27.11.2025, 11:22 ✶
Aidan kiwnął głową. Zbiórka pieniędzy...
- To w sumie szlachetne - stwierdził, grzebiąc po kieszeniach. Wyciągnął mugolski portfel - z reguły go nie nosił przy sobie, ale czasem mu się zdarzało, szczególnie jeżeli w planach miał wałęsanie się po mugolskich dzielnicach. - Ministerstwo nie ma zasobów ludzkich, żeby zająć się wszystkim. Słyszałem, że ucierpieli wszyscy, niezależnie od statusu krwi czy statusu społecznego. Chyba tylko najbogatsze rody dałyby radę pokryć straty finansowe, ale oni też ucierpieli. Poza tym mówi się, że gdyby uprawiali rozdawnictwo, wcale by nie byli bogaci.
W oczach Aidana cały ten występ miał teraz trochę więcej sensu. Sam się tam nie wybierał, to nie był jego świat, to nie było jego towarzystwo: poza tym wątpił, czy znalazłby czas na cokolwiek poza sprzątaniem tego bałaganu, który zrobili śmierciożercy. To, że teraz był z Lyssą, było wyjątkiem od jego nowej codzienności, którą można było określić jako jeden wielki chaos. I duży zapierdol.
- Ocenię, możesz być tego pewna - odpowiedział z rozbawieniem, bo i on uważał, że szyld był... Cóż, krótko mówiąc: chujowy. Na pewno Lyssa malowała lepiej, ale tak po prawdzie to wiedział, że tego typu rzeczy były trudne. Szyld był brzydki, ale czy on sam namalowałby lepiej? A w życiu. - Klasyk, robi się.
Aidan podszedł do okienka i zamówił klasycznego hot doga bez cebuli i sosu czosnkowego (domyślał się, że Lyssie tak intensywne zapachy mogłyby przeszkadzać), a sobie: frytki w bułce. Z sosem mieszanym, oczywiście.
- W zasadzie to nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Hot dog, czyli gorący pies. Szyld też trochę nakierowuje - mówisz, że kiedyś ta parówka była z psa? - zapytał, podając jej hot doga. Wziął jej też dodatkową serwetkę! Sam odebrał frytki w bułce, takiej śmiesznej, kwadratowej, płaskiej. Wziął widelczyk i niuchnął sos. Niby był czystokrwistym arystokratą, ale gdyby matka go zobaczyła teraz, to... Cóż. Sama potrzymałaby Lyssie tego hot doga, żeby mogła mu jebnąć. - Chcesz usiąść, czy wolisz się przejść?
- To w sumie szlachetne - stwierdził, grzebiąc po kieszeniach. Wyciągnął mugolski portfel - z reguły go nie nosił przy sobie, ale czasem mu się zdarzało, szczególnie jeżeli w planach miał wałęsanie się po mugolskich dzielnicach. - Ministerstwo nie ma zasobów ludzkich, żeby zająć się wszystkim. Słyszałem, że ucierpieli wszyscy, niezależnie od statusu krwi czy statusu społecznego. Chyba tylko najbogatsze rody dałyby radę pokryć straty finansowe, ale oni też ucierpieli. Poza tym mówi się, że gdyby uprawiali rozdawnictwo, wcale by nie byli bogaci.
W oczach Aidana cały ten występ miał teraz trochę więcej sensu. Sam się tam nie wybierał, to nie był jego świat, to nie było jego towarzystwo: poza tym wątpił, czy znalazłby czas na cokolwiek poza sprzątaniem tego bałaganu, który zrobili śmierciożercy. To, że teraz był z Lyssą, było wyjątkiem od jego nowej codzienności, którą można było określić jako jeden wielki chaos. I duży zapierdol.
- Ocenię, możesz być tego pewna - odpowiedział z rozbawieniem, bo i on uważał, że szyld był... Cóż, krótko mówiąc: chujowy. Na pewno Lyssa malowała lepiej, ale tak po prawdzie to wiedział, że tego typu rzeczy były trudne. Szyld był brzydki, ale czy on sam namalowałby lepiej? A w życiu. - Klasyk, robi się.
Aidan podszedł do okienka i zamówił klasycznego hot doga bez cebuli i sosu czosnkowego (domyślał się, że Lyssie tak intensywne zapachy mogłyby przeszkadzać), a sobie: frytki w bułce. Z sosem mieszanym, oczywiście.
- W zasadzie to nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Hot dog, czyli gorący pies. Szyld też trochę nakierowuje - mówisz, że kiedyś ta parówka była z psa? - zapytał, podając jej hot doga. Wziął jej też dodatkową serwetkę! Sam odebrał frytki w bułce, takiej śmiesznej, kwadratowej, płaskiej. Wziął widelczyk i niuchnął sos. Niby był czystokrwistym arystokratą, ale gdyby matka go zobaczyła teraz, to... Cóż. Sama potrzymałaby Lyssie tego hot doga, żeby mogła mu jebnąć. - Chcesz usiąść, czy wolisz się przejść?