26.11.2025, 18:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.11.2025, 18:20 przez Hannibal Selwyn.)
Hannibal prawie spadł z krzesła, gdy Jessie zerwał się, by go powstrzymać, a potem by uciszyć Benji’ego. Parsknął śmiechem, opierając się o stół i również sięgnął do zaaferowanego psiego łebka, wydając z siebie uspokajające “Ćśśś!”.
- Dobrze, już dobrze, nie musimy tego sprawdzać! - położył rękę na książce, ale nie podniósł jej, a gdy Jessie sięgnął, pozwolił mu ją zabrać. Wróżba nie była raczej pomyślna i biedny Kelly wyglądał, jakby w miarę czytania po trochu umierał w środku. Hannibal skrzywił się. Nie do końca tak to miało być. Machnął ręką lekceważąco.
- Słuchaj, nie przejmuj się w ogóle tą częścią o miłości, przecież miałeś ten Świat, to była dobra wróżba! Ja pytałem o osobę! - ponownie otworzył podręcznik i odszukał właściwą stronę - “Karta jest symbolem silnego psychicznie człowieka, po wielu przejściach, może to być osoba zajmująca się wróżeniem, cechująca się odwagą, niekiedy nieokiełznana, przekraczająca utarte granice, jasnowidz, bardzo często karta jest symbolem osoby w starszym wieku….” - przeczytał i przewrócił oczami - Ech, faktycznie głupoty, to można dopasować do kupy ludzi, nawet do Morpheusa Longbottoma, jakby się uprzeć! - wciągnął powietrze, udając przerażenie - To nie jest Morpheus, prawda? Wiesz co, ja myślę, że nie ma co pozwalać, żeby talia kart decydowała o twoim szczęściu! Ani mi się waż poddawać zanim zaprosisz tę dziewczynę, czy ktokolwiek to jest, na randkę! - spojrzał na niego poważnie. Na szczęście Jessie był zbyt rozsądny, by wierzyć głupim żartom i nieprofesjonalnym wróżbom.
Hannibal nie szukał już interpretacji drugiej karty. Odłożył podręcznik obok rozsypanej talii i wstał, tym razem ostrożnie, żeby nie sprowokować Benji’ego.
- Chyba już starczy tego tarota. Ciekawe, czy ta siostra twojego kolegi też zrezygnowała po tym, jak wywróżyła sobie jakieś paskudztwo! - uśmiechnął się ruszając w stronę czajnika - Zaparzę jeszcze herbaty.
Obiecał sobie nie poruszać kwestii potencjalnej ukochanej biednego Jessiego. Na razie…
- Dobrze, już dobrze, nie musimy tego sprawdzać! - położył rękę na książce, ale nie podniósł jej, a gdy Jessie sięgnął, pozwolił mu ją zabrać. Wróżba nie była raczej pomyślna i biedny Kelly wyglądał, jakby w miarę czytania po trochu umierał w środku. Hannibal skrzywił się. Nie do końca tak to miało być. Machnął ręką lekceważąco.
- Słuchaj, nie przejmuj się w ogóle tą częścią o miłości, przecież miałeś ten Świat, to była dobra wróżba! Ja pytałem o osobę! - ponownie otworzył podręcznik i odszukał właściwą stronę - “Karta jest symbolem silnego psychicznie człowieka, po wielu przejściach, może to być osoba zajmująca się wróżeniem, cechująca się odwagą, niekiedy nieokiełznana, przekraczająca utarte granice, jasnowidz, bardzo często karta jest symbolem osoby w starszym wieku….” - przeczytał i przewrócił oczami - Ech, faktycznie głupoty, to można dopasować do kupy ludzi, nawet do Morpheusa Longbottoma, jakby się uprzeć! - wciągnął powietrze, udając przerażenie - To nie jest Morpheus, prawda? Wiesz co, ja myślę, że nie ma co pozwalać, żeby talia kart decydowała o twoim szczęściu! Ani mi się waż poddawać zanim zaprosisz tę dziewczynę, czy ktokolwiek to jest, na randkę! - spojrzał na niego poważnie. Na szczęście Jessie był zbyt rozsądny, by wierzyć głupim żartom i nieprofesjonalnym wróżbom.
Hannibal nie szukał już interpretacji drugiej karty. Odłożył podręcznik obok rozsypanej talii i wstał, tym razem ostrożnie, żeby nie sprowokować Benji’ego.
- Chyba już starczy tego tarota. Ciekawe, czy ta siostra twojego kolegi też zrezygnowała po tym, jak wywróżyła sobie jakieś paskudztwo! - uśmiechnął się ruszając w stronę czajnika - Zaparzę jeszcze herbaty.
Obiecał sobie nie poruszać kwestii potencjalnej ukochanej biednego Jessiego. Na razie…
Koniec sesji