22.11.2025, 05:41 ✶
Atreus, oczywiście, bardzo lubił zajmować się szeroko pojętym marnotrawieniem własnego czasu. Co ważniejsze, jego ulubioną formą tego zajęcia, było marnotrawienie się na rzecz czyjegoś widzimisię, a nie z własnej, nieprzymuszonej woli. Bawił się więc świetnie.
Bo jak można było inaczej nazwać kręcenie się bez celu po Little Hangleton? Było tu obrzydliwie ponuro i, powiedzmy sobie szczerze, każdy szanujący się czarnoksiężnik w tej mieścinie, zwyczajnie pilnował swojego nosa.
- A smoka mi nie sprawdziłaś? - zagaił, otaczając dłońmi papierosa i odpalając go zapalniczką, żeby przypadkiem nie zwrócić różdżką uwagi jakiegoś przechodzącego mugola. W sumie to nałóg niespecjalnie go do tego ciągnął dla samego zaspokojenia, ale przecież. było. tak. cholernie. nudno. - Wiesz, możemy wpaść do mnie na herbatę, nikt nie musi wiedzieć - rzucił, niby to w żartach, a kąciki ust drgnęły rozbawione, ale posłane Victorii spojrzenie, krótkie i kontrolne, dobitnie świadczyło że gdyby tylko chciała, to wcale nie musiały to być żarty.
Historia pryszczatego gnojka tylko utwierdziła go w przekonaniu, że była to nie tyle zwyczajna strata czasu, co kompletna. Stał, patrzył na niego, z bólu jestestwa przytulając dłoń do policzka, jakby go co najmniej ząb po tej stronie bolał. Nawet go specjalnie nie ruszyło, że gówniarz zdawał się ich rozpoznać, co pewnie w normalnych warunkach wywołałoby przynajmniej lekki uśmiech. Teraz była tylko marność. Całe te pioruny i profanacja grobów, żeby kury niosły jajka. Przynajmniej nie wpadł na pomysł, żeby to koguty zmodyfikować w tych celach, bo wtedy mógłby próbować jakichś drastyczniejszych środków. Na przykład poświecenia żywych ludzi. Dzieciak został spacyfikowany - pozbawiony różdżki i przyklejony do fotela - kiedy oni postanowili ruszyć za instynktem pani auror i sprawdzić kurnik, podwórko i co tam jeszcze można było znaleźć. Wszystko wydawało się Atreusowi tak samo ponure, szare i brudne, chociaż jak się tak zastanawiał to gdyby miał codziennie coś takiego oglądać, to się aż tak nie dziwił podejmowanych prób.
- Może nie będzie tak źle. W końcu brał martwych, a nie żywych - zasugerował, chociaż nie bardzo był pewien, co właściwie tym komentarzem chciał osiągnąć. Bo to przecież wcale nie było tak, że dzieciakowi współczuł. - Podobno, z jajka zniesionego podczas krwawego księżyca, rodzi się czarny kogut który jest tak żądny krwi, że gotów zabić każdego kto stanie na jego drodze... - spojrzał na kury, prosto w te dziwne oczka, pozbawione wyrazu i zrobiło mu się tak jakoś dziwnie. - Wiesz, Gregory zawsze powtarza... w sumie to powtarza dużo rzeczy, ale jedna z nich, która ma trochę więcej sensu to; Wróżby to tylko cień przyszłości. Więc hej, może nie będzie tak źle. Może ta szopa nas jeszcze zaskoczy? - albo przynajmniej ją, bo Bulstrode jakby na zaprzeczenie swoich słów, wyciągnął kolejnego papierosa i to nim zainteresował się nieco bardziej.
Bo jak można było inaczej nazwać kręcenie się bez celu po Little Hangleton? Było tu obrzydliwie ponuro i, powiedzmy sobie szczerze, każdy szanujący się czarnoksiężnik w tej mieścinie, zwyczajnie pilnował swojego nosa.
- A smoka mi nie sprawdziłaś? - zagaił, otaczając dłońmi papierosa i odpalając go zapalniczką, żeby przypadkiem nie zwrócić różdżką uwagi jakiegoś przechodzącego mugola. W sumie to nałóg niespecjalnie go do tego ciągnął dla samego zaspokojenia, ale przecież. było. tak. cholernie. nudno. - Wiesz, możemy wpaść do mnie na herbatę, nikt nie musi wiedzieć - rzucił, niby to w żartach, a kąciki ust drgnęły rozbawione, ale posłane Victorii spojrzenie, krótkie i kontrolne, dobitnie świadczyło że gdyby tylko chciała, to wcale nie musiały to być żarty.
Historia pryszczatego gnojka tylko utwierdziła go w przekonaniu, że była to nie tyle zwyczajna strata czasu, co kompletna. Stał, patrzył na niego, z bólu jestestwa przytulając dłoń do policzka, jakby go co najmniej ząb po tej stronie bolał. Nawet go specjalnie nie ruszyło, że gówniarz zdawał się ich rozpoznać, co pewnie w normalnych warunkach wywołałoby przynajmniej lekki uśmiech. Teraz była tylko marność. Całe te pioruny i profanacja grobów, żeby kury niosły jajka. Przynajmniej nie wpadł na pomysł, żeby to koguty zmodyfikować w tych celach, bo wtedy mógłby próbować jakichś drastyczniejszych środków. Na przykład poświecenia żywych ludzi. Dzieciak został spacyfikowany - pozbawiony różdżki i przyklejony do fotela - kiedy oni postanowili ruszyć za instynktem pani auror i sprawdzić kurnik, podwórko i co tam jeszcze można było znaleźć. Wszystko wydawało się Atreusowi tak samo ponure, szare i brudne, chociaż jak się tak zastanawiał to gdyby miał codziennie coś takiego oglądać, to się aż tak nie dziwił podejmowanych prób.
- Może nie będzie tak źle. W końcu brał martwych, a nie żywych - zasugerował, chociaż nie bardzo był pewien, co właściwie tym komentarzem chciał osiągnąć. Bo to przecież wcale nie było tak, że dzieciakowi współczuł. - Podobno, z jajka zniesionego podczas krwawego księżyca, rodzi się czarny kogut który jest tak żądny krwi, że gotów zabić każdego kto stanie na jego drodze... - spojrzał na kury, prosto w te dziwne oczka, pozbawione wyrazu i zrobiło mu się tak jakoś dziwnie. - Wiesz, Gregory zawsze powtarza... w sumie to powtarza dużo rzeczy, ale jedna z nich, która ma trochę więcej sensu to; Wróżby to tylko cień przyszłości. Więc hej, może nie będzie tak źle. Może ta szopa nas jeszcze zaskoczy? - albo przynajmniej ją, bo Bulstrode jakby na zaprzeczenie swoich słów, wyciągnął kolejnego papierosa i to nim zainteresował się nieco bardziej.