26.11.2025, 16:21 ✶
Oczywiście przywitał się z Laurencem oraz Louvainem, gdy tylko przyszli. Temu drugiemu przyjrzał się uważniej, widząc ślady zmęczenia na jego twarzy. Nie mówił jednak nic, nie kiwnął porozumiewawczo głową - on wiedział, że Rodolphus wie, że z nich wszystkich musiał być najbardziej wykończony. To, że udało mu się zjawić na tej kolacji, było cudem. Nie wyobrażał sobie nawet, jak wiele planowania wymagała od niego Spalona Noc.
- Louis jest przynajmniej bezpieczny - powiedział w stronę kuzyna, w zasadzie ciesząc się, że ominęło go to piekło. To był istny chaos i nie wiadomo, jak Lestrange Junior by zareagował. Być może tak samo gwałtownie, jak jego kuzynka, Primrose? Wciąż w uszach dźwięczał mu ten wyjec, którego wysłała, by pożalić się, że spaliły się jej sukienki. Przesunął wzrok na Victorię. - Czy lepiej... Można tak to określić.
Nie mógł za dużo mówić o tym, co działo się w Departamencie Tajemnic, sięgnął więc po szklankę z wodą. Każdy z tu obecnych wiedział, że jeżeli chodzi o pracę Rodolphusa, to nie był to najlepszy temat do rozmów. Nawet gdyby chciał, nie mógłby im zbyt wiele powiedzieć. To, co działo się w poszczególnych Komnatach, owiane było tajemnicą.
- Jak miewają się twoje siostry, Victorio? Nie jest wam ciasno u ciebie w mieszkaniu? Czy znalazły już zastępcze lokum? - znów ściszył głos, nie chcąc rozjuszać niepotrzebnie jej matki. To, że nie dopilnowali wszystkich siedzib rodziny, było nieuniknione, aczkolwiek niefortunne. Jego ojciec chrząknął znacząco, jednak Rolph wytrzymał jego spojrzenie. Niewygodne tematy były niewygodne dopóty, dopóki się ich nie poruszało w towarzystwie.