• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[22.09. | przed kolacją Mulciberów] Good girl. Wait. Stay.

[22.09. | przed kolacją Mulciberów] Good girl. Wait. Stay.
Prorok Niecodzienny
Everyone is a monster to someone.
Since you are so convinced that I am yours, I will be it.
wiek
32
sława
V
krew
czysta
genetyka
jasnowidz
zawód
Niewymowny (Komnata Przepowiedni)
Na ten moment dłuższe, ciemnobrązowe włosy, które zaczynają się coraz bardziej niesfornie kręcić. Przeraźliwie niebieskie oczy, które patrzą przez ciebie i poza ciebie – raz nieobecne, zmętniałe, przerażająco puste, raz zadziwiająco klarowne, ostre, i tak boleśnie intensywne, że niemalże przewiercają rozmówcę na wylot – zawsze zaś tchną zimną obojętnością. Sprawiają wrażenie przekrwionych, bo Alexander coraz częściej zapomina o regularnym mruganiu. Wysoki wzrost (1,91 m). Zwykle mocno się garbi, więc wydaje się niższy. Dosyć chudy, ale już nie wychudzony, twarzy nie ma tak wymizerowanej, jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nieco ciemniejsza karnacja, jako że w jego żyłach płynie cygańska krew: w jasnym świetle doskonale widać jednak, jak niezdrowo wygląda skóra mężczyzny, to, że jego cera kolorytem wpada w odcienie szarości i zieleni. Potężne cienie pod oczami sugerują problemy ze snem. Raczej małomówny, ma melodyjny, nieco chrapliwy głos. Pod ubraniem, Alexander skrywa liczne ślady po wkłuciach w formie starych, zanikających blizn i przebarwień skórnych, zlokalizowane głównie na przedramionach – charyzmaty doświadczonego narkomana – którym w innych okolicach towarzyszą także bardziej masywne, zabliźnione szramy – te będące z kolei pamiątkami po licznych pojedynkach i innych nielegalnych ekscesach. Lekko drżące dłonie, zwykle przyobleczone są w pierścienie pokryte tajemniczymi runami. Zawsze elegancko ubrany, nosi tylko czerń i biel. Najczęściej sprawia wrażenie lekko znudzonego, a jego sposób bycia cechuje arogancka nonszalancja jasnowidza.

