dla niej problemem - a gdy wypaliłem kolejne „Gel… Ge’e… Ge’aldine” - zatrważająco podobne w rytmie do „Sweet Caroline” Neila Diamonda - zaczęła wyglądać na kogoś, kto naprawdę nie wiedział, dlaczego tam ze mną siedział.
Jasne, logiczne, że nie dla mnie - wypchnęła mnie z balkonu, rozwaliła mnie jak paczkę po chipsach, więc teraz miała moralny obowiązek nie pozwolić, żebym rozjebał sobie głowę o pierwszy lepszy krawężnik, bo byłem przyjacielem jej męża. Nie najlepszym, po prawdzie, raczej najgorszym. Najlepszym najgorszym przyjacielem, którego teraz musiała obserwować w środowisku, cóż, naturalnym, pijąc swoją piąta rano o’clock herbatę, bo żadne „no, wypchnęłam go przez balkon, jebnął o beton, potem poszedł w tango, zwiał w góry, jak jebana kryptyda, no i nie wrócił” nie wchodziło w grę. To nawet mi brzmiało jak głupia wymówka, a ja miałem dwie i pół czynnej synapsy. W sumie dobrze, bo gdyby mnie teraz zostawiła, to faktycznie… Chuj wie, gdzie bym skończył, podejrzewałem, że nie wróciłbym do tego tymczasowego mieszkania, chyba że taksiarza przekonałby mój urok osobisty… Może doczłapałbym się tam pod wieczór, ale z pewnością nie na ustaloną ósmą rano.
- Ghrmm… Pllllh.Ge’aldine… ja… Ja muszę, kulwa… Szeby Sun w ogóle chciała mnie jeszcze widzieś. - Wymamrotałem, zanim zdążyłem pomyśleć, to był mój wstęp do wszystkiego, co potem poszło jeszcze gorzej. - Ghrrk… Pfffh—eeeghh… - Wysapałem, zanim w ogóle do mnie dotarło, że siedzę, a może wiszę, a może dryfuję w jakiejś pizdawatej pozycji między ziemią a powietrzem. - Ty… Ty jesteś kobietą… Tak jakby… W sensie, no jesteś… Kobietą, no. - Mrugnąłem, bo świat zrobił mi fllluu–fllluu, taką falą, jak ze starych, mugolskich telewizorów, kiedy sygnał siadał, zaczynając śnieżyć. Zamrugałem znowu, próbując złapać ostrość na jej sylwetce. - Chrrk, No… To znasz to całe… To… Myślenie… Kobiece… Balsiej nisz ja… Ja… Ja ją chcę, losumiesz? Chcę splóbowaś. Ja to, kulwa, muszę naplawiś. Po latach… Tylu… Ja dalej… Pffhhh,, no nie mogę… To ta jedyna… To musi byś ta jedyna. I wiesz co, Ge’eda…? Lubię cię… Selio. Całkiem, kulwa… Lubię. Bo jesteś… - Nie dokończyłem, chyba, trochę szwankowała mi pamięć.
Świat postanowił mnie zabić. Oślepiło mnie słońce, słoneczne słońce, nad rumuńską uliczką, o tej porze, jakby ktoś zapomniał zgasić jebane światło nad górami. Było chłodno, czysto, góry miały ten jasny, ostrzejszy kontur, wszystko było ciche, spokojne i niewiarygodnie nie w parze z tym, jak się czułem. Nie lało, nawet nie mżyło - najgorsza zniewaga od pogody, jaka mogła mnie spotkać.
Wyszliśmy z tego baru, jedynego czynnego przybytku w całej tej rumuńskiej dziurze. Chyba trafiliśmy tam przez pomyłkę, intuicję, albo mój naturalny talent do znajdowania alkoholu w każdych warunkach pogodowych. Nim się obejrzałem - szedłem przodem, przekonany, że idę prosto, chociaż, gdybym spojrzał w tył, jej twarz powiedziałaby mi, że moje „prosto” wyglądało jak linia wykreślona przez pijanego kartografa. Nie wiedziałem nawet, jakim cudem znalazłem się przed Geraldine, skoro wysunąłem się za nią. No, nic, starałem się iść przed siebie i wyglądać, jakbym absolutnie nie zamierzał wykonać żadnego kontrolowanego upadku. Niestety - ziemia miała w chuj innych planów.
Zatrzymałem się przy murku, bo świat mi odpłynął, oarłem się o niego ręką i wymamrotałem to swoje „ja pierdolę”, bo nic innego nie przyszło mi do głowy, a nawet jakby przyszło, to i tak by uciekło zanim złożyłbym zdanie.
- Nie… Nie tszeba… - Udało mi się wydobyć z siebie, chociaż brzmiało to bardziej jak bełkot niż odpowiedź. Odsunąłem rękę od murku, bo nagle uznałem, że dam radę bez niego - nie dałem, złapałem się z powrotem, zanim ziemia zdążyła pierdolnąć we mnie, nie na odwrót, oczywiście. A potem, oczywiście, się zrzygałem. Całe szczęście - za murek, na kawałek łąki, za którym stado owiec patrzyło na mnie oceniająco. Zupełnie tak, jakbym potrzebował więcej widowni - doskonale.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (7941), Geraldine Greengrass-Yaxley (7235)




Wiadomości w tym wątku
[06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 21.11.2025, 22:01
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 21.11.2025, 22:36
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 22.11.2025, 01:12
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.11.2025, 01:43
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 22.11.2025, 05:09
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.11.2025, 10:29
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 22.11.2025, 18:23
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.11.2025, 19:12
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 22.11.2025, 21:39
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.11.2025, 22:32
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 22.11.2025, 23:19
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.11.2025, 00:03
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 00:36
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.11.2025, 00:54
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 02:50
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.11.2025, 11:55
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 16:22
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.11.2025, 18:50
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 24.11.2025, 02:19
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.11.2025, 12:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa