27.11.2025, 04:15 ✶
O, no i Victoria zaczynała mówić jego językiem - od zawsze wolał przecież dokładnie taką kolej rzeczy; najpierw bić, a potem zadawać pytania. Tak było łatwiej i szybciej. No i człowiek mógł się też przy tym wyszaleć. Nie było to co prawda przesadnie profesjonalne, zdaniem niektórych, ale czasy były jakie były. Ciężkie. Ale przynajmniej dobrze było wiedzieć, że jedna z gorszych istot magicznych, jakie pełzały po tym świecie, okazywała się brać z sam Merlin wiedział skąd.
Dobrze, że spojrzenia nie mogły zabijać, przynajmniej te Victorii. A może pomagał mu w tym wszystkim fakt, że przez lata grania ludziom na nerwach, zwyczajnie uodpornił się na podobne mordercze zapędy. W odpowiedzi uśmiechnął się do niej tylko szerzej, nie cofając też ręki i zwyczajnie chcąc jej pomóc wstać, o ile tylko pozwalała jej na to dumna, czy co tam ją teraz bodło najbardziej.
Gąsior natomiast, wciąż biegał w panice po całym podwórku. Rozganiał kury, nękał rabatki i wpadł nawet w pewnym momencie w jakieś gliniane dzbanki, robiąc jeszcze większy raban. Dobrze, że właściciel obejścia siedział ubezwłasnowolniony w domu, bo pewnie już dawno by wyszedł i dołączył się do ogólnie pojętego wrzasku.
- Bierz go tygrysie! - zawołał Bulstrode, kiedy Lestrange podniosła się i rzuciła w pościg za panikującym ptaszyskiem. A co ważniejsze - krzyknął to dopiero, kiedy auror znalazła się już parę kroków od niego, tak żeby nie mogła się zwyczajnie rozmyśleć. Ah i cóż to był za pokaz zacięcia i akrobatyki, kiedy gąsior, sypiąc pierzem na prawo i lewo w kolejnej rozpaczliwej próbie ucieczki, łomotał skrzydłami zanim czarnowłosa nie pochwyciła go wreszcie, ostatecznie pacyfikując.
Dziewczęta natomiast, jak na rozkaz zapiszczały radośnie. Któraś nawet klasnęła w dłonie, inna podskoczyła, chyba wyraźnie zadowolona z tego, że to nie one same musiały łapać swoją zgubę. Atreus natomiast zaczął klaskać, bo oczywiście że Victorii należał się aplauz. Szczególnie że musiała być nieźle wkurwiona. A przynajmniej on by był w takiej sytuacji.
- Brawo! Brawo. Dobra dziewczyny, zabierajcie tego swojego kurczaka, skoro już został złapany.
Dobrze, że spojrzenia nie mogły zabijać, przynajmniej te Victorii. A może pomagał mu w tym wszystkim fakt, że przez lata grania ludziom na nerwach, zwyczajnie uodpornił się na podobne mordercze zapędy. W odpowiedzi uśmiechnął się do niej tylko szerzej, nie cofając też ręki i zwyczajnie chcąc jej pomóc wstać, o ile tylko pozwalała jej na to dumna, czy co tam ją teraz bodło najbardziej.
Gąsior natomiast, wciąż biegał w panice po całym podwórku. Rozganiał kury, nękał rabatki i wpadł nawet w pewnym momencie w jakieś gliniane dzbanki, robiąc jeszcze większy raban. Dobrze, że właściciel obejścia siedział ubezwłasnowolniony w domu, bo pewnie już dawno by wyszedł i dołączył się do ogólnie pojętego wrzasku.
- Bierz go tygrysie! - zawołał Bulstrode, kiedy Lestrange podniosła się i rzuciła w pościg za panikującym ptaszyskiem. A co ważniejsze - krzyknął to dopiero, kiedy auror znalazła się już parę kroków od niego, tak żeby nie mogła się zwyczajnie rozmyśleć. Ah i cóż to był za pokaz zacięcia i akrobatyki, kiedy gąsior, sypiąc pierzem na prawo i lewo w kolejnej rozpaczliwej próbie ucieczki, łomotał skrzydłami zanim czarnowłosa nie pochwyciła go wreszcie, ostatecznie pacyfikując.
Dziewczęta natomiast, jak na rozkaz zapiszczały radośnie. Któraś nawet klasnęła w dłonie, inna podskoczyła, chyba wyraźnie zadowolona z tego, że to nie one same musiały łapać swoją zgubę. Atreus natomiast zaczął klaskać, bo oczywiście że Victorii należał się aplauz. Szczególnie że musiała być nieźle wkurwiona. A przynajmniej on by był w takiej sytuacji.
- Brawo! Brawo. Dobra dziewczyny, zabierajcie tego swojego kurczaka, skoro już został złapany.