• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine

[06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
22.11.2025, 18:23  ✶  
Gerda mnie obserwowała, a ja wiedziałem, jak musiałem wyglądać - jak żałosny, wielki kloc, który nie potrafił się upilnować, typ, którego trzeba było prowadzić za rączkę, bo się przewróci o własną stopę. Cholerny wstyd palił mnie w karku, ale nie miałem siły nawet go odepchnąć, jedynka bolała przy każdym zassaniu powietrza - wyglądałem jak żart. Chciałem jej odpowiedzieć, ale jak otworzyłem usta, najpierw wyszło powietrze, potem jakieś „mmgh”, a dopiero potem słowa, nieskładne, niewyraźne.
- To… Jest… Plosto. - Wymamrotałem I zrobiłem krok, żeby to udowodnić. Chciałem iść prosto, naprawdę, wierzyłem w ten koncept całym sobą. Próbowałem iść prosto, pokazać, że mogę, potrafię - nie byłem małym, jebanym chłopcem do prowadzenia. Byłem facetem - dużym, ciężkim, zawsze za ciężkim, prawie dwumetrowym, więc zrobiłem krok - wielce szlachetnie wyglądający - długi, mocny, zanim nagle mój błędnik powiedział „pa, jebnij się”. Czułem, że mój język również działał jak oddzielny organizm, próbujący mnie ośmieszyć - po prostu nie byłem w stanie nad tym zapanować. Słowa rozmazywały mi się w ustach. „Partner”, „związek”, „trzymać”, „nie zjebać” - nic mi się nie formowało całkiem, tylko jedna rzecz była jasna -
to, co czułem, nie zniknęło, wcale.
- No… Widzis… Ona… To… Ona… - To brzmiało głupio nawet dla mnie, ale w tej chwili żyłem własną logiką. Próbowałem jej tłumaczyć o Sun, o tym, jaka nie była, jaka była, jaka nigdy nie miała być, ale jest. Gadałem, machałem rękami, coś pokazywałem, cholera wie, co. Wiedziałem, że mówię za dużo - że mówię wszystko, na trzeźwo prędzej bym sobie język odgryzł, ale nie mogłem przestać. Alkohol zdejmował mi warstwę po warstwie, aż zostawało to miękkie, wrażliwe gówno, którego nikt nie powinien oglądać, a już na pewno nie ona, ale mówiłem.
Geraldine podpuszczała mnie, chyba nawet o tym wiedziała. „Napisz jej, powiedz jej, nie trzymaj w sobie”. Pewnie miała rację, ale mój mózg próbował jednocześnie znaleźć papier, długopis, sklep, sens i stabilność, nic z tego nie miałem. Zacząłem grzebać po kieszeniach, żeby tylko coś znaleźć, cokolwiek, karteczkę, paragon, chuj, bilet autobusowy sprzed trzech lat - szukałem papieru, jakbym szukał lekarstwa na wszystkie moje dolegliwości - raz po lewej, raz po prawej. Macałem wszystkie możliwe miejsca, po kolei, lewą, prawą, wewnętrzną kieszonkę, nawet tę, która była tylko atrapą.
- Nie ma… Kurwa… Niczego nie ma. - Mruknąłem, przechylając się bardziej, niż to było rozsądnie. - Muszę… Papiel. Papiel i… Coś… Do pisania. Bo jak inaczej…? Jak? To ma byś… Powaszne… - Szukałem czegoś, czegokolwiek, w kieszeniach, przetrząsałem je jak kretyn, całą dłonią, machając barkiem, prawie wpadłem na nią. W końcu tylko wsparłem się o murek, bo już nie wiedziałem, gdzie była moja równowaga. Z włosami lecącymi do przodu, przyklejającymi mi się do policzków, oddychałem przez usta, bo nos już nie współpracował, a świat falował. Wyglądałem jak poturbowany wilkołak w przerwie między etapami transformacji.
W innym stanie może bym się z tego zaśmiał, teraz tylko skrzywiłem się, jakby próbowałem powiedzieć „dzięki”, ale wyszło coś między „ghhh” a „mhm”. Geraldine odwróciła głowę, marząc zapewne o teleportacji, ale słyszałem jej oddech - ten krótki, przez nos, świadczący o tym, że naprawdę nie była daleko od przyłączenia się do orkiestry.
