23.11.2025, 21:41 ✶
Brenna miała wielką ochotę zadać kilka pytań o ghule i okoliczności takiego przedziwnego zjawiska, ale teraz trzymała w rękach inne, przedziwne zjawisko… i zdążyła otworzyć drzwi, by pogadać z Brygadzistą, chwilowo więc to musiało poczekać.
*
– I dlaczego światło zgasło akurat, jak się pojawiła – mruknęła Brenna z pewnym zastanowieniem, ponownie owijając rękę w szalik. Słowa Victorii… były jakieś niepokojące. Bo może Lestrange miała rację i ruszała się tylko w mroku, może przestawała się ruszać, gdy ktoś ją trzymał… a może był tam jednak ktoś, kto ją do nich posłał? Ktoś na tyle potężny magicznie, że nie tylko go nie wypatrzyły, ale nie wyczuł go i nos animaga? Albo ręka dostała takie i n s t r u k c j e i zamarła, gdy już je wypełniła? – Sądzisz, że powinnyśmy to sprawdzić, czy zostawić testowanie tej rączki specjalistom? – spytała, odnośnie tego gaszenia świateł. Ręka poruszała się, bo zapadł mrok? Czy coś, ktoś, sprowadził mrok, żeby wywinąć im ten głupi dowcip? – Mam nadzieję, że tym razem tym czymś nie będzie ręka trupa, chcąca potrzymać mnie za rękę.
– Kobiety – westchnął Brygadzista, kręcąc głową, najwyraźniej w jakiejś formie niedowierzania. Doszedł chyba do głowy, że są dziwne, ale zwalił to na karb ogólnej dziwności kobiecego gatunku. – Pół godziny temu jeszcze była, siedziała pod dziesiątką, może ją jeszcze złapiecie.
– Dobra, wrzucamy rękę do odpowiedniego pomieszczenia i lecimy na Nokturn, sprawdzamy, czy będzie się ruszać, jak wejdziemy gdzieś i zgasimy światła, czy idziemy wziąć akta od Mayi? – spytała Brenna, pozostawiając Victorii decyzję co do tego, co zrobią najpierw. Cofnęła się i ku niewątpliwej uldze kolegi z pracy, zamknęła drzwi, oddzielając go nimi od siebie, Victorii oraz ich makabrycznego znaleziska. – Chyba ostatecznie cieszę się jednak, że to jakieś rozgrzebywanie grobów, a nie kolejny, dziwny skutek Spalonej Nocy albo że ktoś obcina ludziom ręce.
I przynajmniej ktoś inny prowadził sprawę. Nie żeby Brenna zamierzała to tak zupełnie zignorować, ale jednak w tej chwili naprawdę wszyscy mieli dużo na talerzach, i bardzo cieszyła się, że chociaż udało się już ustalić, że ktoś rozgrzebywał groby na cmentarzu.
– Zastanawiam się, jak o mnie świadczy, że właściwie jedyne, co mnie w tej sprawie na serio dziwi, to że tym razem to nie cmentarz w Little Hangleton.
*
– I dlaczego światło zgasło akurat, jak się pojawiła – mruknęła Brenna z pewnym zastanowieniem, ponownie owijając rękę w szalik. Słowa Victorii… były jakieś niepokojące. Bo może Lestrange miała rację i ruszała się tylko w mroku, może przestawała się ruszać, gdy ktoś ją trzymał… a może był tam jednak ktoś, kto ją do nich posłał? Ktoś na tyle potężny magicznie, że nie tylko go nie wypatrzyły, ale nie wyczuł go i nos animaga? Albo ręka dostała takie i n s t r u k c j e i zamarła, gdy już je wypełniła? – Sądzisz, że powinnyśmy to sprawdzić, czy zostawić testowanie tej rączki specjalistom? – spytała, odnośnie tego gaszenia świateł. Ręka poruszała się, bo zapadł mrok? Czy coś, ktoś, sprowadził mrok, żeby wywinąć im ten głupi dowcip? – Mam nadzieję, że tym razem tym czymś nie będzie ręka trupa, chcąca potrzymać mnie za rękę.
– Kobiety – westchnął Brygadzista, kręcąc głową, najwyraźniej w jakiejś formie niedowierzania. Doszedł chyba do głowy, że są dziwne, ale zwalił to na karb ogólnej dziwności kobiecego gatunku. – Pół godziny temu jeszcze była, siedziała pod dziesiątką, może ją jeszcze złapiecie.
– Dobra, wrzucamy rękę do odpowiedniego pomieszczenia i lecimy na Nokturn, sprawdzamy, czy będzie się ruszać, jak wejdziemy gdzieś i zgasimy światła, czy idziemy wziąć akta od Mayi? – spytała Brenna, pozostawiając Victorii decyzję co do tego, co zrobią najpierw. Cofnęła się i ku niewątpliwej uldze kolegi z pracy, zamknęła drzwi, oddzielając go nimi od siebie, Victorii oraz ich makabrycznego znaleziska. – Chyba ostatecznie cieszę się jednak, że to jakieś rozgrzebywanie grobów, a nie kolejny, dziwny skutek Spalonej Nocy albo że ktoś obcina ludziom ręce.
I przynajmniej ktoś inny prowadził sprawę. Nie żeby Brenna zamierzała to tak zupełnie zignorować, ale jednak w tej chwili naprawdę wszyscy mieli dużo na talerzach, i bardzo cieszyła się, że chociaż udało się już ustalić, że ktoś rozgrzebywał groby na cmentarzu.
– Zastanawiam się, jak o mnie świadczy, że właściwie jedyne, co mnie w tej sprawie na serio dziwi, to że tym razem to nie cmentarz w Little Hangleton.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.