• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu Biały Wiwern [08.10.1972] back to black | Prudence & Benjy

[08.10.1972] back to black | Prudence & Benjy
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#16
23.11.2025, 17:25  ✶  
Nie wiedziałem, co sobie wyobrażała, kiedy ciągnęła mnie przez ten bar, jakbym był jednym z tych pijanych frajerów, których dało się wyprowadzić za fraki, a oni nawet nie zauważą różnicy między drzwiami a ścianą, ale zrobiła to - bez zawahania, bez pytania, bez cholernych ceregieli. Po prostu złapała mnie za rękę, jakby miała do tego prawo, jakby nic się między nami nie rozpadło. Zamknąłem oczy na krótką chwilę, bo gdybym na nią spojrzał w tej sekundzie, nie wiedziałem, co bym powiedział, a może wiedziałem - i właśnie dlatego nie chciałem. Jej słowa do mnie docierały - każde z nich było ostre, konkretne, jakby wbijała mi je w skórę końcówką różdżki, dopiero na zewnątrz poczułem, jak zaczyna mną naprawdę trzepać, chłód uderzył mnie w twarz, ale zamiast mnie otrzeźwić, tylko uwypukliło to, jak bardzo bolała mnie dłoń. Powietrze na Nokturnie zawsze było paskudne, ale teraz drażniło mnie jeszcze bardziej - śmierdziało dymem, wilgocią i jakimś tanim ziołem, które ktoś palił w bocznej uliczce. Moja ręka pulsowała tak mocno, że widziałem jasne plamy przed oczami. W środku wciąż buzował gniew, adrenalina jeszcze nie puściła, nie byłem sobą. Nie całkiem.
Zamknąłem oczy na pół sekundy, żeby nie jebnąć pierwszej odpowiedzi, jaka cisnęła mi się na język, bo chciałem, byłem w takim stanie, że naprawdę chciałem, ale otworzyłem oczy i powietrze wyszło ze mnie jak para z pękniętego kotła. Zacisnąłem mocniej dłoń na jej dłoni, nieświadomie, instynktownie. Ironia - piękna, popierdolona ironia. Powietrze między nami zgęstniało tak bardzo, że mógłbym je ciąć nożem. Przez sekundę milczałem, licząc do trzech, może do czterech, może do jednego, bo nic mi z tego nie wyszło.
- Plue. - Warknąłem, ale ciszej, kontrolowanie, z wyraźną ostrą krawędzią, wracając do automatu, który nakazywał mi nie używać w stosunku do niej tej czułej, żartobliwej formy, tego drugiego imienia, miękkiego, osobistego słowa. - Gdybym tlaktował cię jak wroga, wiesz mi, bszmiałoby to inaczej.
Wyglądała tak, jakby nie była pewna, czy ma mnie kopnąć w kostkę, czy odejść, a mnie zaczynało brakować cierpliwości. Szeptała, ale każde słowo trafiało we mnie jak wbijane gwoździe, nie patrzyłem jej w oczy, patrzyłem w ciemność ulicy, w oddalający się gwar pubu, w to, co mogło wyjść z zakrętu. W cienie, nie w nią. Jej słowa były jak sól wysypana prosto w ranę, którą sam sobie zrobiłem. Wysłałem jej ten pieprzony list, bo myślałem, że tak będzie łatwiej, byłem rozczarowany sobą, przegrany i żałosny, nie chciałem jej ciągnąć dalej w swoje gówno, nie chciałem, żeby patrzyła, jak staczam się coraz niżej. Zamknąłem oczy, potrzebowałem pół sekundy, żeby nie wybuchnąć. Nie gniewem, tylko… Czymś innym, czymś dużo gorszym.
- Kiedy nie będę się kulwa bił. - Syknąłem. Ton miałem niski, przytłumiony, taki, którym można było oszronić szybę od środka. - Kiedy nie będę miał loswalonej lęki. Kiedy nie będę miał s tyłu głowy dwóch typów, któszy plóbowali mnie oklaść, a potem dobiś. Gdy nie będę - lekko szturchnąłem torbę na bucie - w placy. Dosłownie w każdym innym momencie. - To zabrzmiało ostrzej, niż chciałem, ale nie cofnąłem tego, bo ona zrobiła ten jeden głupi ruch, który potrafił wbić mi gwóźdź w czaszkę - zaczęła mówić o zleceniu. O tym, że szybko poszło, o tym, że „dobrze wiedzieć, że wróciłem”, o tym, że „szkoda, że zapomniałem jej o tym wspomnieć”.
