22.11.2025, 13:58 ✶
Z rozmarzeniem patrzy na naszą matkę
- Theo? Cóż, może jest jeszcze w wieku, w którym to mama jest najważniejszą osobą w jego życiu! - zażartował Hannibal. Theo był jedynie o rok młodszy od niego i raczej na pewno interesował się już dziewczynami. Albo chłopakami. A z drugiej strony… ludzie bywali różni. Sam Hannibal, ze swoim dość wczesnym wejściem w dorosłość i chaotycznie, zachłannie zebranym doświadczeniem, mógł nie być najlepszym wyznacznikiem. Ellie była niemal tak samo, jak on otwarta na doświadczenia. Baldwin, młodszy od Selwyna o dwa miesiące, miał już całkiem stabilne (jak na siebie oczywiście), niemal rodzinne życie ze Scarlett, a Henry dla odmiany wydawał się całkiem nie interesować tym aspektem.
Z zachwytem zauważył moment zakłopotania Jessiego. Czyżby trafił w czuły punkt? Czyżby Kelly miał kogoś na oku, skoro chciałby doprecyzowania? Zerknął na niego kątem oka - warto było zadać akurat takie pytanie i narazić się być może na jakieś złośliwości w odwecie.
- Gdyby mówiły jaśniej, nie byłoby zabawy! - wyszczerzył się - Pytasz, jakbyś już miał kandydatkę - albo “kandydata”, pomyślał, chociaż… Jasper wydawał się taki odpowiedzialny i taki porządny, że Hannibal raczej nie podejrzewałby go o uleganie podobnym pokusom, nawet, gdyby faktycznie robiły na nim wrażenie.
Wspomnianego odwetu doczekał się właściwie od razu. Drugie pytanie Jessiego było… całkiem bez sensu. Hannibal Selwyn nie chciał oddawać swojego serca żadnemu duchowi, zjawie czy co też mogło mieszkać teraz w kamienicy przy Horyzontalnej. Gdyby chodziło o jedną noc, to jeszcze, chociaż też nie był pewien. Wbrew żarcikom, jakimi przerzucali się podczas próby oczyszczenia mieszkania z czarnej magii i wbrew lekkiemu sposobowi, w jaki opowiadał o stanie domu, w poczuciu bycia obserwowanym, odsłoniętym i bezbronnym, jakie ogarniało go już od progu, nie było nic podniecającego. Tylko strach.
Musiał jednak przyznać, że zasłużył sobie na to, więc za oburzonym tonem, jakim zawołał:
- Co?!- stała raczej chęć usatysfakcjonowania Jessiego, niż prawdziwa emocja.
Oczywiście, że zajmował się jednocześnie kilkoma sprawami. Jak miałby inaczej balansować między pracą, życiem towarzyskim i jeszcze byciem tymczasowo bezdomnym, nieważne, jak łatwa była owa bezdomność dla kogoś, kto dysponował rodową fortuną?
Jedynym sposobem na ustalenie granic jego możliwości jest nieustanne podejmowanie nowych wyzwań.
Napotkał spojrzenie Jessiego. Również się z tym zgadzał. Własnych granic nie dało się przesunąć inaczej, niż dochodząc do nich i fizycznie ich dotykając - dlatego robił to od kiedy pamiętał, najpierw pod kuratelą ojca i kolejnych instruktorów, teraz również i sam. Pokiwał głową, przyznając rację chłopakowi - i książce.
Gdy Jessie czytał część interpretacji odnoszącą się do spraw sercowych, Hannibal zapatrzył się w przestrzeń, opierając brodę na dłoni. Wybory, przeciwstawne opcje i osoba, która nie szanuje jego uczuć… Cóż, gdyby tylko pytanie było bardziej ogólne, odpowiedź mogłaby być adekwatna do jednej z jego relacji, i wcale nie chodziło o klątwę w mieszkaniu. Westchnął mimo woli. To trochę brzmiało, jakby karty doradzały zdecydowane działanie. Może te podchody trwały już zbyt długo?
Zerknął na Jessiego, przyjmując znów beztroski ton.
- Teraz nie wiem, czy to jest o przeprowadzce, czy o czym? - uśmiechnął się lekko - Może właśnie chodzi o to, żebym przestał próbować ogarnąć kamienicę na Horyzontalnej, a zamiast tego zajął się nowym mieszkaniem…
A może to wcale nie mieszkanie powinienem odpuścić, pomyślał, ale zachował tę refleksję dla siebie. Zamknął książkę i przeciągnął się, trącając przy tym ramieniem Jessiego, przysuniętego blisko, by móc czytać mu przez ramię.
- Aaach, świetna zabawa, to wróżenie z kart. Czuję, że moja gotowość podskoczyła przynajmniej do piętnastu!
- Theo? Cóż, może jest jeszcze w wieku, w którym to mama jest najważniejszą osobą w jego życiu! - zażartował Hannibal. Theo był jedynie o rok młodszy od niego i raczej na pewno interesował się już dziewczynami. Albo chłopakami. A z drugiej strony… ludzie bywali różni. Sam Hannibal, ze swoim dość wczesnym wejściem w dorosłość i chaotycznie, zachłannie zebranym doświadczeniem, mógł nie być najlepszym wyznacznikiem. Ellie była niemal tak samo, jak on otwarta na doświadczenia. Baldwin, młodszy od Selwyna o dwa miesiące, miał już całkiem stabilne (jak na siebie oczywiście), niemal rodzinne życie ze Scarlett, a Henry dla odmiany wydawał się całkiem nie interesować tym aspektem.
Z zachwytem zauważył moment zakłopotania Jessiego. Czyżby trafił w czuły punkt? Czyżby Kelly miał kogoś na oku, skoro chciałby doprecyzowania? Zerknął na niego kątem oka - warto było zadać akurat takie pytanie i narazić się być może na jakieś złośliwości w odwecie.
- Gdyby mówiły jaśniej, nie byłoby zabawy! - wyszczerzył się - Pytasz, jakbyś już miał kandydatkę - albo “kandydata”, pomyślał, chociaż… Jasper wydawał się taki odpowiedzialny i taki porządny, że Hannibal raczej nie podejrzewałby go o uleganie podobnym pokusom, nawet, gdyby faktycznie robiły na nim wrażenie.
Wspomnianego odwetu doczekał się właściwie od razu. Drugie pytanie Jessiego było… całkiem bez sensu. Hannibal Selwyn nie chciał oddawać swojego serca żadnemu duchowi, zjawie czy co też mogło mieszkać teraz w kamienicy przy Horyzontalnej. Gdyby chodziło o jedną noc, to jeszcze, chociaż też nie był pewien. Wbrew żarcikom, jakimi przerzucali się podczas próby oczyszczenia mieszkania z czarnej magii i wbrew lekkiemu sposobowi, w jaki opowiadał o stanie domu, w poczuciu bycia obserwowanym, odsłoniętym i bezbronnym, jakie ogarniało go już od progu, nie było nic podniecającego. Tylko strach.
Musiał jednak przyznać, że zasłużył sobie na to, więc za oburzonym tonem, jakim zawołał:
- Co?!- stała raczej chęć usatysfakcjonowania Jessiego, niż prawdziwa emocja.
Oczywiście, że zajmował się jednocześnie kilkoma sprawami. Jak miałby inaczej balansować między pracą, życiem towarzyskim i jeszcze byciem tymczasowo bezdomnym, nieważne, jak łatwa była owa bezdomność dla kogoś, kto dysponował rodową fortuną?
Jedynym sposobem na ustalenie granic jego możliwości jest nieustanne podejmowanie nowych wyzwań.
Napotkał spojrzenie Jessiego. Również się z tym zgadzał. Własnych granic nie dało się przesunąć inaczej, niż dochodząc do nich i fizycznie ich dotykając - dlatego robił to od kiedy pamiętał, najpierw pod kuratelą ojca i kolejnych instruktorów, teraz również i sam. Pokiwał głową, przyznając rację chłopakowi - i książce.
Gdy Jessie czytał część interpretacji odnoszącą się do spraw sercowych, Hannibal zapatrzył się w przestrzeń, opierając brodę na dłoni. Wybory, przeciwstawne opcje i osoba, która nie szanuje jego uczuć… Cóż, gdyby tylko pytanie było bardziej ogólne, odpowiedź mogłaby być adekwatna do jednej z jego relacji, i wcale nie chodziło o klątwę w mieszkaniu. Westchnął mimo woli. To trochę brzmiało, jakby karty doradzały zdecydowane działanie. Może te podchody trwały już zbyt długo?
Zerknął na Jessiego, przyjmując znów beztroski ton.
- Teraz nie wiem, czy to jest o przeprowadzce, czy o czym? - uśmiechnął się lekko - Może właśnie chodzi o to, żebym przestał próbować ogarnąć kamienicę na Horyzontalnej, a zamiast tego zajął się nowym mieszkaniem…
A może to wcale nie mieszkanie powinienem odpuścić, pomyślał, ale zachował tę refleksję dla siebie. Zamknął książkę i przeciągnął się, trącając przy tym ramieniem Jessiego, przysuniętego blisko, by móc czytać mu przez ramię.
- Aaach, świetna zabawa, to wróżenie z kart. Czuję, że moja gotowość podskoczyła przynajmniej do piętnastu!