25.02.2023, 16:25 ✶
W posiadłości Longbottomów mieszkała na tyle liczna gromada ludzi, że Gałganowi nie brakowało pieszczot. Dodajmy do tego gości, którzy wpadali w odwiedziny chętnie i licznie - powiedzmy sobie szczerze, ciężko było przejść obojętnie obok rozmerdanej, futrzastej kulki szczęścia. Mimo to pies łaknął uwagi niemal zawsze, gdy tylko na jego horyzoncie pojawiał się jakiś człowiek. Duża podzielność uwagi Danielle pozwalała jej na głaskanie Gałgana oraz uważne słuchanie słów, które kierowała do niej Brenna.
- Oh, niech Erik już nie przesadza.- machnęła lekko ręką, nie biorąc słów kuzynki na poważnie. - Poza tym, zwierzaki to zwierzaki, a słodycze to słodycze. Dwie zupełnie różne kategorie przyjemności. Ale dobrze, że o tym wspominasz. Nieopodal szpitala jest całkiem przyjemna cukiernia... a ja nie obiecywałam Erikowi, że nie będę przynosić słodyczy do domu. - zauważyła błyskotliwie. Teoretycznie taniej i lepiej wyszłoby upieczenie czegoś samodzielnie, jednak w przypadku wypieków powstałych z rąk Danielle, podejrzliwość Brenny byłaby całkowicie uzasadniona. Trucizny być może by tam nie było, ale kawałki skorupek od jajek i niedokładnie wymieszane grudki mąki z pewnością by się trafiły.
Przyglądała się kuzynce, jakby starała się wyczytać co chodzi po jej głowie. Pomimo przyjacielskich i ciepłych relacji pomiędzy kuzynkami, oraz rozentuzjazmowanego Gałgana, atmosfera w pomieszczeniu stopniowo zaczynała gęstnieć. Beztroski uśmiech Danielle powoli zszedł z jej twarzy, ustępując powadze i skupieniu. Na moment skupiła wzrok na zwierzęciu, jednak kiwnięciem głową zasygnalizowała, że dokładnie słucha słów kuzynki; nie przerywała jej, pozwalając tym samym na ułożenie myśli i sformułowanie je w słowa.
-Od jakiegoś czasu znacznie częściej trafiają do nas paskudne przypadki, które dawniej zdarzały się bardzo rzadko. Mamy pełne ręce roboty i wydaje mi się, że za częścią z nich mogą stać Śmierciożercy. - przyznała tym samym, że działania zwolenników Voldemorta przybrały na sile. - Starałam się nie dopuszczać do siebie tej myśli, mając nadzieję, że ludzie przesadzają, a sabat będzie taki sam, jak każdego roku. Ale to chyba bardzo naiwne myślenie.- przyznała szczerze. Przez moment nie odzywała się, najwyraźniej pogrążona we własnych myślach. Dopiero po chwili milczenia spojrzała na starszą kuzynkę.
- Mogę obiecać Ci, że będę uważać. - zaczęła. Albo przynajmniej będę próbować. Niestety, kłopoty kochały Dani i jej ostrożność często nie miała wpływu na to, w jak duże bagno się wpakuje. - Czego nie mogę Ci obiecać to to że będę stała bezczynnie z boku. Nie po tym, co mi powiedziałaś. Przebywanie w bezpiecznym miejscu i czekanie na wezwanie, podczas gdy Wasze zdrowie i życie być może będzie zagrożone... - odezwała się, w jej głosie zdało się słyszeć charakterystyczne dla Longbottomów zacięcie i determinację.
- Ty, Lucy, Erik.. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś Wam się stało.- dodała. Pomyślała nawet o osobach spoza rodziny, współpracownicy oraz inni bliscy ich rodzinie; zmroziła ją myśl, że któregokolwiek z nich mogłoby zostać ranne. - Nie mówiąc już o tych wszystkich ludziach, którzy tam będą... - urwała. Artykułowanie myśli wychodziło jej nieco gorzej niż Brennie.
- Nie chcę być kulą u nogi, albo żeby któregokolwiek z Was czuło się za mnie odpowiedzialne. Potrafię się bronić, a jeżeli istnieje choć cień szansy, że moja magia lecznicza będzie użyteczna, jestem do Waszej dyspozycji. Całkowicie.
- Oh, niech Erik już nie przesadza.- machnęła lekko ręką, nie biorąc słów kuzynki na poważnie. - Poza tym, zwierzaki to zwierzaki, a słodycze to słodycze. Dwie zupełnie różne kategorie przyjemności. Ale dobrze, że o tym wspominasz. Nieopodal szpitala jest całkiem przyjemna cukiernia... a ja nie obiecywałam Erikowi, że nie będę przynosić słodyczy do domu. - zauważyła błyskotliwie. Teoretycznie taniej i lepiej wyszłoby upieczenie czegoś samodzielnie, jednak w przypadku wypieków powstałych z rąk Danielle, podejrzliwość Brenny byłaby całkowicie uzasadniona. Trucizny być może by tam nie było, ale kawałki skorupek od jajek i niedokładnie wymieszane grudki mąki z pewnością by się trafiły.
Przyglądała się kuzynce, jakby starała się wyczytać co chodzi po jej głowie. Pomimo przyjacielskich i ciepłych relacji pomiędzy kuzynkami, oraz rozentuzjazmowanego Gałgana, atmosfera w pomieszczeniu stopniowo zaczynała gęstnieć. Beztroski uśmiech Danielle powoli zszedł z jej twarzy, ustępując powadze i skupieniu. Na moment skupiła wzrok na zwierzęciu, jednak kiwnięciem głową zasygnalizowała, że dokładnie słucha słów kuzynki; nie przerywała jej, pozwalając tym samym na ułożenie myśli i sformułowanie je w słowa.
-Od jakiegoś czasu znacznie częściej trafiają do nas paskudne przypadki, które dawniej zdarzały się bardzo rzadko. Mamy pełne ręce roboty i wydaje mi się, że za częścią z nich mogą stać Śmierciożercy. - przyznała tym samym, że działania zwolenników Voldemorta przybrały na sile. - Starałam się nie dopuszczać do siebie tej myśli, mając nadzieję, że ludzie przesadzają, a sabat będzie taki sam, jak każdego roku. Ale to chyba bardzo naiwne myślenie.- przyznała szczerze. Przez moment nie odzywała się, najwyraźniej pogrążona we własnych myślach. Dopiero po chwili milczenia spojrzała na starszą kuzynkę.
- Mogę obiecać Ci, że będę uważać. - zaczęła. Albo przynajmniej będę próbować. Niestety, kłopoty kochały Dani i jej ostrożność często nie miała wpływu na to, w jak duże bagno się wpakuje. - Czego nie mogę Ci obiecać to to że będę stała bezczynnie z boku. Nie po tym, co mi powiedziałaś. Przebywanie w bezpiecznym miejscu i czekanie na wezwanie, podczas gdy Wasze zdrowie i życie być może będzie zagrożone... - odezwała się, w jej głosie zdało się słyszeć charakterystyczne dla Longbottomów zacięcie i determinację.
- Ty, Lucy, Erik.. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś Wam się stało.- dodała. Pomyślała nawet o osobach spoza rodziny, współpracownicy oraz inni bliscy ich rodzinie; zmroziła ją myśl, że któregokolwiek z nich mogłoby zostać ranne. - Nie mówiąc już o tych wszystkich ludziach, którzy tam będą... - urwała. Artykułowanie myśli wychodziło jej nieco gorzej niż Brennie.
- Nie chcę być kulą u nogi, albo żeby któregokolwiek z Was czuło się za mnie odpowiedzialne. Potrafię się bronić, a jeżeli istnieje choć cień szansy, że moja magia lecznicza będzie użyteczna, jestem do Waszej dyspozycji. Całkowicie.