Przyszła tutaj z nim okropnie wkurwiona, zła na niego za to, że zachował się jak wszyscy dotąd. Nie spodziewała się spotkać go w Londynie, nie miała pojęcia, że wrócił. Przez ten czas dowiedziała się o jakichś listach, które do niej nie trafiły, o całej masie innego gówna, które się kryło za tym, że postanowił odejść. Wystarczyło tych kilka wyjaśnień, by jej złość na niego minęła, przynajmniej częściowo, bo pojawiły się kolejne zmienne przez które zaczynała tracić grunt pod nogami, mieli sobie sporo do wyjaśnienia, sporo do naprostowania, o ile w ogóle zdecydują się to zrobić, bo opcje mogły być różne. Pewna była tylko i wyłącznie tego, że nie wyobrażała sobie tego, żeby nagle miał zniknąć z jej obrazka, nie tym razem, tym razem mogła reagować, bo nie zostawiał jej bez słowa, a to było wiele jak na to, jak wyglądało to do tej pory.
Nie zamierzała milczeć, wręcz przeciwnie postanowiła wyciągać wszystkie argumenty, które przychodziły jej na myśl, a tych zawsze miała sporo, zresztą nie byle jakich, takich które potrafiły trafiać w sedno. Musiał się z tym pogodzić, chciał od niej prawdy, na jego prośbę więc dawała mu całą jaką miała do zaoferowania. Mogło to być zbyt wiele, ale trudno, jeśli nie dzisiaj to kiedy? To mógł być ostatni moment, ostatnia szansa, ostatnia deska ratunku.
Rozumiała co miał jej do powiedzenia, docierało do niej, że ostrzegał ją przed tą drugą wersją siebie, która była brutalna, której powinna się obawiać, tyle, że przecież wiedziała, od samego początku miała świadomość, jak wyglądała jego rzeczywistość, z czym musiał się mierzyć na co dzień, jak zarabiał na życie. Nie ruszało jej to, każdy wybierał swoją drogę, jeśli taka mu odpowiadała, to dlaczego miałaby mieć coś przeciwko temu. Jasne, być może miał wracać do domu z obitą twarzą, z kosą pod żebrami, ale czekałaby na niego gotowa mu pomóc, do tego przecież przygotowywała się przez większość życia, nie musiałby sobie radzić sam, bo mogłaby mu się na coś przydać, wystarczy, że pozwoliłby sobie, żeby zaryzykować, wiedziała, że nie chciał jej krzywdzić, nie chciał, żeby patrzyła na niego takiego, ale nie mógł jej przed tym ochronić, była gotowa wziąć to wszystko na siebie, byleby tylko mogli spróbować stworzyć swój mały świat, jakoś to wszystko ułożyć. Tacy jak on mogli mieć dom, wystarczyło tylko nieco nad tym popracować.
- Nie jestem głupia Benjy, wiem, że to nie jest cały obraz, co z tego? Myślisz, że uciekłabym, gdybym zobaczyła więcej? To spróbuj, sprawdź mnie. Naprawdę sądzisz, że tak łatwo mnie przestraszyć? I tak jesteś najlepszym co mnie spotkało, bez względu na to, co musisz robić. - Wydawała się być bardzo pewna swoich słów, nie miał pojęcia jak się przy nim czuła, nie zdawał sobie sprawy z tego, że nikomu nigdy nie udało się w niej wzbudzić chęci do życia, chęci sięgania po coraz więcej, przy nim wszystko nabierało sensu, a świat przestawał być czarno-biały.
- Nie usprawiedliwiam Cię, stwierdziłam fakt. Mam Ci to rozłożyć na czynniki pierwsze? - Prue nie była osobą, która próbowała szukać wytłumaczeń na siłę. Jeśli jednak coś było oczywiste, to przecież nie mogła tego ignorować. Widziała, że miał do siebie pretensje o to, że pozwolił namieszać sobie w głowie, że ktoś mu to zrobił, ale to nie było jego winą, niby jak mógł przewidzieć to, że jego przyjaciel zrobi mu coś takiego? Tego nie dało się przewidzieć, znalazł się w miejscu, w którym miał być bezpieczny, przecież od czasu do czasu, każdy może sobie pozwolić na złapanie oddechu, nawet on i zamierzała wbić mu to do tej pustej głowy wcześniej, czy później.
- Wydaje mi się, że raczej da się zauważyć kiedy jest coś bardziej nie tak, niż normalnie, przecież zazwyczaj nie gadasz jakiś farmazonów wbrew sobie, takie sytuacje są raczej dość klarowne. - Westchnęła ciężko, oczywiście, że zawsze coś było u niego nie tak, był jednym, wielkim chodzącym problemem, miała ochotę mu nakopać do dupy za to myślenie, ale pewnie by nie dosięgnęła. - Gdybyś do mnie przyszedł, gdybyś to zrobił. - Zaczęła, bo nie podobało jej się to podejście, naprawdę sądził, że by to zignorowała, udawała, że wszystko jest w porządku? - To pomogłabym Ci znaleźć rozwiązanie, nie udawałabym, że wszystko jest dobrze, kiedy tak nie jest. Nie o to chodzi. Nie byłoby to mówienie, że damy radę, naprawdę uważasz, że postąpiłabym w ten sposób? Znasz mnie przecież. - Nie podobał jej się ton jego głosu, zresztą nie bez powodu się odezwała. Chciała go uświadomić w tym, że wspólnie łatwiej było szukać rozwiązań, a nie ignorować problemy, bo nie miała w zwyczaju lekceważyć takich sytuacji.
- Benjy, kurwa... - Prudence przeklinała naprawdę bardzo rzadko, tym razem jednak nie mogła powstrzymać tego przekleństwa, które nasuwało jej się na usta, nie mogła już tego znieść. - Nie wiem, czy pamiętasz, jestem uzdrowicielem na emeryturze, teraz badam trupy, czy naprawdę sądzisz, że zrobiłoby na mnie wrażenie to, że ktoś namieszał Ci w głowie? Że wsadził w nią myśli, które nie były Twoje, że tymczasowo nad sobą nie panowałeś? Takie rzeczy się zdarzają, ba, zdarzają się też dużo gorsze i też je widziałam. Jak miałeś mi to powiedzieć? NORMALNIE. - Uniosła nieco głos, ale nie miała siły na dalsze przepychanki. Naprawdę widziała w swoim życiu sporo, absurdalnych sytuacji i tych mniej, chyba nie do końca brał to pod uwagę.
Miała ochotę w tej chwili go udusić, albo przyciągnąć do siebie i pocałować. Sama nie do końca wiedziała, co byłoby lepsze, to, czym się z nią podzielił... Wybrał ją, wybrał ją już dawno temu i naprawdę nie zdawał sobie sprawy, jak mocno ją ruszyły te słowa. Nie miał zielonego pojęcia. - Byłeś młody i głupi, naprawdę uważasz, że mogłeś wtedy zrobić więcej? - Nie chciało jej się w to wierzyć, przecież widziała na własne trzecie oko, że próbował i jak to się skończyło, nie był tchórzem, nie w jej oczach. - Nie niszczysz mi życia, nie widzisz tego? Ty powodujesz, że wreszcie w ogóle zaczęłam żyć. - Zdecydowanie mieli różne zdanie na ten temat, każde z nich bardzo zaciekle próbowało sięgać po swoje argumenty, zawsze potrafili się nimi wymieniać, co nie oznaczało wcale, że któreś z nich było gotowe zmienić swoją własną opinię, wręcz przeciwnie, potrafili być bardzo uparci.
- Nikt mnie nie dorwie, kiedy będę spać, nie pozwolę na to, potrafię o siebie zadbać. - Obawiał się tego, że może stać się jej krzywda, jasne, to było całkiem zrozumiałe, ale ona wcale się tego nie bała. Być może nie była kuloodporna, ale umiała o siebie zadbać, umiała reagować szybko.
- Nie chcę tego, czy Ci się podoba czy nie, nie tego chcę. - Już to zresztą to miała i jak to się dla niej skończyło? Pętlą na szyi, która zaciskała się coraz mocniej każdego mijającego dnia, wiedziała, że nie pozwoli na to, żeby znowu sobie to zrobić, nie było w ogóle takiej możliwości. Nie chciała mieć typa, który będzie wracał do domu o piętnastej, nie chciała mieć ogródka z kwiatkami, to nie było nigdy spełnienie jej marzeń. - Jeśli trzeba będzie to kupimy sobie ogródek specjalnie na trupy, które będziesz mógł w nim zakopywać, a jeśli w pierwszym zabraknie miejsca, to dokupimy drugi, będę mieć szpadel pod ręką, na wypadek gdyby nadszedł ten moment. - Była śmiertelnie poważna w tym, co mówiła, to naprawdę wydawało się jej być dużo lepszą opcją niż skończenie u boku jakiegoś nudziarza, któremu po kilku pierwszych spotkaniach zaczęłoby przeszkadzać to, że zdarza jej się zbyt długo rozmawiać w myślach ze sobą, czy potrafi odpłynąć dotykając jakiś przedmiot.
- Nie do końca do tego zmierzam, ale jeśli tego potrzebujesz, to mogę Cię najpierw wykończyć. - Całkiem precyzyjnie odbijała piłeczkę, okropnie łatwo jej to przychodziło, bo była przecież pewna tego, czego chciała, w takim wypadku musiała walczyć o swoje, o niego, o nich, bo on wcale jej tego nie ułatwiał, mimo tego, że przecież wiedziała, co czuje.
- Wierzę Ciebie, bo wiem, że nigdy celowo byś mnie nie zranił, wiem, że chcesz dla mnie tego co najlepsze, to wystarcza by uwierzyć, że jest jakiś sens. Nic sobie nie ubzdurałam, czy nie możesz tego zaakceptować, że jesteś tym, czego pragnę? Pogódź się z tym, bo nie zmienię zdania. - Mógł mówić, że to była jej chora wizja, która nie była do końca prawdziwa, ona i tak wiedziała swoje, była w tym okropnie zawzięta.
