28.11.2025, 02:44 ✶
Patrzyłem na nią spod tej gruszy jak na kogoś, kto właśnie próbował być rozsądnym człowiekiem w rozmowie z pijanym wrakiem i dawał z siebie sto procent… Ale życie jej to sabotowało na każdym kroku. Prawda była taka, że nawet wtedy, gdy była skrajnie zmęczona, wyglądała lepiej niż ja, ale to nie wymagało wielkich wysiłków, skoro wyglądałem jak wrak, który ktoś zatopił, wyłowił, a potem znowu rzucił na brzeg.
- No, ba. Chociasz obawiam się, sze Roise najpielw nas uleczy, a potem zajebie. Mnie zwłaszcza. Ty jesteś… - Wymownie machnąłem ręką. - Immunitetalna. - Mruknąłem, kiedy wspomniała o powrocie do Ambroise’a. Słuchałem tego wszystkiego z głową opartą o korę, jak człowiek, któremu już naprawdę wszystko jedno, w jaki sposób go dzisiaj dobiją, nie miałem siły, żeby się stresować, to był stan ponad stresem - stan „niech się dzieje, co chce, byle nie teraz”. - Ale i tak wolałbym tam paść tlupem nisz na tym cholelnym polu. - Oboje wiedzieliśmy, że i tłumaczenia będą, a żadne z nich nie będzie wystarczające, ale cóż.
Kiedy wspomniała o tych dziewczynach, które tak ochoczo mnie obskakiwały, poprawiłem się pod drzewem, westchnąłem i spojrzałem na nią bez cienia kpiny. Przez moment, przez ten jeden sekundowy moment, coś się we mnie skrzywiło, gdzieś między sercem a żołądkiem, potem parsknąłem cicho.
- Geli… Ja nie potszebuję opieki dziewuszek s wioski, jakie by nie były. - Podrapałem policzek, czując strup. - Potszebuję… - Zawahałem się, bo nie chciałem wchodzić w teren, na który moje myśli i tak nie miały prawa wchodzić - No, niewaszne. Na pewno nie ich.
Potem zeszło na tarot - od razu poczułem, że to niezły absurd, ale nie protestowałem, jak życie robi się na tyle pokręcone, co nasze ostatnie kilkanaście godzin, to człowiek nie odpycha już żadnej metody interpretowania rzeczywistości, nawet obrazków z talii dla turystów. Jej pytanie, czy jestem takim jasnowidzem, że wiem, co wyciągnę, zostawiło tylko krótkie wzruszenie ramionami. Położyłem dłoń na ziemi, żeby ustabilizować ciało, i spojrzałem na jej kartę.
- Jasnowidz? Ja? Gel, ja ledwo widzę. - Mruknąłem, wpatrując się w tę Czwórkę Denat… rów. - Ale jasne, potlafię pszewidzieś, sze wszechświat dalej ma mnie w dupie. To się nie zmienia. - Miała rację - karty potrafiły zaskoczyć, chociaż wciąż nie wierzyłem, że akurat te coś sensownego powiedzą.
- Nie, wisielec jest do góly nogami. - Odparłem, czując się dumny z tej jednej pierdolonej informacji, którą znałem.
- No, chwała Molganie, sze nie wisisz na dszewie, tylko siedzisz na pieniądzach. - Skwitowałem i ponownie spojrzałem na „ziomeczka”, który według mojej interpretacji, wyglądał, jakby trzymał te monety tak, jak ja trzymałem resztki godności przez ostatnie dwanaście godzin - rozpaczliwie i głównie z przyzwyczajenia. Zaraz potem wzruszyłem ramionami.
Oparłem głowę o pień drzewa i spojrzałem na nią spod przymrużonych powiek. Patrzyłem, jak próbowała nadać sens obrazkowi, który dla mnie znaczył mniej więcej tyle, co runy dla mugola. Jej mina - to pół mrugnięcie, pół zdziwione „hm, o, kurwa?” - była cudownie wymowna, żadne z nas nie znało się na wróżbiarstwie, mogliśmy tylko improwizować. Na jej pytanie o hajsy spojrzałem na nią tak, jakby zapytała, czy jestem w stanie poprowadzić wykład z rachunkowości.
