Mówiła, chociaż nie wiedziała, czy to ma sens, czy to jest potrzebne, czy faktycznie powinna się tak otwierać. Chciał jednak szczerości, więc postanowiła mu ją dać. Nie był to pierwszy raz, gdy w jego obecności zaczynała pękać, mimo, że obawiała się tego, bo to nie było dla niej typowe, nauczyła się bowiem radzić sobie ze wszystkim sama. Dusić to w sobie i udawać, że ją nie rusza, chociaż przecież ruszało, pod tym całym murem, który wokół siebie budowała przez lata wiele się działo. Nauczyła się jednak cierpieć w samotności, nikomu nie pokazywać tego, jak w środku się rozpadała, do czego ją to doprowadzało. Zakładanie tej chłodnej, zdystansowanej maski było rozwiązaniem, które działało, wiec się tego trzymała.
Łatwo więc jej było przyjąć do wiadomości to, że i dla niego na dłuższą metę ktoś taki jak ona mógł być nie odpowiedni. Szukała problemu w sobie - jak zawsze, bo życzliwi ludzie, których spotykała przez lata zbudowali w niej to wrażenie, że to z nią coś jest nie tak. Nie miała najmniejszego problemu z tym, aby znowu mieć pretensje do samej siebie, że przez to jaka była coś nie wyszło. Niektórym być może po prostu nie było pisane szczęście, mieli żyć wspomnieniami, dobrze, że choć tyle było jej dane posiadać, nie każdy miał chociaż to. Mogła wracać do tych chwil, gdy było kolorowo, kiedy wydawało jej się, że żyje, umierając przy okazji w teraźniejszości.
Nie przestawała mówić, wyjątkowo dzieliła się swoim pokrętnym myśleniem, swoimi obawami, a właściwie to już nie były w jej mniemaniu tylko obawy, po prostu jej nowa rzeczywistość, akceptowała to, że tak miało być, dlatego sięgała po ten lodowaty ton, mimo, że wewnątrz pojawiały się naprawdę różne emocje. Z każdym, kolejnym wypowiedzianym słowem, zaczynała tracić równowagę, głos zaczynał jej drżeć, powoli chłód znikał, chociaż jeszcze próbowała jakoś z tym walczyć, to wiedziała, że granica jest blisko.
Nie chciała, żeby jej współczuł, nie chciała litości, nie zamierzała trzymać go przy sobie na siłę, bo wiedziała, że to nie miało większego sensu, nie da się zmusić kogoś do tego, aby czuł to samo. Powietrze w tym mieszkaniu robiło się coraz gęstsze, było coraz duszniej, pomimo tego, że starała się oddziaływać chłodem.
Kiedy wspomniał o tym, że nie ufał sobie, nie jej wbiła w niego swoje spojrzenie, nie odzywała się, obserwowała jego twarz. To nie w niej był problem? Nie do końca w to wierzyła, mimo, że chciała uwierzyć, brzmiał jednak całkiem szczerze.
Słuchała tego, co mówił, analizowała każde słowo. Romulus, nie sądziła, że był zdolny do czegoś takiego. Jasne, nie lubili się, ale czy naprawdę, aż tak bardzo mu przeszkadzała, aż tak bardzo nie podobało mu się to, że ktoś z jego otoczenia mógł być z nią bliżej? Nie była przecież najgorszym człowiekiem, Potter coś sobie ujebał i postanowił zrealizować swój plan.
Pamiętała jak wyciągnął wahadełko, jak machał nim przed twarzą Benjy'ego, nie spodziewała się jednak tego, że mogło to nieść ze sobą, aż takie konsekwencje, bo przecież nie robiło się takich rzeczy ludziom, z którymi było się blisko.
Trochę jej się wyjaśniło, nieco zrozumiała, nie przerywała mu w trakcie, jednak musiała się odezwać. Widziała, jak go bolało to, że mówił coś na co nie miał wypływu, że ktoś wpychał mu w usta słowa, które nie należały do niego. Nie było chyba większego skurwysyństwa od mieszania w głowie, to przynosiło wątpliwości, powodowało chaos, na który nikt nie był przygotowany. Brak kontroli, szczególnie w taki sposób mógł być przytłaczający.
- Wiesz, że nie uwierzyłabym, że to Ty, prawda? - Znała go przecież, na pewno zwróciłaby uwagę na to, że nie jest sobą, bo nie był taki. Benjy nie należał do tych skurwieli, którzy uważali, że są lepsi od innych. Zresztą już jako dzieciak miał przez to problemy, był na tyle konsekwentny, że postanowił odejść z tego świata elity, która uważała się za lepszych. Nie patrzył na te ideały, które doprowadziły do wojny. Miał zupełnie inne wartości, i ona nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości.
- Nie musiałeś sobie z tym radzić sam, to na pewno było wyczerpujące. - Próba trzymania się w ryzach i świadomość, że to może wyleźć na zewnątrz w każdej chwili, bo nie miał na to najmniejszego wpływu. Romulus okazał się być cholernie zawzięty w tym co robił, nie spodziewała się, że będzie w stanie sięgnąć po takie środki, bo to nie było akceptowalne.
- Wybrałeś mnie. - Powtórzyła za nim te słowa, to było dla niej coś zupełnie nowego, nikt inny nie wybrał jej, zawsze znajdowała się gdzieś niżej w hierarchii, nigdy nie była niczyim priorytetem, i poniósł przez to konsekwencje i to cholernie okrutne. Ktoś wsadził mu do głowy te ideały, słowa, których nigdy by nie powiedział, to ją przerażało, że ludzie byli gotowi robić takie rzeczy dla osiągnięcia swoich celów.
- Tylko, że ja chcę być przy Tobie kiedy będzie źle, to nie tak, że zamierzam pojawiać się tylko kiedy wszystko będzie w porządku, na tym to polega, i rozumiem, że ludzie doprowadzili Cię do tego, że zaciskasz zęby i radzisz sobie sam, ale czy naprawdę sądzisz, że w pojedynkę jest łatwiej? Nie możesz walczyć z całym światem bez wsparcia, nie na tym to polega. I tak, wiem, że przyzwyczaiłeś się do tego, ale nie dlatego tu jestem, chcę być przy Tobie wtedy kiedy będzie źle i kiedy będzie dobrze, i wiem, że trudno jest się z tym pogodzić, ale nie wszyscy uważają, że proszenie o pomoc jest oznaką słabości, raczej zaufania, to, że ktoś chce się o Ciebie troszczyć to nic złego. Mam nadzieję, że wiesz o tym, że nigdy nie wykorzystałabym niczego przeciwko Tobie, nigdy też nie uznałabym Cię za słabego, bo jesteś najsilniejszą osobą jaką znam. - To z czym sam musiał się mierzyć przez lata... to było naprawdę przerażające. Starała się zrozumieć to podejście, wiedziała, że szybko nie zmieni przyzwyczajeń, jednak na dłuższą metę nie wyobrażała sobie, aby do tego nie doszło. - Musisz nauczyć się ufać, to nic złego czasem przyjść do kogoś i poprosić o wsparcie, nawet nie prosić, po prostu podzielić się tym, co się dzieje. Mógłbyś się do tego przyzwyczaić, tylko daj sobie szansę, daj nam szansę. - Wiedziała, że prosi go o dużo, ale nie potrafiła inaczej.
Czuła zmęczenie, ta rozmowa była wyczerpująca, poruszała coś wewnątrz, nie spodziewała się, że tak wiele będą mieli sobie do powiedzenia. Obrazek przestawał być taki jasny, te wszystkie zmienne, które się na nim pojawiały otwierały jej oczy, pokazywały jak bardzo są zniszczeni przez ten świat, spotkało ich w przeszłości wiele złego, przez co byli tacy - może trochę popsuci, i ona i on, czy byli w stanie coś z tym zrobić, nie wiedziała, być może mogli być popsuci razem, to też było jakąś opcją.
Powiedziała wiele, zbyt wiele, miała świadomość, że to wszystko mogło być trudne do udźwignięcia, jednak nie zamierzała udawać, że było inaczej. Był jej domem, przez te kilka tygodni, kiedy razem spędzili czuła się, jakby wreszcie znalazła swoje miejsce na ziemi, tylko dlatego, że to on znajdował się obok, że mogła zasypiać i budzić się w jego objęciach, nie potrzebowała niczego więcej - tylko i wyłącznie jego obecności, wiedziała, że to jest sporo, i czy w ogóle powinna o to prosić? To było dużo.
