23.11.2025, 19:54 ✶
Gdy Jonathan zrozumiał o co prosił go Anthony, po jego plecach przebiegł mu przyjemny dreszcz. Bo przecież Jonathan, na prośbę Tony'ego, patrzył i to często, ale jednocześnie tak rzadko mógł patrzeć w ten konkretny sposób na niego samego.
Nie czekał więc ani chwili, aby spojrzeć na Shafiqa okiem, któremu zazwyczaj nie wolno było doświadczać tego widoku, samemu zdejmując na chwilę ochronną barierę. Nie odpowiedział na jego pytanie od razu, chłonąc piękno barw emocji, gdy jego płuca nabrały więcej powietrza w czystym zachwycie. Tak wiele zmieniło się w ich nici od sierpnia. Tak wiele nowych kolorów tańczyło teraz po lazurowej powierzchni przetykanej srebrnymi strumykami. Czy to dlatego, w chwilach takich jak ta, jego ukochany został osaczony przez burzowe chmury własnych myśli? Bo dążył do perfekcji, w której ich miłość kwitła od lat, a wszystko zostało od razu powiedziane tak jak należy? Nie odpowiadał dalej, zamglonym, niemal pijanym, spojrzeniem wciąż wpatrując się w kalejdoskop kolorów, próbując wyryć w swojej pamięci aurę ukochanego, jak i łączące ich uczucie. Było to spektakl… Piękny, intymny, hipnotyzujący, nie do opisania w słowach i dostępny tylko i wyłącznie dla niego. Wpatrywał się więc w Anthony'ego, gładzac jego policzek w próbie jakiegokolwiek uziemienia się, raz po raz powracając spojrzeniem do otoczonego lazurową aurą czubka głowy, tylko po to by, pełen ekscytacji, zjechać spojrzeniem nieco niżej i ponownie ujrzeć ich nić z zachwytem równym temu jakby za każdym razem widział ją po raz pierwszy. Barwa miłości tak pięknie lśniła, a jego serce waliło tak mocno za każdym razem, gdy na nią spoglądał.
– Widzę… – wyszeptał w końcu, biorąc głęboki oddech, jakby chwilę temu zapomniał o oddychaniu. – Widzę ciebie całego. Wspaniałego ciebie, który mnie kocha i którego kocham z wzajemnością. I widzę naszą miłość utkaną z lat przyjaźni. I widzę że moje serce ma lazurowy kolor, ale też że obecnie coś je kłopocze. – Wreszcie pozwolił zamknąć powieki trzeciemu oku, aby już trzeźwiejszym spojrzeniem spojrzeć w równie piękny kolor szarego morza. – Czemu tak martwi cię „co by było gdyby” mój drogi? Proszę… Daj sobie cieszyć się z tego, że Alpy na zawsze będą dla nas tak drogie, bo stało się tam to, co się stało.
Nie czekał więc ani chwili, aby spojrzeć na Shafiqa okiem, któremu zazwyczaj nie wolno było doświadczać tego widoku, samemu zdejmując na chwilę ochronną barierę. Nie odpowiedział na jego pytanie od razu, chłonąc piękno barw emocji, gdy jego płuca nabrały więcej powietrza w czystym zachwycie. Tak wiele zmieniło się w ich nici od sierpnia. Tak wiele nowych kolorów tańczyło teraz po lazurowej powierzchni przetykanej srebrnymi strumykami. Czy to dlatego, w chwilach takich jak ta, jego ukochany został osaczony przez burzowe chmury własnych myśli? Bo dążył do perfekcji, w której ich miłość kwitła od lat, a wszystko zostało od razu powiedziane tak jak należy? Nie odpowiadał dalej, zamglonym, niemal pijanym, spojrzeniem wciąż wpatrując się w kalejdoskop kolorów, próbując wyryć w swojej pamięci aurę ukochanego, jak i łączące ich uczucie. Było to spektakl… Piękny, intymny, hipnotyzujący, nie do opisania w słowach i dostępny tylko i wyłącznie dla niego. Wpatrywał się więc w Anthony'ego, gładzac jego policzek w próbie jakiegokolwiek uziemienia się, raz po raz powracając spojrzeniem do otoczonego lazurową aurą czubka głowy, tylko po to by, pełen ekscytacji, zjechać spojrzeniem nieco niżej i ponownie ujrzeć ich nić z zachwytem równym temu jakby za każdym razem widział ją po raz pierwszy. Barwa miłości tak pięknie lśniła, a jego serce waliło tak mocno za każdym razem, gdy na nią spoglądał.
– Widzę… – wyszeptał w końcu, biorąc głęboki oddech, jakby chwilę temu zapomniał o oddychaniu. – Widzę ciebie całego. Wspaniałego ciebie, który mnie kocha i którego kocham z wzajemnością. I widzę naszą miłość utkaną z lat przyjaźni. I widzę że moje serce ma lazurowy kolor, ale też że obecnie coś je kłopocze. – Wreszcie pozwolił zamknąć powieki trzeciemu oku, aby już trzeźwiejszym spojrzeniem spojrzeć w równie piękny kolor szarego morza. – Czemu tak martwi cię „co by było gdyby” mój drogi? Proszę… Daj sobie cieszyć się z tego, że Alpy na zawsze będą dla nas tak drogie, bo stało się tam to, co się stało.