22.11.2025, 06:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.11.2025, 06:06 przez Ambrosia McKinnon.)
Gówno widział, ale nie powiedziała tego na głos, świdrując go spojrzeniem zielonkawych oczu. Przeskakiwały, od oczu, przez resztę twarzy, w końcu taksując go całego spojrzeniem, jakby się zastanawiała czy aby na pewno na przed sobą tego samego półgłówka co wcześniej. Matko, jak ona by chciała się teraz mylić i żeby to nie był to jej własny, rodzony brat z krwi i kości, tylko jakiś chujek którego można było tak zwyczajnie wystawić za drzwi.
Ale niestety, nie ważne ile się na niego patrzyła, to wciąż miała przed sobą swojego drogiego brata. Mogła go mniej upuszczać w dzieciństwie na głowę, to może nie zrobiłby się taki... no, taki. Taki koślawy mentalnie.
Przede wszystkim, to nie miała zamiaru nigdzie siadać, dlatego stała jak stała. Rozluźniła się jednak nieco, już nie spinając do ewentualnego sprintu po schodach, zamiast tego odwracając przodem do Olivera. Kiedy tak stała na tych paru schodkach, to przynajmniej byli równi wzrostem.
- A co mi mama zrobi? Wywróży jak te klątwę zdjąć? - zapytała z przekąsem, splatając ręce przed sobą w defensywnym geście. Mamusia to mogła im co najwyżej zrobić herbatki i powiedzieć, że wszystkim się zajmie. To zawsze było pomocne i rozgrzewające serduszko, ale ona chciała efektów teraz, a nie biegać jako małolata. - Kiedy ja ci się niby tymi klątwami zajmowałam, co? Duchy to nie klątwy, baranie - fuknęła, krzywiąc się przy tym, no bo mógł chociaż trochę się postarać. - Ja nie wiem! Ja nic nie wiem, w tym jest cały problem - wystrzeliła dłońmi ku górze, w dramatycznym geście. - Ja nie wiem jak działają klątwy, Ollie. Ja się nie pisałam na taki los i takie rzeczy. Nienawidzę tych cholernych poltergeistów, bo właśnie robią takie gówno, denerwując wszystko i wszystkich.
Nienawidziła zleceń, które dostawała na zajęcie się poltergeistami, dlatego jeśli ktoś nie chciał płacić wtedy trzykrotnie, to zwykła odsyłać go z kwitkiem, albo gdy była w dobrym humorze, to do Sebastiana. Poltergeisty były zwyczajnie problematyczne i nie na jej głowę, a kuzyn wydawał się w ten sam sposób podchodzić do każdego przypadku. I z taką samą ilością narzekania. Do tego jego przynależność do kowenu nie pozwalała mu zmieniać cen w trakcie zlecenia, a jej złe duchy podczas egzorcyzmów szeptały wyższe kwoty.
- Słońce, jak sobie wyrwiesz żywy, to będzie to troszkę zanadto dramatyczne, biorąc pod uwagę że pewnie nawet od tego nie odejdziesz na tamten świat. - przypomniała mu, nad wyraz cierpliwie. - Ja sobie tak myślę, że my chyba będziemy musieli potrzebować dziadka. Nie wiesz czy coś robi teraz?
Ale niestety, nie ważne ile się na niego patrzyła, to wciąż miała przed sobą swojego drogiego brata. Mogła go mniej upuszczać w dzieciństwie na głowę, to może nie zrobiłby się taki... no, taki. Taki koślawy mentalnie.
Przede wszystkim, to nie miała zamiaru nigdzie siadać, dlatego stała jak stała. Rozluźniła się jednak nieco, już nie spinając do ewentualnego sprintu po schodach, zamiast tego odwracając przodem do Olivera. Kiedy tak stała na tych paru schodkach, to przynajmniej byli równi wzrostem.
- A co mi mama zrobi? Wywróży jak te klątwę zdjąć? - zapytała z przekąsem, splatając ręce przed sobą w defensywnym geście. Mamusia to mogła im co najwyżej zrobić herbatki i powiedzieć, że wszystkim się zajmie. To zawsze było pomocne i rozgrzewające serduszko, ale ona chciała efektów teraz, a nie biegać jako małolata. - Kiedy ja ci się niby tymi klątwami zajmowałam, co? Duchy to nie klątwy, baranie - fuknęła, krzywiąc się przy tym, no bo mógł chociaż trochę się postarać. - Ja nie wiem! Ja nic nie wiem, w tym jest cały problem - wystrzeliła dłońmi ku górze, w dramatycznym geście. - Ja nie wiem jak działają klątwy, Ollie. Ja się nie pisałam na taki los i takie rzeczy. Nienawidzę tych cholernych poltergeistów, bo właśnie robią takie gówno, denerwując wszystko i wszystkich.
Nienawidziła zleceń, które dostawała na zajęcie się poltergeistami, dlatego jeśli ktoś nie chciał płacić wtedy trzykrotnie, to zwykła odsyłać go z kwitkiem, albo gdy była w dobrym humorze, to do Sebastiana. Poltergeisty były zwyczajnie problematyczne i nie na jej głowę, a kuzyn wydawał się w ten sam sposób podchodzić do każdego przypadku. I z taką samą ilością narzekania. Do tego jego przynależność do kowenu nie pozwalała mu zmieniać cen w trakcie zlecenia, a jej złe duchy podczas egzorcyzmów szeptały wyższe kwoty.
- Słońce, jak sobie wyrwiesz żywy, to będzie to troszkę zanadto dramatyczne, biorąc pod uwagę że pewnie nawet od tego nie odejdziesz na tamten świat. - przypomniała mu, nad wyraz cierpliwie. - Ja sobie tak myślę, że my chyba będziemy musieli potrzebować dziadka. Nie wiesz czy coś robi teraz?
she was a gentle
sort of horror
sort of horror