Alexander Mulciber
#8
25.11.2025, 23:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.11.2025, 23:22 przez Alexander Mulciber.)  
– Ja wcale nie wątpię. Pomyślałem po prostu, że ty chciałabyś... Nie wątpić. Nie przeszkadzałoby mi to, jeżeli miałoby w jakiś sposób... – Oblizał przyschnięte wargi, nie kończąc zdania. Nie, nie tak, nie brzmiało właściwie... – Wypiłbym, jeżeli... – Alexander odetchnął głęboko, próbując odzyskać panowanie nad sobą. – Po prostu myślałem, że chciałabyś mieć pewność – powiedział w końcu. Bo przecież amortencja dałaby Lorien pewność, której tak bardzo potrzebowała. A jeżeli chodziło o Alexandra... Czy amortencja zmieniłaby wiele? Nie był przecież swoim ojcem. "Uczucia są prawdziwe", czy nie tak powiedział? Gdy dowiedział się, że ojciec od lat miesza amortencję z winem, aby zatrzymać matkę przy sobie, był zdruzgotany. "Dlaczego", pytał wciąż, nie dbając o to, że podnosi głos. Pierwszy raz w życiu krzyczał w obecności ojca, domagając się od niego odpowiedzi, której nigdy jednak nie uzyskał. "Dlaczego", pytała teraz Lorien. Być może bardziej niż do ojca podobny był jednak do swej matki. Bo on nie pytałby "dlaczego". On po prostu by wypił.
– Chciałem ci pomóc – powtórzył jak echo słowa, które wcześniej wyszeptała wtulona w niego Lorien. Wciąż przytulała się do niego, ale nieważne jak blisko by nie była, czuł, że zaczyna się oddalać coraz bardziej. Przestały go wreszcie prześladować sny o martwych ptakach, znajdowanych w gniazdach uwitych pośród wrzosowisk, w gęstwie traw i kamieni. Teraz uciekały zanim zdołał je pochwycić. Zostawiały za sobą piosenki, których nie zdążył zapisać, nieważne, jak pilnie uczył się, jak to robić.
– Wypiłbym, bo wiem, dlaczego to wszystko zrobiłaś. Dlaczego przyniosłaś ten eliksir. Nie winię cię za to. Wiem, że to przez to, co powiedziałem w Rumunii. Że kiedy... Kiedy... Kiedy brałem... Czułem się... – Pokręcił głową, gwałtownie, czując, jak coraz bardziej uciekają mu słowa. Jak zawsze, gdy poruszali się wokół tematu, którego wstydził się tak straszliwie, że nie był w stanie mówić o nim wprost.
Urywane zdania. Ucięte myśli. Blizny poukrywane pod zaklęciami. Czasem wciąż wyobrażał sobie, że budzi się po to tylko, żeby wziąć kolejną działkę. Poczuć to znowu. Ostatni raz, na pożegnanie. Przypominał sobie o tym mijając znajome uliczki na Horyzontalnej. Wsiadając do windy, w której jechał ktoś w kitlu uzdrowiciela. Wpadało mu to do głowy, gdy przeglądał korespondencję, wypadało, gdy odbierał kolejny list. Myślał o tym leżąc w wannie, marząc o rozlewającym się w ciele błogim zamroczeniu opiatów. W snach szukał żyły, w którą mógłby wpuścić zrobioną naprędce szprychę. Budził się z tych snów zlany potem, z drżącymi rękoma, które nie utrzymałyby strzykawki. Nie brał. Nie brał od czasu śmierci ojca. Przysiągł na jego pamięć, że przestanie. Ale pokusa zawsze gdzieś tam była. Gdzieś z tyłu głowy. Alexander akceptował jej obecność. Ignorował ją. A jednak przyznanie się na głos, że pokusa zostanie z nim aż do końca, przerastała jego możliwości.
– Nie każ mi tego powtarzać, proszę – wyszeptał. – Nie chcę. Nie chcę do tego wracać. – Siedział wciąż na podłodze, chowając twarz w sierści psa, który uspokoił się nieco w ramionach mężczyzny. –  Wiem, co myślisz, Lorien. W porządku. Wiem. Myślisz – wyszeptał — że to nie jest dla mnie prawdziwe, jeżeli nie jestem czymś napierdolony.
Nie mógł na nią patrzeć.
– Czyż nie kochałem ich wszystkich najlepiej, gdy byłem napierdolony?
Nie chciał podnieść głowy, mamrotał więc pod nosem. Monotonny monolog, który wyrzucał z siebie, jak gdyby nie mógł przestać: gdy zaczął mówić, zdawał się bowiem mówić bez końca.
– Jedną tłoczysz w żyłę, żeby jakoś przetrwać. Z drugiej pociągasz od czasu do czasu, jak z gwinta butelki, żeby poczuć smak na języku. Przypomnieć sobie, że nie zawsze był suchy i skołowaciały. Trzecią pogrywasz jak kartami, nieważne, że przegrywasz. Przecież masz tyle różnych talii pochowanych po kieszeniach, z którąś na pewno się poszczęści. – Nie przestawał delikatnie tarmosić psa za uszy. – Myślałaś, że nie potrafię inaczej? Że nie umiem kochać bez tego? Bez dragów, bez alkoholu, bez kart? W porządku, Lorien. W porządku, naprawdę. Rozumiem. Kto by tak nie pomyślał. Wszyscy tak myślą. Może coś w tym jest. Może macie rację. Starego psa nie nauczysz nowych sztuczek. Wiedziałaś, że mugole w policji szkolą swoje psy, żeby szukały narkotyków? Może tak mnie wyszkolono. Może to właśnie zapach, za którym podąża mój nos. – Łajka. Dobry pies. Szukaj. Wciąż pachnę Lorien, co? – Chyba nie zdawał sobie nawet sprawy, z tego co mówi, bo mówił nieprzerwanie, a jednak głos jego był spokojny, dziwnie odległy. – Zastanawiałem się, czym pachniałaby moja amortencja. – Łajka, szukaj Lorien. Szukaj pani. – Czy smakowałaby jak mieszanka wszystkich moich ulubionych trucizn? A może nie czułbym w ogóle smaku, tylko upojenie? Nie winię cię, że zastanawiałaś się, czy umiem kochać tylko pod wpływem.

A potem Alexander wypuścił psa, pozwalając mu podbiec do Lorien, a sam wreszcie podniósł głowę. Oczy miał lekko zeszklone, a jednak wydawał się obecnym. Był obecny. Wciąż z niedosuszonymi włosami, z twarzą pomazaną resztkami śliny psa i krwawymi smugami palców Lorien, odciśniętymi na policzku.