- Gelaldine, ja nawet nie wiem, ile mam telas w kieszeni, a ty mi mówisz o szastaniu hajsem. - Powiedziałem, mrużąc oczy, bo nie miałem żadnej wiedzy, tylko instynkt. - Ale jak patrzę na tego… Typa… - Wskazałem kartę. - To on nie wygląda jak ktoś, kto coś wydaje. Wygląda jak ktoś, kto trzyma, za mocno, tak jakby bał się puścić. - Byłem zbyt zajechany przez życie, żeby jeszcze próbować być kąśliwy, ale to, co mówiła, i tak we mnie wchodziło, jakby ktoś szturchał mnie patykiem, żeby sprawdzić, czy trup jeszcze drga.
Przez chwilę milczałem, trzymając te tę talię jak cholerny wyrok.
- Oczywiście, sze się da. - Wskazałem na swoje trzy zakryte karty. - Widzisz to? Los jusz się szykuje, szeby mi pszyłoszyś s otwaltej dłoni. - Patrzyłem na karty długo, zbyt długo jak na człowieka, który tłumaczył przed chwilą, że tarot to bzdury. Królowa Buław, Król Pucharów, Świat.
Trzy obrazki. Ładne, ale dla mnie totalnie nieczytelne.
- To nie księszniczka, to… - Przybliżyłem ją do twarzy, mrużąc oczy. - To jakaś baba s kijem. - Odchrząknąłem. - Mosze to znaczy, sze mam się nie kłóciś s kobietami, któle tszymają coś, czym mogą mnie jebnąś. - Odłożyłem ją ostrożnie na trawę.
Potem Król Pucharów.
- A to… Jakiś koleś s kielichem. - Otworzyłem usta, zamknąłem, znów otworzyłem, nie czułem się kompetentny, żeby to interpretować, ale spróbowałem. - Mose to znaczy, sze… Mam piś… Eleganck…ciej? - Mruknąłem, marszcząc brwi. - Nie wiem. Wygląda, jakby się zastanawiał, czy się poszygaś czy wyznaś miłość. Mogę się s tym identyfikowaś. S tym popszednim zlesztą tesz. - Zawiesiłem głos, wpatrzony w kartę, nieco zbyt długo jak na kogoś, kto „chuja się zna”. Zamknąłem na moment oczy, wsuwając dłonie we włosy, jakby to miało cokolwiek pomóc. Byłem tak zmęczony, że mój mózg zaczynał działać jak popsuty kompas - niby wskazywał kierunek, ale na pewno nie ten właściwy.
- Nie, Gel. To nie jest „masz cały świat do zdobycia”. To bardziej „skończ pieldoloną wyspialską odyseję, bo świat czeka, asz w końcu luszysz dalej”. - Wyjdź z tej jebanej spirali, Benjy.
- No, ba. Chociasz obawiam się, sze Roise najpielw nas uleczy, a potem zajebie. Mnie zwłaszcza. Ty jesteś… - Wymownie machnąłem ręką. - Immunitetalna. - Mruknąłem, kiedy wspomniała o powrocie do Ambroise’a. Słuchałem tego wszystkiego z głową opartą o korę, jak człowiek, któremu już naprawdę wszystko jedno, w jaki sposób go dzisiaj dobiją, nie miałem siły, żeby się stresować, to był stan ponad stresem - stan „niech się dzieje, co chce, byle nie teraz”. - Ale i tak wolałbym tam paść tlupem nisz na tym cholelnym polu. - Oboje wiedzieliśmy, że i tłumaczenia będą, a żadne z nich nie będzie wystarczające, ale cóż.
Kiedy wspomniała o tych dziewczynach, które tak ochoczo mnie obskakiwały, poprawiłem się pod drzewem, westchnąłem i spojrzałem na nią bez cienia kpiny. Przez moment, przez ten jeden sekundowy moment, coś się we mnie skrzywiło, gdzieś między sercem a żołądkiem, potem parsknąłem cicho.
- Geli… Ja nie potszebuję opieki dziewuszek s wioski, jakie by nie były. - Podrapałem policzek, czując strup. - Potszebuję… - Zawahałem się, bo nie chciałem wchodzić w teren, na który moje myśli i tak nie miały prawa wchodzić - No, niewaszne. Na pewno nie ich.
Potem zeszło na tarot - od razu poczułem, że to niezły absurd, ale nie protestowałem, jak życie robi się na tyle pokręcone, co nasze ostatnie kilkanaście godzin, to człowiek nie odpycha już żadnej metody interpretowania rzeczywistości, nawet obrazków z talii dla turystów. Jej pytanie, czy jestem takim jasnowidzem, że wiem, co wyciągnę, zostawiło tylko krótkie wzruszenie ramionami. Położyłem dłoń na ziemi, żeby ustabilizować ciało, i spojrzałem na jej kartę.
- Jasnowidz? Ja? Gel, ja ledwo widzę. - Mruknąłem, wpatrując się w tę Czwórkę Denat… rów. - Ale jasne, potlafię pszewidzieś, sze wszechświat dalej ma mnie w dupie. To się nie zmienia. - Miała rację - karty potrafiły zaskoczyć, chociaż wciąż nie wierzyłem, że akurat te coś sensownego powiedzą.
- Nie, wisielec jest do góly nogami. - Odparłem, czując się dumny z tej jednej pierdolonej informacji, którą znałem.
- No, chwała Molganie, sze nie wisisz na dszewie, tylko siedzisz na pieniądzach. - Skwitowałem i ponownie spojrzałem na „ziomeczka”, który według mojej interpretacji, wyglądał, jakby trzymał te monety tak, jak ja trzymałem resztki godności przez ostatnie dwanaście godzin - rozpaczliwie i głównie z przyzwyczajenia. Zaraz potem wzruszyłem ramionami.
Oparłem głowę o pień drzewa i spojrzałem na nią spod przymrużonych powiek. Patrzyłem, jak próbowała nadać sens obrazkowi, który dla mnie znaczył mniej więcej tyle, co runy dla mugola. Jej mina - to pół mrugnięcie, pół zdziwione „hm, o, kurwa?” - była cudownie wymowna, żadne z nas nie znało się na wróżbiarstwie, mogliśmy tylko improwizować. Na jej pytanie o hajsy spojrzałem na nią tak, jakby zapytała, czy jestem w stanie poprowadzić wykład z rachunkowości.
- Gelaldine, ja nawet nie wiem, ile mam telas w kieszeni, a ty mi mówisz o szastaniu hajsem. - Powiedziałem, mrużąc oczy, bo nie miałem żadnej wiedzy, tylko instynkt. - Ale jak patrzę na tego… Typa… - Wskazałem kartę. - To on nie wygląda jak ktoś, kto coś wydaje. Wygląda jak ktoś, kto trzyma, za mocno, tak jakby bał się puścić. - Byłem zbyt zajechany przez życie, żeby jeszcze próbować być kąśliwy, ale to, co mówiła, i tak we mnie wchodziło, jakby ktoś szturchał mnie patykiem, żeby sprawdzić, czy trup jeszcze drga.
Przez chwilę milczałem, trzymając te tę talię jak cholerny wyrok.
- Oczywiście, sze się da. - Wskazałem na swoje trzy zakryte karty. - Widzisz to? Los jusz się szykuje, szeby mi pszyłoszyś s otwaltej dłoni. - Patrzyłem na karty długo, zbyt długo jak na człowieka, który tłumaczył przed chwilą, że tarot to bzdury. Królowa Buław, Król Pucharów, Świat.
Trzy obrazki. Ładne, ale dla mnie totalnie nieczytelne.
- To nie księszniczka, to… - Przybliżyłem ją do twarzy, mrużąc oczy. - To jakaś baba s kijem. - Odchrząknąłem. - Mosze to znaczy, sze mam się nie kłóciś s kobietami, któle tszymają coś, czym mogą mnie jebnąś. - Odłożyłem ją ostrożnie na trawę.
Potem Król Pucharów.
- A to… Jakiś koleś s kielichem. - Otworzyłem usta, zamknąłem, znów otworzyłem, nie czułem się kompetentny, żeby to interpretować, ale spróbowałem. - Mose to znaczy, sze… Mam piś… Eleganck…ciej? - Mruknąłem, marszcząc brwi. - Nie wiem. Wygląda, jakby się zastanawiał, czy się poszygaś czy wyznaś miłość. Mogę się s tym identyfikowaś. S tym popszednim zlesztą tesz. - Zawiesiłem głos, wpatrzony w kartę, nieco zbyt długo jak na kogoś, kto „chuja się zna”. Zamknąłem na moment oczy, wsuwając dłonie we włosy, jakby to miało cokolwiek pomóc. Byłem tak zmęczony, że mój mózg zaczynał działać jak popsuty kompas - niby wskazywał kierunek, ale na pewno nie ten właściwy.
- Nie, Gel. To nie jest „masz cały świat do zdobycia”. To bardziej „skończ pieldoloną wyspialską odyseję, bo świat czeka, asz w końcu luszysz dalej”. - Wyjdź z tej jebanej spirali, Benjy.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)