Bycie rodzicem, nie było proste. Posiadając własne dzieci, bardzo szybko można było się o tym przekonać. Gdzieś popełni się błąd, czegoś się nie dopilnuje. Ale i tak nie wiadomo do końca, na kogo wyrosną synowie i córki. Gdy liczysz, że syn, spadkobierca nazwiska, ma być dumą i przykładem, tym przykładem okazuje się być córka.
- Przekażę.Zapewnił Philomenę, że przekaże jej życzenia. Lecz gdy zapytała o Norwegię. Uważniej na nią spojrzał. Skąd wzięło się nagle to pytanie? Tak dobrze go zna, że przewiduje taki możliwy scenariusz? Czy któraś z dziewczyn jej powiedziała?
- Mówiąc "na stałe", to by znaczyło, że nie planowałbym wracać do Anglii. Mam tutaj sprawy, które muszę mieć pod kontrolą. Przeprowadzka jest możliwa. Do Anglii będę wracał na jakieś kilka dni.
Nie dał w swojej odpowiedzi gwarancji, czy wspomniana przeprowadzka będzie miała charakter stały. Czy jak do tej pory przez lata – tymczasowy. Wszystko zależy od dalszego rozwoju wydarzeń. Po śmierci Roberta, sporo spraw spadło na jego głowę i barki. Znacznie większa odpowiedzialność i podejmowanie decyzji. Nie był w łatwej sytuacji. Chciał jednak kontynuować to, co robił jego brat.
Pytanie o szanownego kuzyna Donalda, Richard kierował do Alexandra. Nie było nawet nic złego, gdyby odpowiedzi udzieliła Philomena. Ale nie kobieta, która niszczyła ich ród od środka - Lorien.
Alexander oczywiście odpowiedzi udzielił, wstępnej. Było jednak coś, co miało pokazać jego walkę z emocjami, którą zarejestrował Richard. A o sytuacji Donalda, wiedział. Pocieszająca wieść, że żyje. Beznadziejnie, ale żyje. Poruszył drażliwy temat. Choć tym samym nie wykazywał obojętności na los innych członków rodziny, skoro już dostał zaproszenie na tę kolację. Niestety był ktoś, kto to wszystko psuł.
Słysząc odpowiedź Lorien, Richard przerwał równe krojenie mięsa na swoim talerzu, przenosząc na nią zirytowane spojrzenie jej zachowaniem. "Bezczelna. Zamiast siedzieć cicho to się wpierdala w rozmowę." – tak ją skomentował w myślach. Chętnie chcą jej to powiedzieć wzrokowo.
- Nie…Zaczął, ale jego zwrócenie uwagi Lorien, zostało przerwane gestami Alexandra, który chciał dopowiedzieć coś jeszcze. Richard powstrzymał się, pozwalając mówić kuzynowi, patrząc na Lorien jak na kogoś zaburzającego rodzinne spotkanie. Intruza, próbującego się wywyższać w miejscu, które do niej nie należy.
Kuzyn przeszedł ogólnie do tematu spalonego Londynu. Nawiązując do strat, jakie ich rodzina poniosła. Pocieszające było usłyszeć, że kamienica babki przetrwała. Przykro zaś, że Alexandra mieszkanie ucierpiało. Satysfakcja rosła wewnętrznie, słysząc o spalonym domu Lorien. Gdyby nie okoliczności i "rodzina", pozwoliłby sobie na uśmiech typu "dostałaś za swoje". Nie okazał po sobie niczego. Z powagą obserwując i słuchając. Bardziej uderzyła w niego wspomniana kwestia jego rodzinnej kamienicy i klątwie. Tutaj swój wzrok z Lorien, przeniósł na Alexandra i zaraz powędrował na Scarlett. Dlaczego mu powiedziała? "Dlaczego mu powiedziałaś?" – przesłał jej pytanie przez zdolność Fal, jeżeli zechciała je odebrać i odpowiedzi udzielić. Tak, Richard nie był z tego zadowolony. Nie ukrywał tego po sobie. Może nie chciał, aby ktokolwiek jeszcze o tej klątwie wiedział?
Interesy… Znów spojrzał na kuzyna, ale zaraz na swój talerz. Odłożył równo sztućce. Nie dokończy jedzenia. Pozwolił mówić Charlotte, która chętnie postanowiła udzielić odpowiedzi na pytania Alexandra. Przedstawiając swój status strat jakie poniosła w dniu ataków, o którym on sam wiedział od paru dni. Wsłuchał się jednak w rozmowę Lorien z Seliną, marszcząc brwi gdy usłyszał coś o Scarlett.
- Słucham?Zwrócił się ostrym tonem do Lorien.
- Scarlett nigdzie z Tobą nie pójdzie.
Rzekł stanowczo, wtrącając się w jej rozmowę. Nie pozwoli na to, aby ta żmija zniszczyła mu kolejne dziecko. Cokolwiek tutaj robiła Scarlett, to ma się skończyć.
Chrząknięcia Lorien skrytykował spojrzeniem. Słuchać mu się nie chciało tego co pieprzyła. Sięgnął po kielich z winem i upił solidnego łyka. Odstawiając naczynie prawie puste na swoje miejsce. Równo, blisko talerza.
- Jeżeli chcesz znać moje odpowiedzi. Udzielę je. Ale nie w obecności tej manipulantki.Słowa skierował do Alexandra, po czym wbił chłodne spojrzenie w Lorien.
- Kobiety, która niszczy naszą rodzinę od środka. Pozbyła się mojego brata, sugerowała wydziedziczenie mojego syna. Nie powinna mieć prawa głosu. Nie powinna tutaj siedzieć. Nie należy do naszej rodziny.