- Dobla… - Mruknąłem ochryple, wycierając usta w dolny fragment koszulki, jak ostatni menel, chociaż miałem w sobie trochę godności… Teoretycznie. Stałem tam, prawie dwumetrowy chłop, ciężki jak cholera, a mimo to chwiałem się jak gałązka szarpana wiatrem - śmieszne i żałosne jednocześnie. Geraldine mnie słuchała, nie musiała, ale słuchała - to był chyba najgorszy rodzaj litości - ten, który wyglądał jak cierpliwość. Podniosłem na nią wzrok, kompletnie niepasujący do mojej postury, i podałem jej „łapkę” - wielką, jak łopata, ciężką, ciepłą, drżącą. Nie protestowałem, gdy wsadziła mi rękę pod ramię, jakbym był wujkiem po weselu. Trzymałem ją pod rękę, chociaż brzmiało to jak upokorzenie, ten dotyk był jak jedyna stabilna rzecz we wszechświecie, a wszechświat był mocno przechylony. Widziałem to jej „cierpliwe” spojrzenie - to nie była prawdziwa cierpliwość, to było „nic już mnie dzisiaj nie zdziwi” z domieszką „jak, kurwa, on jeszcze żyje”.
- Ja się… Nie wyjeb… - Zacząłem. - Nie wyjebie…Eeee-hhuuu. - Powiedziałem, robiąc krok, wtedy mój żołądek powiedział „jednak tak.” Prawie się wyjebałem, już w połowie słowa coś mi znowu podskoczyło w gardle. Zrobiłem wielkie oczy. - O kul— Chwila… - Ostrzegłem, bo tylko tyle zdążyłem.
I już się znowu nachylałem.
I znowu było:
- HHRRUUUGH-KRAAH-fflghhhh.
Jeszcze gorsze niż poprzednie. Włosy, te jebane półdługie włosy, lepiły mi się do twarzy i co chwilę musiałem je odgarniać, ale trafiałem w oko albo w ucho, nie w to miejsce, co trzeba.
- Ge… Gee’l… Ja… Ja po plostu… Jestem zakochany. Nieszczę… Nieszcz… Chuj, no. Źle zakochany i to jest… Nie fail. - To było jedyne zdanie, które wyszło idealnie wyraźnie - tak wyraźnie, że aż mnie przestraszyło. Przyciągnąłem jej ramię bliżej - nie, żeby się przytulać - żeby nie wylądować twarzą w rumuńskim żwirze. Bujałem się, nienawidząc siebie kompletnie - prawie dwa metry wzrostu, ponad sto kilo żywej masy, a zachowywałem się jak wrak, nie jak mężczyzna, którym miałem być. Wyszedłem na naprawdę żałosnego, ale nie mogłem przestać, to było silniejsze ode mnie, jakbym wyrzygiwał prawdę, zanim wyrzygam resztę. Pochyliłem się drugi raz, bez ostrzeżenia.
- HUUUUEEERRRKKKGGH-PFFFCHH-ggghhhh.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (7941), Geraldine Greengrass-Yaxley (7235)




Wiadomości w tym wątku
[06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 21.11.2025, 22:01
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 21.11.2025, 22:36
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 22.11.2025, 01:12
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.11.2025, 01:43
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 22.11.2025, 05:09
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.11.2025, 10:29
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 22.11.2025, 18:23
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.11.2025, 19:12
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 22.11.2025, 21:39
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 22.11.2025, 22:32
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 22.11.2025, 23:19
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.11.2025, 00:03
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 00:36
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.11.2025, 00:54
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 02:50
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.11.2025, 11:55
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 16:22
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.11.2025, 18:50
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Benjy Fenwick - 24.11.2025, 02:19
RE: [06/10/72] Bună dimineața, Vietnam! | Benjy, Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.11.2025, 12:56

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa