27.11.2025, 10:52 ✶
Pokój, który namierzyli z mioteł Erik i Heather, ewidentnie był miejscem, które Cormac Frasser przerobił na prowizoryczny gabinet. Wciąż stały tu wiekowe, drewniane meble, lekko nadgryzione przez ząb czasu, ale wyglądające tak, jakby ich właściciele wyszli stąd, z zamiarem rychłego powrotu. Grzyb powoli musiał wchodzić w ściany, bo wprawdzie nie był widoczny (być może Cormac go wypalił?), ale nieprzyjemny zapach przenikał wnętrze, podobnie jak przejmujący chłód. Na ten ostatni niewiele pomogły ani okiennice, zamontowane tu przez Cormaca, ani fakt, że niedawno musiał palić w kominku: ten został wyczyszczony i wciąż leżał w nim popiół, wskazujący na to, że niedawno tutaj grzebano. Na ścianie wisiał portret, przedstawiający czarodzieja w kilcie, wyblakły i powoli zaczynający na dole pleśnieć: pojawiły się tam zielono – czarne plamki.
Po stole walały się notatki, przybory do pisania oraz – ułożone na papierze, pewnie z braku naczyń – sucharki oraz nadgryzione jabłko, zapewne prowiant, który Cormac zabrał ze sobą.
Po stole walały się notatki, przybory do pisania oraz – ułożone na papierze, pewnie z braku naczyń – sucharki oraz nadgryzione jabłko, zapewne prowiant, który Cormac zabrał ze sobą.
Spoiler