- Próbujesz zrobić coś, co będzie dla kogoś dobre, kiedy on wcale tego nie chce, ironia, co nie? Ostrzegają, bo nie wiedzą, jak to jest być z Tobą, nie wiedzą, jak to jest mieć Ciebie blisko, każdy niesie swoje piętno, swoją przeszłość, ale to nie jest argument dla tego, żeby nie pozwolić sobie w końcu sięgnąć po to, na czym Ci zależy. Nie musisz pozwalać na to, żeby rozpieprzyło Cię to od środka, to nie jest potrzebne. - Naprawdę starała się jakoś na niego wpłynąć, miała jednak wrażenie, że przegrywała tę walkę, że zupełnie jej nie szła ta dzisiejsza rozmowa, że jej argumenty były niczym przy jego podejściu, a naprawdę starała się trafiać jak najbardziej celnie.
- Chciałeś szczerości, to ją masz. Nie zamierzam Cię oszukiwać, radź sobie z tym. - Być może nie powinna tego mówić, ale chciała, żeby wiedział, jak to się dla niej skończy, zresztą dla niego też, jeśli podejmą taką decyzję to będą sobie umierać, każde na innym końcu świata, powoli, osobno, czy było im to potrzebne?
- Bo zgaśnie, będzie się tliło, aż w końcu zgaśnie, nie ma innej możliwości. - Wiedziała o tym, że tak to się skończy i chciała, żeby zdecydował się coś zrobić, żeby dał im szansę by odnaleźli się jakoś w rzeczywistości, by ułożyli to sobie, ale czuła, że nie będzie im to pisane.
- Nie widzisz, że po tych wszystkich latach, po tym co każde z nas przeżyło nadal to w nas było, tak będzie zawsze, naprawdę chcesz, żebyśmy dalej rozpadali się na drobne kawałki, kiedy możemy temu zapobiec? Naprawdę tego chcesz? - To trwało wiele lat, nie minęło, nie przeszło z upływem czasu, czy naprawdę wierzył, że tym razem będzie inaczej, że to minie? Jak przy dotknięciu czarodziejską różdżką? Że wystarczy, że zniknie z jej życia i już? Nie było w ogóle takiej możliwości.
Wydawało jej się, że to, że znajdowali się tak blisko, ona opierała się o jego tors, jego dłonie również znajdowały się na jej ciele powodowało, że wszystko jeszcze było w miarę stabilne, mimo słów które padały, gesty mówiły same za siebie, nie odpuszczali, nadal chcieli swojej bliskości, to było zdradliwe, serce bowiem trzepotało jej jak oszalałe, kiedy znajdowała się tak blisko, wiedziała co to oznacza, zresztą była pewna tego, że stoi przed miłością swojego życia, szkoda tylko, że on mimo tego, że też ją kochał obawiał się tego, co mogło przynieść im to uczucie. Nie mogła pogodzić się z jego podejściem, nie chciała tego robić, tylko też nie bardzo wiedziała, w jaki sposób mogła na niego wpłynąć, miała wrażenie, że znaleźli się pod ścianą, ale przecież zawsze istniało jakieś rozwiązanie.
- Znienawidzisz mnie za to, nie chcę, żeby to się tak skończyło. - Nie chciała, żeby przez nią umierał kawałek po kawałku, nie mogła do tego dopuścić, w końcu też zależało jej na jego szczęściu, jeśli pozwoli mu odejść z takim podejściem... to nie skończy się dobrze. Będą zgorzkniali i nieszczęśliwi, kiedy razem mogliby mieć coś zupełnie innego.
- Musi być jakieś wyjście. - Mruknęła cicho, bo nie chciało jej się wierzyć w to, że będą się tak kręcić w kółko, ale też to widziała, póki co tkwili w miejscu, nie była przecież ślepa.
- Wiem, że nie jest to szczególnie pocieszające, ale głupota we dwójkę boli jakoś mniej, chyba tak już mają zakochani, że są nieco głupi? - Próbowała, aby jej głos brzmiał lekko, chociaż nie dało się nie zauważyć, że wszystko układało się raczej dramatycznie, ktoś na pewno na tym ucierpi, jeśli nie i ona i on, a nie chciała tego. Czy nie mogliby być zupełnie normalni? Nie, to raczej nie było możliwe w ich przypadku, oni nigdy nie byli zupełnie normalni, pewna była tylko tego, że kocha go, kochała go tak, jak nikogo wcześniej, tak, że byłaby gotowa go wypuścić z ramion, jeśli powiedziałby jej, że właśnie tego potrzebuje, chociaż sama okropnie by to przeżywała.
- Daj nam szansę, proszę. - Wyszeptała jeszcze cicho, było w tej prośbie słychać nieco desperacji, bo nawet jeśli da im szansę, to co potem? Nadal będą kręcić się w kółko, nie do końca wiedząc co robią? Nie wiedziała, miała odpowiedzi na naprawdę wiele pytań, jednak na to, jak mogłaby im pomóc, jak mogliby sobie pomóc, co zrobić nie potrafiła jej znaleźć.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control