– A jednak kochałem cię bez tego, prawda? – Głos zadrżał mu znowu. – Więc dlaczego myślisz, że potrzebuję eliksiru wielosokowego? Do czego miałbym go potrzebować, Lorien? – Żeby rozmyślać o tym, jak bardzo był rozjebany, gdy był ze swoją żoną? Jak wiele razy sięgał z nią dna? Jak obsikał się, myśląc, że idzie do łazienki, a tymczasem nawet nie wszedł do domu, nie dał rady się teleportować, a schody na klatce przerosły jego możliwości. A może siedząc na rodzinnej kolacyjce miał myśleć o tym jak nie mógł nawet postawić chuja, żeby przelecieć Lorettę, której zaczynało brakować cierpliwości? Jak miał urojenie, że Loretta jest Ambrosią, a Ambrosia jest jedną z martwych kurew z Kościanego, bo był tak naćpany, że nie rozpoznawał twarzy, więc musiał wyjść z jej sypialni, z mieszkania, bo czuł, że zaraz się porzyga?

Nie, nie oczekiwał od Lorien odpowiedzi na zadane przez siebie pytania. W milczeniu przyglądał się, jak przewraca kolejne strony konspektu z portfolio, który przygotował portrecista. Potrzebował czasu, żeby się uspokoić, podobnie jak i Lorien. Zgarnął więc podłogi książkę, i małe zwierciadełko, które wcześniej odłożył na bok, zanim zbliżył się do biurka, przy którym przysiadła jego siostra, z Łajką łaszącą się do jej nóg. Ukucnął przy krześle, aby móc być blisko niej, ręką wspierając się o podłokietnik.

– To moje ulubione z twoich zdjęć – powiedział cicho. – Powiedziałem mu, że cenię sobie jego prostotę. Piękno tkwi w detalu. Chciałem zobaczyć, czy jest wystarczająco wrażliwym na piękno, żeby je dostrzec. Wystarczająco uważnym, żeby je namalować. Wystarczającym, żeby cię uchwycić. Ten twój półuśmiech. – Alexander nachylił się lekko, aby przesunąć palcem nad portretem. – Może nie sięga warg, ale widać, że uśmiechasz się oczami. Sposób, w jaki poruszasz brwiami. – Niespodziewanie dotknął środka jej czoła jedną ręką, unosząc się nieco na nogach, gdy postawił na biurku przed Lorien malutkie, czarne lusterko: drugą ręką manewrował lustrem tak, aby zrozumiała, co ma na myśli. Przycisnął nieco jedną brew, jak gdyby przewidywał, że zaraz ją zmarszczy. Wydawał się ignorować zapłakaną twarz. – Nie są tak ściągnięte, gdy nie walczysz z czymś w środku. Wtedy twoje spojrzenie wydaje się łagodniejszym. – W lusterku mignęło jedno ciemnokobaltowe oko Lorien. Łzy wiszące na rzęsach, ciężka powieka. Ta sama, którą zraniła różdżką w łazience Agnes Delacour, kiedy znalazł ją przed lustrem. – Niemal spokojnym.

Odłożył lusterko wierzchem do dołu, a potem delikatnie ujął Lorien za rękę.

– Będę zaszczycony, gdybyś zdecydowała się mieć mnie obok siebie na swoim portrecie. Nawet jeśli ze mną obok będzie o wiele brzydszy.


Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alexander Mulciber (5489), Lorien Mulciber (3566)




Wiadomości w tym wątku
[22.09. | przed kolacją Mulciberów] Good girl. Wait. Stay. - przez Lorien Mulciber - 30.10.2025, 13:16
RE: [22.09. | przed kolacją Mulciberów] Good girl. Wait. Stay. - przez Alexander Mulciber - 05.11.2025, 14:36
RE: [22.09. | przed kolacją Mulciberów] Good girl. Wait. Stay. - przez Lorien Mulciber - 12.11.2025, 11:36
RE: [22.09. | przed kolacją Mulciberów] Good girl. Wait. Stay. - przez Alexander Mulciber - 12.11.2025, 18:12
RE: [22.09. | przed kolacją Mulciberów] Good girl. Wait. Stay. - przez Lorien Mulciber - 13.11.2025, 10:54
RE: [22.09. | przed kolacją Mulciberów] Good girl. Wait. Stay. - przez Alexander Mulciber - 14.11.2025, 22:39
RE: [22.09. | przed kolacją Mulciberów] Good girl. Wait. Stay. - przez Lorien Mulciber - 25.11.2025, 12:08
RE: [22.09. | przed kolacją Mulciberów] Good girl. Wait. Stay. - przez Alexander Mulciber - 25.11.2025, 23:17
RE: [22.09. | przed kolacją Mulciberów] Good girl. Wait. Stay. - przez Lorien Mulciber - 27.11.2025, 13:03
RE: [22.09. | przed kolacją Mulciberów] Good girl. Wait. Stay. - przez Alexander Mulciber - 21.12.2025, 22:47

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa