• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence

[13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#14
25.11.2025, 22:20  ✶  
Fotel, na którym siedzieliśmy, zdawał się trzeszczeć pod ciężarem napięcia, ogień w kominku był niczym wobec tego, co czułem pod skórą. Pocałunek przeszedł w drugi, głębszy, cięższy, moje dłonie zsunęły się z koszuli niżej, po jej talii, po biodrach, po miejscach, które pamiętałem z wyobrażeń - zbyt wielu wyobrażeń, ale teraz nie musiałem już wyobrażać sobie niczego. Ona była tutaj, na mnie, oddychająca szybko, wbijająca palce w moje barki, jakby wreszcie mogła zrobić to, czego chciała jej skóra, jej ciało, jej cholerny rozsądek, który w końcu się poddał.
- Mhm… Tak to działa? - Mruknąłem jej w usta dopiero, kiedy nasze oddechy zlały się w jedno. - Mówisz mi takie szeszy i liczysz, sze będę się trzymał? - Brzmiałem jak ktoś, kto już przegrał tę walkę, ale jeszcze udaje, że prowadzi negocjacje - wciąż miałem w sobie tę resztkę samokontroli, cienką jak nitka, napiętą jak cięciwa.
Zignorowałem wszystko inne - świat, jezioro, druzgotki, zimno, rozsądek, zasady, konsekwencje -  poczułem, jakby ktoś otworzył we mnie wszystkie przegródki, do których nie zaglądałem latami, odchyliłem głowę do tyłu, odsłaniając jej więcej miejsca, przyjmując jej dotyk z czymś, co było bliskie poddaniu. Prue była delikatna, drobniejsza ode mnie, a jednak siedziała na mnie z pewnością kogoś, kto wiedział, że ma nade mną przewagę - wiedziała, gdzie dotknąć, jak przesunąć palcami, żeby wszystko we mnie napinało się jeszcze bardziej. Już w pierwszej sekundzie, kiedy objęła mnie mocniej, poczułem, że coś we mnie drgnęło w sposób, którego nie doświadczałem od lat, nie byłem w końcu z kamienia, gdy chodziło o cokolwiek głębszego, niż zwykłe pożądanie - a to nie było tylko ono - chociaż bardzo często udawałem, że tak właśnie jest. A teraz - z nią na kolanach, lekką, a jednocześnie palącą jak pożar - musiałem naprawdę walczyć, żeby utrzymać granicę tam, gdzie powinna jeszcze stać.
To było pierwsze, pierwsze takie, pierwsze od dawna, pierwsze z nią. Odwlekaliśmy to zbyt długo, a teraz już nawet nie potrzebowaliśmy tego sobie wyjaśniać, na ten swój sposób, nasze usta mówiły wszystko, czego przez lata ani razu nie nazwaliśmy - tęsknotę, głód, oczekiwanie, tę dziwną, bolesną wręcz znajomość.
- Lubisz mnie testowaś… - Mruknąłem, wciągając powietrze między zębami, kiedy natrafiła ustami na bardziej wrażliwe miejsce. - Ale uwiesz… Sze nie masz pojęsia, jak blisko jestem, szeby pszestać się pilnowaś. - Zwłaszcza, gdy jej nogi oplatały mnie w sposób, który sprawiał, że musiałem zacisnąć palce na oparciu fotela.
A te jej słowa, to ciche „ty bardziej”, trafiły we mnie jeszcze mocniej, niż jakikolwiek dotyk, poczułem je pod skórą, w kręgosłupie, gdzieś w miejscu, które od miesięcy było uśpione, jakby czekało właśnie na to jedno zdanie. Ciepły oddech łaskotał moje wargi, a ja musiałem zacisnąć dłoń na jej biodrze mocniej niż zamierzałem, żeby w ogóle utrzymać resztki kontroli. Czułem każdy fragment jej skóry, kiedy tak siedziała na moich kolanach, przylegając do mnie jakbyśmy byli do siebie dopasowani od dawna. Jej usta wracały na moją szyję, moje błądziły po jej skórze, a ja… Ja nie byłem w stanie ukryć tego, co robił mi ten dotyk - miałem wrażenie, że cały kark mi płonie, mięśnie pod skórą napinają się same, jakby jej każdy pocałunek był bodźcem, na który moje ciało reaguje szybciej niż myśli.
- Ty balsiej? - Powtórzyłem z cichym, przytłumionym śmiechem, który zabrzmiał o kilka tonów niżej, niż powinien. - Nawet nie wiesz, jak balso stalam się…
Palce przesunęły się po jej kręgosłupie, powoli, świadomie, zostawiając po sobie ścieżkę rozgrzanego napięcia.
- Nie zatlaciś się w tym od lasu. - To nie był żart, to było ostrzeżenie, wypowiedziane tak, jak mówi się coś, co chce się połknąć w połowie zdania, bo mogłem - mogłem zatracić się już w pierwszej sekundzie. Wiedziałem, że potrafię być intensywny do bólu, do zawrotów głowy, do tego punktu, w którym druga osoba nie wie, gdzie kończy się jej własne ciało, a zaczyna coś zupełnie innego, a ona była na mnie, tak blisko, że czułem każdy jej oddech, każdy drżący mięsień, każdą mikrosekundę zawahania, która równie dobrze mogła być tylko złudzeniem. Gdybym chciał, mógłbym ją przyciągnąć jednym ruchem, mieć przy sobie tak ciasno, jak pragnąłem od… Lat, ale właśnie dlatego, że tego chciałem - musiałem uważać.
- Pluey… - Szepnąłem jej w usta, przerywając pocałunek tylko po to, żeby móc to wypowiedzieć na głos, pół szeptem, pół westchnieniem. - Ty nawet nie wiesz, jak balso chciałem…
A jednak powstrzymywałem oddech, wyliczając w głowie krótkie ułamki sekund, które pomagały mi utrzymać kontrolę. Była delikatna, miękka, ciepła  w sposób, który potrafił mnie doprowadzić do obłędu, bo jednocześnie była silna, uparta, pewna siebie - ta kombinacja sprawiała, że musiałem hamować każdy instynkt, który pchał mnie naprzód za szybko, za intensywnie, za bardzo. Zamknąłem na chwilę oczy, jakby to miało mi pomóc, ale zrobiło tylko gorzej - jej zapach, ciepło skóry, to jak oddychała - wszystko wciągało mnie coraz głębiej - impuls, który wzbierał we mnie jak fala przed uderzeniem o brzeg.
Byłem cały napięty, cały rozpalony, czułem każdy fragment jej ciała, który dotykał mojego, jakby ta chwila nagle, zupełnie niespodziewanie, stała się głośniejsza, bardziej czuła, wymowna, bardziej… Obecna, niż cokolwiek, o czym mógłbym pomyśleć.
Jej usta wędrowały dalej po mojej skórze, a ja czułem, jak każdy centymetr szyi reaguje, ciepło rozchodzi się po barkach, całe ciało napina się pod tym miękkim, chaotycznym pocałunkiem. Mruknąłem nisko, w sposób, którego nie byłem w stanie stłumić. Przesunąłem nosem po jej policzku, wolno, z namysłem, jakby próbował opanować odruch, żeby wciągnąć ją na siebie jeszcze mocniej. Jak na niewypowiedziane życzenie, oplotła mnie mocniej, jej uda zacisnęły się wokół mnie, ramiona objęły moją szyję, jakby chciała złączyć nas jeszcze bardziej, sprawdzić, czy da się być bliżej niż to, co już mieliśmy.
- Jeśli będziesz mnie tak dotykaś… - Powiedziałem ostrzegawczo, chociaż nie wiedziałem, kogo ostrzegam - ją czy siebie.
Odsunąłem się minimalnie, tylko tyle, by spojrzeć jej prosto w oczy. Była blisko. Tak blisko, że czułem ciepło jej oddechu na własnych ustach. Jej spojrzenie było zamglone, ciężkie, pełne emocji, które znałem aż zbyt dobrze. Ten wzrok, zamglony, pełen ciepła, pragnienia, czegoś jeszcze głębszego… Spotkał mój - lustro - i wbrew wszelkiemu rozsądkowi, wiedziałem, że to nie jest chwilowe - to było coś, czego nie dało się nie poczuć, coś, co wypełniało klatkę piersiową tak gęsto, że trudno było oddychać, ten dotyk był wszystkim, był przerwaniem lat, był konsekwencją wszystkiego, co nigdy nie zostało powiedziane, był przyznaniem, że nie dało się już udawać, że coś nas nie ciągnęło, nie splatało, nie paliło od środka.
- Jeśli będziesz tak na mnie patsześ… -  Mruknąłem, unosząc delikatnie jej podbródek tak, by spojrzała mi prosto w oczy. - To nie utszymam tego tempa. - Wsunąłem dłoń w jej włosy, przyciągając ją bliżej, ale nie tak mocno, jak chciał instynkt. To nie była groźba, to była obietnica, schowana pod skórą, pod głosem, pod drżeniem mojej dłoni na jej kręgosłupie. Usta na mojej szyi były zaproszeniem, na które odpowiadałem niemal instynktownie. Nie wbiłem się w jej skórę, nie pozwoliłem sobie na pełną intensywność, chociaż pragnienie krzyczało o więcej, ale pochylałem się, odszukując miejsca, które sama mi zostawiała, przesuwając wargami po jej dekolcie na tyle łagodnie, na ile potrafiłem, choć głód przypalał od środka. Jej skóra miała smak, którego wcześniej nie znałem, to był problem, bo wiedziałem, że po tym nie będę potrafił się cofnąć. Czułem jej serce bijące wprost na mojej skórze, jednak wciąż ją obejmowałem tak, żeby zachować ten milimetr kontroli, który trzymał nas w miejscu, z dala od punktu bez powrotu. W tej chwili, w tym ułamku sekundy, zanim cokolwiek wybrzmiało, zanim cokolwiek zrobiłem… Czułem, że balansuję na samym skraju.
Nie spadłem, jeszcze nie, ale byłem już w przechyle. A jeśli ona chciała, żebym pozwolił się temu upadkowi wydarzyć… Potrzebowałem tylko jednego jej oddechu więcej, spojrzenia spod rzęs, tych błyszczących oczu.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (12694), Pan Losu (42), Prudence Fenwick (9003)




Wiadomości w tym wątku
[13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 13.11.2025, 18:15
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Pan Losu - 13.11.2025, 18:15
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 13.11.2025, 23:13
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 14.11.2025, 00:47
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 14.11.2025, 15:05
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 14.11.2025, 19:33
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 15.11.2025, 00:07
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 16.11.2025, 14:08
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 17.11.2025, 00:12
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 17.11.2025, 19:56
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 17.11.2025, 22:40
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 19.11.2025, 13:55
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 25.11.2025, 00:09
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 25.11.2025, 22:20
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 27.11.2025, 17:59
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 28.11.2025, 22:05
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 05.12.2025, 19:47
RE: [13/09/1972] I can't help myself but stare | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 09.12.2025, 00:27

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa