Najbardziej problematyczni dla Voldemorta byli czystokrwiści czarodzieje nie popierający jego ideologii. Grupę potencjalnego wsparcia na starcie miał okrojoną, a każdy z "poprawnym" nazwiskiem, który bratał się z Mugolami był solą w oku. No bo co tu z takim zrobić? Lepiej od razu nie likwidować, bo co jeśli się "nawróci"? Poprztyka się trochę jego życie w lewo i w prawo, a nuż się naprostuje. Wyrok śmierci był ostatecznością. Tylko dla tych, co nieodwracalnie zbezcześcili świętość krwi mieszając ją z Mugolską. Giovani tego jeszcze się nie dopuścił, ale i tak otwierał scyzoryk w kieszeni każdego rasisty swoimi wystąpieniami i publikacjami. Drażnił nie tylko sympatią do Mugoli, ale i uznawaniem jakichkolwiek praw skrzatom, centaurom, czy innym wynaturzeniom.
Urquart wiedział, że był cały czas na celowniku i niewiele dzieliło go od przekroczenia granicy zielonego światła. Ale śmiało parł na przód. Śmierciożercy nie byli jeszcze na tyle odważni, by zaatakować kogoś tak rozpoznawalnego i (na ogół) lubianego przez społeczeństwo. Za dużo rozgłosu.
Giovanni sortował właśnie korespondencję, gdy otrzymał kolejny list. Przeczytał, odpisał. Bardzo dobrze, że przed spotkaniem ma udać się na obiad do rodziców, inaczej spędziłby godziny zastanawiając się, dlaczego Danielle chciała się spotkać. Nie podała żadnego najmniejszego słowa wyjaśnienia, a nie byli też jakimiś psiapsi, żeby się umawiać na przypadkowe pogawędki.
Po posiłku Giovanni wskoczył do kominka rodziców i w ułamek sekundy znalazł się w Trzech Miotłach. Otrzepał popiół z ramion i rozejrzał się, czy kobieta już tu była. Nawet nie orientował się, jaki czas był, ale też i nie umówili się na konkretną godzinę. Ale chyba był pierwszy. Skinął głową do barmana i zamówił dwie herbaty, po czym zasiadł przy jednym z bardziej zacisznych stolików.