Może właśnie chodziło o to, że ona nie była do końca normalna. Pomimo tego, że dostrzegała jego wkurwienie, bo nie była irytacja, to nie było zdenerwowanie, wkurwienie było idealnym słowem, aby opisać stan w którym się znajdował, to nie miała zamiaru się cofnąć. Nie obawiała się tego, co przed sobą widziała, wcale. Prue nie odpuszczała tak łatwo, czekała na to, co miało się wydarzyć, trzymała się go, opierała o jego tors, jakby sam ten dotyk mógł sprawić, że przy nim zostanie.
Nie dało się nie wyczuć jego napięcia, mimo materiału, który znajdował się pod opuszkami jej palców wyczuwała pod nimi jego napięte ciało. Dostrzegała, że prowadzi właśnie bardzo silną walkę z samym sobą, ale była tu przy nim, mogła mu pomóc podjąć decyzję, jaka by ona nie była. Zresztą starała się to robić. Otworzyła się przed nim, jak przed nikim innym, podzieliła się swoimi obawami, ale też pragnieniami, od niego zależało, co chciał z tym zrobić, ona była gotowa na każdą podjętą przez niego decyzję.
Widziała, że trybiki w jego głowie zaczęły pracować bardzo intensywnie, wpatrywała się w niego czekając, aż się odezwie, oczy miała szeroko otwarte, przygryzała tę dolną wargę, aż w końcu to pytanie padło z jego ust. Bardzo konkretne pytanie, odpowiedź na nie niosła ze sobą wszystko, decydowała o ich wspólnej przyszłości, [i[wspólnej[/i], bo nie widziała innej możliwości. Nie zamierzała pozwolić im na to, żeby umierali od środka, żeby po raz kolejny cierpieli w samotności, może razem nie miało być prosto, ale na pewno lepiej, nie miała co do tego żadnych wątpliwości, nawet najmniejszych.
Odpłynęła na chwilę, wybrała sobie idealny moment, jednak tak już miała, nie potrafiła inaczej, zaczęły w nią uderzać kolejne myśli, w jej głowie było naprawdę głośno, chociaż na zewnątrz nawet nie drgnęła, nadal opierała się o niego, nadal znajdowała się blisko, tak blisko jak się dało.
Mówił dalej, wydawał się być pewny, kurewsko pewny, że była to jedyna, słuszna możliwość. To było logiczne, czyż nie? Najbardziej logiczna z możliwości. Uderzyła w nią zupełnie niespodziewanie, jednak nawet przez chwilę się nie wahała. Wiedziała, czego chce, była zdecydowana, nie było w niej nawet grama niepewności.
Chciał, żeby była kimś więcej, żeby mogła wymagać od niego powrotów, to było wiele, dawał jej prawo do tego, żeby miała wpływ na jego decyzje. Naprawdę ją wybrał, wybrał ją ponad wszystko, ponad swoje przyzwyczajenia, ponad rzeczywistość do której przywyknął. Nie mógł dać jej więcej, wszystko, albo nic. To było do niego podobne, nigdy się nie ograniczał, a teraz nie chciał ich ograniczać.
Gdy tylko wróciła z tej swojej krótkiej wędrówki między swoimi przemyśleniami odezwała się. Gdy dotarło do niej, co jej zaproponował, nie było odwrotu, wiedziała o tym, chciała tego, chciała zostać jego żoną, wymagać od niego powrotów, rościć sobie prawo do tego, żeby był obok.
- Nie będziemy czekać, za długo już czekaliśmy. - Czekali na siebie wiele lat, aż w końcu mogli sięgnąć po to, co wymykało im się z rąk tak długo. Nie chciała dłużej czekać, nie po tym wszystkim, zwłaszcza, że był gotowy tak, jak i ona zrobić to od razu. Pewnie nie było to całkiem normalne, podejmowanie takich decyzji w krótką chwilę, ale wiedzieli, czego chcą, byli zdecydowani, to wystarczyło. To wydawało jej się całkiem naturalne.
- Nie potrzebuję czasu, jestem pewna, że chcę to zrobić. Nie potrzebuję rodziny, czy bliskich, chcę to zrobić z Tobą, nikt więcej nie jest nam do tego potrzebny, tylko Ty i ja. - Nie potrzebowali świadków, nie było im to do niczego potrzebne, bo w końcu liczyli się tylko oni, razem przeciwko całemu światu, przeciwko tym wszystkim problemom, które powodowali. Tylko oni.
- Przyjmę Twoje nazwisko, będę Twoją żoną, to wiele Benjy, naprawdę mnie wybrałeś. - Powiedziała cicho, jakby nadal nie mogła w to uwierzyć. Była jego wyborem, miała stać się nim na stałe, to nie było tylko chwilowe, mieli zostać małżeństwem, przekroczyć kolejną granicę, stać się swoją rodziną, czy mogła oczekiwać czegoś więcej? Nie, właśnie oferował jej wszystko, i zamierzała to przyjąć.
- Jesteś pewien, że znajdziesz kogoś, kto będzie w stanie zrobić to teraz? Bo chcę to zrobić teraz, chcę teraz zostać Twoją żoną. - Nie miała pojęcia, czy w ogóle było to możliwe, ale kiedy o tym mówił wydawało jej się to prawdopodobne, więc postanowiła spróbować. Nie chciała zwlekać, nie było sensu tego robić, chciała to zrobić teraz i miała wrażenie, że Benjy był gotowy naprawdę to doprowadzić do skutku.
Oddychała powoli, zeszło z niej całe napięcie spowodowane wcześniejszą rozmową, ogarnął ją spokój, jakoś to ułożyli, udało im się to naprawić. Dostrzegła uśmiech na jego twarzy, pierwszy dzisiaj, to powodowało, że poczuła ulgę, naprawdę mieli się pobrać, nawet za chwilę.
Naprawdę była gotowa wyjść, znaleźć kogoś kto udzieli im tego ślub, bo zasługiwali jak nikt inny, aby wreszcie móc stworzyć coś razem. Wiele przeżyli, widziała to wszystko, widziała, że od lat była dla niego kimś więcej, to nie zmieniło się przez lata. Prue kochała go, jak nikogo wcześniej, kochała go tak, że była w stanie pozwolić mu odejść, mimo, że sama rozsypałaby się na kawałki. Skoro jednak zadecydowali spleść ze sobą swoje życia, chciała to zrobić od razu, bez niepotrzebnego czekania, bez przygotowań, bez nikogo obok. Mogli to zrobić razem, tak po prostu, bo przecież liczyło się tylko to, że w końcu mogli stać się mężem i żoną, przed sobą samymi, nie obchodziła jej Matka, czy inne boginie, bo na końcu i tak mieli zostać tylko oni, sami ze sobą.
- Nóż i zapałki są odpowiednie, znajdź kogoś kto odprawi rytuał, zróbmy to. - To było jej ostatnie słowo. Nie zastanawiała się nad tym zbyt długo, naprawdę była gotowa zrobić to tu i teraz, chociaż może otoczenie nie było specjalnie sprzyjające, ale to nie miało najmniejszego znaczenia, liczyło się tylko to, że mieli się pobrać, i byli siebie tak pewni, że nie widzieli niczego, co mogłoby im stanąć na przeszkodzie.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control