- To łóżko na Ciebie czeka, i reszta, musisz tylko pozwolić sobie odpuścić i uwierzyć w to, że to jest miejsce dla Ciebie. - Łatwo było jej mówić, ale jeśli faktycznie chociaż przez moment stwierdził, że to byłoby to miejsce, to powinien wiedzieć, że na niego czekała. Wątpiła jednak w to, że przy tym sposobie myślenia uda jej się go do tego przekonać. Miał swoje racje, które były w nim bardzo głęboko zaimplementowane. Widziała, że próbował, ale nie do końca chciał sobie dać szansę, nie miała pojęcia, jak mogłaby na niego wpłynąć, robiła co mogła, ale była na straconej pozycji.
- Nie obchodzi mnie to, nie obchodzi mnie to, co robiłeś, mam to gdzieś, jak mogłabym się tym przejmować, gdy kiedy znajdujesz się obok, ja w końcu czuje, że żyje? Jak? - Zdawała sobie sprawę, że robił w przeszłości rzeczy, które mogły wzbudzać kontrowersje, nie do końca akceptowalne, ale co z tego? W tym momencie podchodziła do tego naprawdę egoistycznie.
Kiedy powiedział kolejne słowa, zaprzeczył temu, w co wierzyła, na czym się skupiała zabrzmiał bardzo ostro, jakby uderzyły w nią jej słowa na swój temat. Tylko, że dla niej to było nic wielkiego - pogodziła się z tym, że nie jest idealna, że powinna się zmieniać, dostosowywać, spełniać oczekiwania innych, przy nim czuła, że może być sobą, on dawał jej to poczucie, że wszystko z nią w porządku, że to jaka jest to nic złego, po raz kolejny to potwierdzał. - To nie jest takie łatwe, kiedy ciągle z każdej strony dostajesz sygnały, znaki, trudno jest je ignorować. - Przy nim nie musiała tego robić, przy nim faktycznie mogła być sobą, dlatego leciała do niego niczym ćma do światła, dlatego tak łatwo było jej się przed nim otworzyć. Zresztą od zawsze tak to wyglądało. - Musiałam się jakoś dostosować, jakoś odnaleźć, tak było wygodniej. - Niż wiecznie wysłuchiwać tego, że nigdzie nie pasuje. - Ty zawsze byłeś inny, nie gasiłeś mnie, raczej wkładałeś mi w ręce kolejne zapałki i razem patrzyliśmy, jak świat płonie.
Widziała po nim, że jej słowa w niego uderzały, ale chciał szczerości, to mu ją dawała. Odsłoniła się przed nim całkowicie, chociaż nie było to proste, bo wiedziała, że niektóre z jej słów mogą zostać odebrane jako desperacja, ale chciała, żeby to wszystko usłyszał, chciała, żeby miał świadomość, jak wiele dla niej znaczył, że był wyjątkowy pod każdym względem, chociaż ciężko mu się było z tym pogodzić.
- Uważasz, że to tylko Twój wybór? - Uniosła głowę, wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, układała myśli, których w tej chwili miała naprawdę wiele, bo wylało się z nich wszystko.
- Być może nie możesz, ale moim się stałeś. Nie chcę Cię zmieniać, jeśli Twój dom płonie średnio sześć razy na kwartał, to razem będziemy gasić pożary, razem będziemy sobie z tym radzić, bo chcę być tam gdzie Ty, czego nie rozumiesz? - Jeśli myślał, że to ją odstraszy to był w błędzie. Nie zamierzała łatwo się poddawać, nie tym razem, nie kiedy wiedziała, że nie chodziło o nią, jednak nie. - Czy nie można skupić się na teraźniejszości? - Przyszłość... skąd właściwie wiedzieli, że jakaś będzie, nie mogli przewidzieć, kiedy nadejdzie śmierć, szczególnie, że żyli w wątpliwych czasach. - Tu i teraz, to jest najważniejsze. - Próbował przekonać ją do tego, jak okropnym jest wyborem, ale czego by nie powiedział, to nie miało zmienić jej zdania. To jego chciała, nikogo więcej, czy mu się to podobało, czy nie.
- Każdy robi to co musi, żeby przetrwać, taki znalazłeś sposób na życie, nie boję się trupów. - Artefaktów, czy klątw, była gotowa na to, że jego życie wyglądało właśnie tak, przecież wiedziała o tym od początku, gdyby nie była na to gotowa, to by się przed nim nie otwierała, nie przyjęłaby go z otwartymi ramionami do swojego życia.
- Gdybym ja miała wybierać... - a jak wiadomo nie był to jej wybór, nie zamierzała jednak kryć swojego zdania, nie kiedy mówił o tym w ten sposób. - To wolałabym mieć Cię chociaż na chwilę, niż być sama do usranej śmierci. - Nie dostrzegał tego, co widziała, nie czuła się przy nikim w ten sposób, nie chciała szukać innych możliwości, nie kiedy jedyna właściwa stała tuż przed nią, bo wiedziała, że był wszystkim czego potrzebowała.
- Nie możesz pogodzić się z tym, że jesteś moim ideałem? - Uniosła nieco ton głosu, nie podobało jej się to, w jaki sposób się widział, nie kiedy dla niej był przecież tego zupełnym przeciwieństwem, nie zamierzała pozwolić na to, żeby szukał ciągle w sobie kolejnych wad.
- Nie musisz mi dawać nic w zamian, wystarczy, że też będziesz mnie kochał, to i tak więcej niż ktokolwiek był mi w stanie dać. - Wypluła to z siebie jednym tchem, wcale nie tak łatwo było się jej tym podzielić, zresztą ta cała rozmowa naprawdę dużo ją kosztowała, to było wiele, ale musiała się przed nim otworzyć, chciała, żeby wiedział, żeby poznał jak najwięcej jej myśli, jakby to mogło coś zmienić.
- A na co Twoim zdaniem zasługuje? Na co? - Wydawało jej się, że miał jakieś oczekiwania, co do tego, które nie miały najmniejszego sensu. Ona nie potrzebowała wiele, wystarczyło, aby pojawił się w jej życiu ktoś, kto przyjmie ją taką, jaka była, i on przecież to robił. Akceptował ją w całej okazałości, nic innego nie potrzebowała.
Wtedy do niej podszedł. Objął, schował przed całym światem. Emocje, które ją wypełniały wydawały się odpuszczać, jak zawsze zresztą. Jego dotyk przynosił spokój i ukojenie, dygotała przez chwilę, aż zaczęła oddychać spokojnie. Znajomy zapach, jego oddech na jej włosach, to za każdym razem działało w ten sam sposób. Pozwalało jej zdejmować ten mur, którym się otaczała, nie musiała dłużej się bronić, nie przed nim.
Ta chwila wystarczyła, aby zapomniała o całym gównie, które się wylało, znowu poczuła się jak w domu, dlaczego tak bardzo nie chciał uwierzyć w to, że był jej ostoją?
Wszystkie jego słowa świadczyły o tym, że kwestionował swoją obecność w jej życiu, wystarczył jednak ten jeden gest, to przyciągnięcie jej do siebie, żeby wiedziała, że to nie jest takie proste. Czuła, że chce tego samego, chociaż bał się po to sięgnąć. Widział w sobie problem, ogromny problem, może nawet komplikacje, która mogła bardzo namieszać. Tylko, że ona była na to gotowa, była gotowa wpuścić go do swojego życia z całym tym pakietem, już to zresztą zrobiła, i niczego nie żałowała.
- Daj temu szansę. - Musiała się odezwać, nie zamierzała pogodzić się z tym, że najwyraźniej próbował się z nią żegnać, nie była na to gotowa, nie chciała tego.
Wszystko jednak wydawało się świadczyć o tym, że podjął już decyzję, że zamierzał odpuścić. - Pozwól nam zaistnieć, nie podejmuj decyzji przez widma przeszłości. - Gdyby chociaż mieli szansę spróbować, wierzyła w to, że znaleźliby jakiś sposób, aby to zadziałało. - Odpuść, przestań myśleć i po prostu spróbuj. - Prosiła go o wiele, nie sądziła, że się zgodzi, nie po tym wszystkim, co jej powiedział, mimo wszystko naprawdę wierzyła w to, że jest dla nich jakaś szansa, że nie pojawili się teraz w swoich życiach bez przyczyny i miała zamiar o to zawalczyć.
Nie miała nawet pojęcia, jak w tej chwili ze sobą walczył, póki jednak mogła, wtulała się w niego tak mocno, jak tylko się dało, póki był obok, był blisko, póki jeszcze miała ku temu okazję, bo czuła, że podjął już decyzję. Nie chciała, żeby strach przed tym, jak może, ale nie musi wyglądać przyszłość odebrał im szansę na odrobinę szczęścia, bo wystarczająco już się wycierpieli w swoich życiach.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control