- Co? - Spytałem wolno, głupio wolno, jak ktoś, komu naprawdę zajęło sekundę, żeby uwierzyć, że usłyszał to, co usłyszał. Czułem, jak mój głos robi się niższy, głębszy, bardziej kontrolowany, ale tylko z wierzchu - pod spodem byłem wściekły, zraniony, zmęczony - za bardzo zmęczony, żeby słuchać, że „nie wiedziała”. Spojrzałem na nią twardo, z cieniem, którego nie chciałem jej pokazywać, ale nie potrafiłem już trzymać tego gówna na wodzy.
- Zapomniałem? - Powtórzyłem powoli, niskim głosem, na granicy syknięcia. Potem prychnąłem krótkim śmiechem, bez cienia rozbawienia. Przesunąłem spojrzeniem po jej twarzy, zbyt szybko, zbyt intensywnie, jakby mój mózg na siłę próbował zapamiętać coś, czego nie powinien. - Pludence… Ja ci, kurwa, napisałem, sze wlacam. W tym samym zaslanym liście, któly postanowiłaś olaś.
Nie puściłem jej dłoni - i to mnie wkurwiało bardziej niż cokolwiek innego. Czułem jej palce na moich i to… Cholernie mieszało mi we łbie. Byłem rozjuszony, byłem wkurwiony, byłem rozpalony bólem i adrenaliną, ale jednocześnie… To było znajome, niebezpiecznie znajome, i nagle zbyt wiele we mnie chciało za tym pójść.
- Więc wybacz, sze nie biegałem po całym jebanym mieście, szeby powiedzieć ci, o któlej dokładnie godzinie będę w Londynie. Nie jestem… Nie byłem… Cholela. - Urwałem. - Nie byłem ci nic winien.
To zabolało mnie bardziej, niż powinno, bo wiedziałem, że to nie była prawda - byłem jej coś winien, byłem jej wszystko winien.
Ale jeśli ona chciała mi przypieprzyć wyrzutem?
To spoko. Ja też potrafiłem.
- Nie będę ci lospisywał telminasza. - Syknąłem. - Zwłaszcza jeśli nawet nie chcesz go kulwa czytaś. - Przejechałem językiem po zębach, próbując zebrać się w sobie, może naprawdę powinienem był ją puścić, odejść, zniknąć, ale zamiast tego stałem w tym jebanym chłodzie i trzymałem ją dalej, jakby to miało w czymś pomóc.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (9483), Prudence Fenwick (7784)




Wiadomości w tym wątku
[08.10.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 22.11.2025, 00:58
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 22.11.2025, 02:20
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 22.11.2025, 18:38
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 22.11.2025, 20:45
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 22.11.2025, 21:57
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 22.11.2025, 22:30
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 22.11.2025, 23:01
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 00:03
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 23.11.2025, 00:30
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 01:41
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 23.11.2025, 02:10
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 04:30
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 23.11.2025, 11:23
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 14:51
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 23.11.2025, 16:11
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 17:25
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 23.11.2025, 19:28
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 23.11.2025, 21:20
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 23.11.2025, 22:43
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 24.11.2025, 00:22
RE: [08.08.1972] back to black | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 24.11.2025, 02:23

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa