• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu Biały Wiwern [08.10.1972] back to black | Prudence & Benjy

[08.10.1972] back to black | Prudence & Benjy
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
22.11.2025, 02:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.11.2025, 05:15 przez Benjy Fenwick.)  
Był późny, październikowy wieczór, wilgotny na tyle, że powietrze kleiło się do skóry, ale bez deszczu - taki, który tylko pogarszał nastrój. Prawie zapomniałem, jak śmierdział Londyn w październiku. Powietrze na Nokturnie zawsze szczególnie jebało czymś, czego nikt nie chciał nazywać, ale tego miesiąca cuchnęło wyjątkowo intensywnie - wilgocią, dymem i ludźmi, którzy dawno stracili cokolwiek, co trzymałoby ich, już i tak niskie, morale. Nie powinienem był wracać z Rumunii, wiedziałem to od momentu, w którym przekroczyłem granicę, ale oczywiście zrobiłem To, bo coś w środku mnie wciąż liczyło, że może… Że jak wrócę, to coś się samo naprawi.
Gówno się naprawiło, gówno się zmieniło - tak samo byłem pojebany tam, jak i tutaj, tak samo nie wiedziałem, co miałem zrobić ze swoją kobietą, już nie swoją, jak to wszystko odkręcić, jak przestać być chodzącą katastrofą, której nawet najlepsze chęci nie ratowały przed rozwaleniem wszystkiego, czego dotknie. Dlatego właśnie siedziałem tu, a nie u niej. Dlatego grzałem tę barową ławę, zamiast walić do jej drzwi i błagać o… O co właściwie? O uwagę? O rozmowę? O jeszcze jedną szansę, której nie miałem prawa żądać? Nie wiedziałem, nic nie wiedziałem.
To nie było dobre miejsce, blat przede mną kleił się od rozlanego piwa i czegoś, czego nie miałem ochoty sprawdzać. Bawiłem się kluczykiem od pokoju, obracając go między palcami, słysząc cichy, metaliczny klik za każdym razem, gdy uderzał o kostkę mojego kciuka - robiłem to już od dobrych piętnastu minut, może dłużej. Przez uchylone drzwi, które prowadziły na podwórze między kamienicami, widziałem wąską uliczkę, lśniącą od wilgoci, ciemną, bez gwiazd. Lampy tu nie działały od lat, jeszcze zanim wyjechałem, najprawdopodobniej nikt nie przychodził ich naprawiać.
Zacisnąłem palce na kluczyku mocniej, aż metal wbił mi się w skórę, gówniany stop metali, a nie porządny klucz, aż dziw, że się nie wygiął. Wiedziałem, że jeśli chciałem tu zostać, kiedyś czekała mnie rozmowa, którą jednak odkładałem, nie próbując odbyć jej od razu po powrocie, dzisiaj, jak tchórz, a ja przecież tchórzem nigdy nie byłem. Wystarczyła jedna kobieta, jej głos, jej spojrzenie, jej pieprzona umiejętność obchodzenia się ze mną lepiej niż ja sam… I byłem rozłożony na łopatki, sparaliżowany. Nie mogłem do niej wrócić, nie mogłem od niej uciec, więc oczywiście, że uciekłem do Rumunii. Jasna cholera.
Rumunia miała swoje uroki, pewnie, poza turystycznym syfem, kryła wiele możliwości. Ja akurat potrafiłem takie możliwości wykorzystać -  zrobiłem to, nie po to tam byłem, ale skoro los podstawił mi pod nogi okazję, to czego miałem nie brać? Torba leżała pod stołem przy mojej lewej nodze, niby niepozorna, nic wielkiego, ale wystarczył jeden rzut oka na mój sposób siedzenia, żeby każdy w tej spelunie wiedział, że nie oderwę od niej nogi, nawet gdyby cały bar poszedł z dymem. Problem w tym, że mój kontrahent się spóźniał, ponad dwadzieścia minut, które spędziłem na sączeniu tej samej whisky - teraz już ciepłej - w ciemnym, ponurym kącie lokalu. Westchnąłem, odchylając głowę i opierając ją o chropowatą ścianę - czułem, jak wilgoć z kamienia wżerała mi się w kark, w powietrzu unosiła się woń starej skóry i rozgrzanych lamp oliwnych. Po lewej grał gramofon, chociaż igła co chwilę przeskakiwała i sprawiała, że muzyka brzmiała jak skowyt poturbowanego wilkołaka. Z sufitu kapała jakaś cholernie stara rura - kropla, pauza, kropla, pauza - w rytmie, który doprowadzał mnie do szału.
Główne drzwi baru skrzypnęły cicho - ktoś wszedł, ktoś wyszedł. Odwróciłem głowę, z nawyku oceniając prawie każdego, kto pojawiał się w zasięgu wzroku. Był to odruch łowcy, albo zwierzyny, zależnie od dnia - każdy coś ukrywał, każdy czegoś chciał, ja chciałem tylko, żeby człowiek, z którym miałem umówione spotkanie, wreszcie postawił nogę w lokalu, bo zaczynałem mieć ochotę wrócić na ulicę, przejść się, rozładować nerwy na kimś, kto akurat będzie miał pecha przechodzić obok. Do środka wszedł szczupły mężczyzna w zbyt eleganckim płaszczu, jak na to miejsce. Zmrużyłem oczy - to nie był mój kontrahent. Za ładny, za czysty, za… Nie z Nokturnu - nawet nie musiałem na niego patrzeć, żeby to poczuć - skóra na karku mrowiła, jakby ktoś przykładał mi tam zimną monetę - śliski typ, naprawdę śliski typ, ale dopóki niczego ode mnie nie chciał… Pokręciłem lekko głową i wróciłem do stukania kluczykiem o blat mojego stołu. Elegancki typ przeszedł przez bar, z tą swoją nienaganną, niemal odpychającą pewnością siebie. Nie szukał nikogo spojrzeniem, nie omiatał tłumu, nie próbował wypatrzeć twarzy - po prostu ruszył prosto do barmana, jakby świat wokół niego nie istniał. Usiadł na wysokim stołku, nonszalancko, pewien, że miejsce będzie wolne mimo tłoku. Oparł łokieć o blat, jak ktoś przyzwyczajony, że przestrzeń sama się przed nim układała. Zamówił coś krótkim gestem, jakby barman znał jego preferencje, a może jakby one nie miały najmniejszego znaczenia. Nie odwrócił głowy, nie przeczesywał spojrzeniem pomieszczenia, patrzył tylko w blat przed sobą, jakby wszystko inne było nieistotne.
Na zewnątrz ktoś krzyknął, ktoś inny odpowiedział śmiechem, a potem rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Za drzwiami baru ktoś krzyknął, jedno z tych pijackich „zaraz ci pokażę”, które zwykle kończyły się nożem w plecach albo zębem na podłodze.

Młody barman kręcił się jak zwykle, próbując udawać, że ogarnia ten bałagan. Był młody, ledwie starszy niż praktykant, ale w tym miejscu nawet praktykant mógł połamać komuś nos. Dopiero po dłuższej chwili postawił przed tobą szklankę z drinkiem - tym, który zamówiłaś wcześniej, kiedy wreszcie zauważył twoje istnienie.
- To od pana. - Powiedział z opóźnieniem, jakby musiał zebrać się na odwagę, by w ogóle otworzyć usta. Jeszcze zanim zdążyłaś zaprotestować albo zapytać „od którego?”, barman skinął głową w stronę eleganckiego mężczyzny przy barze - tego samego, który właśnie unosił swoją szklaneczkę w twoją stronę - nieznacznie, uprzejmie, z taką nonszalancką pewnością, która zwykle należała do ludzi wiedzących dokładnie, czego chcą. Nie wyglądał na kogoś, kto z tobą flirtował - nic w jego spojrzeniu nie było miękkie ani lekkie, raczej oceniał cię, jakby ważył w myślach, czy nadajesz się do czegoś konkretnego - do interesu, do rozmowy, do planu, który istniał tylko w jego głowie. Nie spuszczał z ciebie wzroku, ale nie w sposób zalotny, to było spojrzenie człowieka, który już coś postanowił, zanim ty cokolwiek powiedziałaś.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (9483), Prudence Fenwick (7784)




Wiadomości w tym wątku
[08.10.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 22.11.2025, 00:58
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 22.11.2025, 02:20
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 22.11.2025, 18:38
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 22.11.2025, 20:45
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 22.11.2025, 21:57
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 22.11.2025, 22:30
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 22.11.2025, 23:01
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 00:03
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 23.11.2025, 00:30
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 01:41
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 23.11.2025, 02:10
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 04:30
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 23.11.2025, 11:23
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 14:51
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 23.11.2025, 16:11
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 17:25
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 23.11.2025, 19:28
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 21:20
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 23.11.2025, 22:43
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 24.11.2025, 00:22
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 24.11.2025, 02:23

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa