24.11.2025, 16:10 ✶
tańczy z Mathildą
Mathilda wydawała się całkiem zadowolona ze spokojnych, prostych kroczków, które oboje mogli wykonywać właściwie odruchowo i bez większego wysiłku, więc Hannibal pozwolił temu tańcowi być czysto socjalnym, nieidealnym, relaksującym. Kiedy na chwilę przytuliła się do niego, pochylił się, niemalże opierając się policzkiem o głowę partnerki.
- Bo podejrzewam, że występy u Shafiqa mają nieco inny charakter, niż te w teatrze - odpowiedział cicho w jej włosy - Bo jesteś wszechstronną tancerką i chciałbym poznać resztę twoich możliwości.
Odsunęli się od siebie, z powrotem na odległość objęcia. W klasycznym, turniejowym walcu sztywna postawa pozwalałaby im tylko zerkać na siebie kątem oka, ale teraz mogli bez przeszkód na siebie patrzeć i Mathilda korzystała z tego w pełni, wlepiając w niego spojrzenie. A Hannibal odpowiadał, bo choć nauki instruktorów jasno określały punkty, w które powinien patrzeć w takiej sytuacji, to była przecież Tylka, a on był zmęczony i trochę pijany, i wcale nie wszystko poszło tej nocy zgodnie z planem.
- Bo lubię patrzeć, jak tańczysz - dokończył wreszcie, odwzajemniając jej uśmiech.
Twoja para nie poczuje się urażona?
Rzucił krótkie, kontrolne spojrzenie na parkiet. Electra wydawała się całkiem nieźle bawić. Nic dziwnego, Robert był w końcu w połowie Selwynem. Nie było opcji, żeby był kiepskim tancerzem albo nudnym rozmówcą.
- Ellie? - zaśmiał się - Ucieszyła się z odmiany, ile można tańczyć z jednym Selwynem, kiedy jest nas tu więcej?
Przelotnie pomyślał, że może Mathilda miała w związku z jego kuzynem jakieś plany, które pokrzyżował - przecież wiadomo było, że artyści zawsze poszukiwali sponsorów. Cóż, trudno. Skoro nie dane im było zatańczyć ze sobą ani na próbie, ani na scenie, ani na bankiecie, ten jeden, ostatni taniec Hannibal chciał mieć dla siebie.
Zmienił chwyt lewej dłoni, zręcznie splótł ich palce i przyciągnął Mathildę bliżej. To nie była żadna taneczna figura, po prostu chciał ją przytulić. Poprowadził jakiś na wpół sformowany obrót, nieważny, potrzebny tylko jako pretekst. W tej pozycji, nie rozpraszany przez wpatrzone w siebie oczy partnerki, mógł obserwować ponad jej ramieniem inne pary. Większość była pogrążona w rozmowie i nikt nie poświęcał im szczególnej uwagi. Doskonale, pomyślał Selwyn. Przesunął dłonią po plecach dziewczyny tak, by móc wygodnie prowadzić zamieniwszy elegancką ramę w nieformalne objęcie.
- Zmęczona, co? - bardziej stwierdził, niż zapytał. Spokojny rytm kołysał i wyciszał, i Hannibal, jeszcze przed chwilą pełen energii, zamyślił się i zamilkł, pozwalając ciału robić swoje bez udziału głowy, zdając się na lata treningów i doświadczenia na najróżniejszych parkietach. Właściwie mogli tak zostać.
Mathilda wydawała się całkiem zadowolona ze spokojnych, prostych kroczków, które oboje mogli wykonywać właściwie odruchowo i bez większego wysiłku, więc Hannibal pozwolił temu tańcowi być czysto socjalnym, nieidealnym, relaksującym. Kiedy na chwilę przytuliła się do niego, pochylił się, niemalże opierając się policzkiem o głowę partnerki.
- Bo podejrzewam, że występy u Shafiqa mają nieco inny charakter, niż te w teatrze - odpowiedział cicho w jej włosy - Bo jesteś wszechstronną tancerką i chciałbym poznać resztę twoich możliwości.
Odsunęli się od siebie, z powrotem na odległość objęcia. W klasycznym, turniejowym walcu sztywna postawa pozwalałaby im tylko zerkać na siebie kątem oka, ale teraz mogli bez przeszkód na siebie patrzeć i Mathilda korzystała z tego w pełni, wlepiając w niego spojrzenie. A Hannibal odpowiadał, bo choć nauki instruktorów jasno określały punkty, w które powinien patrzeć w takiej sytuacji, to była przecież Tylka, a on był zmęczony i trochę pijany, i wcale nie wszystko poszło tej nocy zgodnie z planem.
- Bo lubię patrzeć, jak tańczysz - dokończył wreszcie, odwzajemniając jej uśmiech.
Twoja para nie poczuje się urażona?
Rzucił krótkie, kontrolne spojrzenie na parkiet. Electra wydawała się całkiem nieźle bawić. Nic dziwnego, Robert był w końcu w połowie Selwynem. Nie było opcji, żeby był kiepskim tancerzem albo nudnym rozmówcą.
- Ellie? - zaśmiał się - Ucieszyła się z odmiany, ile można tańczyć z jednym Selwynem, kiedy jest nas tu więcej?
Przelotnie pomyślał, że może Mathilda miała w związku z jego kuzynem jakieś plany, które pokrzyżował - przecież wiadomo było, że artyści zawsze poszukiwali sponsorów. Cóż, trudno. Skoro nie dane im było zatańczyć ze sobą ani na próbie, ani na scenie, ani na bankiecie, ten jeden, ostatni taniec Hannibal chciał mieć dla siebie.
Zmienił chwyt lewej dłoni, zręcznie splótł ich palce i przyciągnął Mathildę bliżej. To nie była żadna taneczna figura, po prostu chciał ją przytulić. Poprowadził jakiś na wpół sformowany obrót, nieważny, potrzebny tylko jako pretekst. W tej pozycji, nie rozpraszany przez wpatrzone w siebie oczy partnerki, mógł obserwować ponad jej ramieniem inne pary. Większość była pogrążona w rozmowie i nikt nie poświęcał im szczególnej uwagi. Doskonale, pomyślał Selwyn. Przesunął dłonią po plecach dziewczyny tak, by móc wygodnie prowadzić zamieniwszy elegancką ramę w nieformalne objęcie.
- Zmęczona, co? - bardziej stwierdził, niż zapytał. Spokojny rytm kołysał i wyciszał, i Hannibal, jeszcze przed chwilą pełen energii, zamyślił się i zamilkł, pozwalając ciału robić swoje bez udziału głowy, zdając się na lata treningów i doświadczenia na najróżniejszych parkietach. Właściwie mogli tak zostać.