28.11.2025, 13:55 ✶
Gdy słońce zachodziło, a Pokątna układała się do snu, Nokturn się budził do życia. Razem z ostatnimi chowającymi się za budynkami promieniami słońca chowały się także troski minionego dnia. Każda osoba, którą mijały, dźwigała swój krzyż. U jednych była to toksyczna rodzina, u drugich długi. U niektórych bardziej przyziemne rzeczy, jak kłótnie, zwinięte sakiewki czy problemy w pracy. Wszystko to jednak odchodziło w niepamięć, gdy Nokturn budził się do życia. Na ulicę wypełzały nie tylko pomniejsze męty, ale także zwykli ludzie. Ludzie, którzy mieli tu coś do załatwienia lub po prostu tu mieszkali z tego samego powodu, z którego od niedawna mieszkała Charlotte - pieniędzy.
Pieniądze nigdy nie były w jej domu tabu, lecz gdy umarł jej ojciec, Thaddeus Mulciber, matce odbiło. Lotte była błękitnym ptakiem, wciąż szukała swojego miejsca na tym świecie. Próbowała wielu prac, ale zawsze lądowała w tej jednej, w której postanowiła na dłuższy czas zapuścić korzenie. Ostatnie miesiące zlewały jej się w jedno, a pamięć zawodziła, nadwyrężana oparami opium oraz alkoholem. Charlotte Mulciber nie była już trzpiotką w warkoczykach, za które mogły ciągnąć dzieciaki, gdy coś robiła nie tak. Nie była małą Lottie, która siadała cioci Lorien na kolanach, gdy stłukła kolano podczas biegania po domu (a mama przecież mówiła, że dobrze wychowane dziewczynki nie biegają jak harpagany). Wyrosła na kogoś, kto wciąż nie miał swojego celu w życiu. Wyrosła na kogoś, w kim potrzeba wolności i niezależności urosła do tak karykaturalnych rozmiarów, że zaczęła ją pożerać od środka.
Nie było tajemnicą ale Vienne, że Charlotte uciekła od matki i zamieszkała na Nokturnie. Nie było też dla niej tajemnicą, że pracowała w Czarcim Oku. Tajemnicą pozostawał jej związek z Madame Fontaine, który utrzymywała w tajemnicy przed światem. Jeżeli nie byłeś jednym ze Szczurów - nie wiedziałeś że Charlie wykorzystuje swój dar aurowidzenia do sprawdzania tych, z którymi Fontaine miała prowadzić interesy. Nie było tajemnicą, że Charlotte sama zarabiała pieniądze i nie przyjmowała darowizn zarówno od matki, jak i Rosierów. Oraz Mulciberów. Nie przyjmowała jałmużny. Dryfowała po powierzchni, zgarniając co lepsze rybne kąski dla siebie, ale daleko jej było do rekina. Jeszcze.
- Chyba u ciebie, Vi, bo ja doskonale pamiętam, jak rzygałam dwa dni temu w kiblu w domu przez pół nocy - odpowiedziała beztrosko, odpalając papierosa. Przy Vienne mogła być sobą, a ostry język nie musiał siedzieć w klatce pozorów i słodkich słówek, tak jak przy pozostałych członkach jej rodziny. W gruncie rzeczy obie były wyrzutkami, chociaż co do Charlotte to matka wciąż się łudziła, że wyjdzie na ludzi. - Całkiem dobrze się żyje. Mało pracy, to mogę rozwiązywać krzyżówki. Co do życia miłosnego, to nadal tak samo. Nikt konkretny na horyzoncie, mało kto może ze mną wytrzymać. Poza tym wkurwiają mnie faceci ostatnio. Większość z nich myśli chujem, a ja lubię czasem porozmawiać.
Była w końcu Mulciberówną - oczytaną i dobrze wychowaną. Przygodny seks, narkotyki i alkohol oraz tytoń to nie było całe jej życie. Potrzebowała mieć z kim porozmawiać, a nie wkurwiać się, że za głośno oddycha.
- Uczucia są przereklamowane, same z nimi problemy - gdy Vienne poklepała ją po ramieniu, odruchowo nakryła jej dłoń swoją. Charlotte zaśmiała się cicho, bo mogła próbować zaklinać rzeczywistość, lecz było oczywistością, że emocje były czymś niezwykle istotnym w jej życiu. - Dlatego potrzebuję się najebać. Żeby zapomnieć o problemach.
Zakończyła, wskazując na kołyszący się w oddali szyld. Kilka metrów i będą w knajpie, będzie można się napić. Lotte była tak skupiona na kuzynce, że nie dostrzegła, iż łuna na niebie, która powinna zniknąć z promieniami zachodzącego słońca, wciąż się utrzymywała na niebie.
Pieniądze nigdy nie były w jej domu tabu, lecz gdy umarł jej ojciec, Thaddeus Mulciber, matce odbiło. Lotte była błękitnym ptakiem, wciąż szukała swojego miejsca na tym świecie. Próbowała wielu prac, ale zawsze lądowała w tej jednej, w której postanowiła na dłuższy czas zapuścić korzenie. Ostatnie miesiące zlewały jej się w jedno, a pamięć zawodziła, nadwyrężana oparami opium oraz alkoholem. Charlotte Mulciber nie była już trzpiotką w warkoczykach, za które mogły ciągnąć dzieciaki, gdy coś robiła nie tak. Nie była małą Lottie, która siadała cioci Lorien na kolanach, gdy stłukła kolano podczas biegania po domu (a mama przecież mówiła, że dobrze wychowane dziewczynki nie biegają jak harpagany). Wyrosła na kogoś, kto wciąż nie miał swojego celu w życiu. Wyrosła na kogoś, w kim potrzeba wolności i niezależności urosła do tak karykaturalnych rozmiarów, że zaczęła ją pożerać od środka.
Nie było tajemnicą ale Vienne, że Charlotte uciekła od matki i zamieszkała na Nokturnie. Nie było też dla niej tajemnicą, że pracowała w Czarcim Oku. Tajemnicą pozostawał jej związek z Madame Fontaine, który utrzymywała w tajemnicy przed światem. Jeżeli nie byłeś jednym ze Szczurów - nie wiedziałeś że Charlie wykorzystuje swój dar aurowidzenia do sprawdzania tych, z którymi Fontaine miała prowadzić interesy. Nie było tajemnicą, że Charlotte sama zarabiała pieniądze i nie przyjmowała darowizn zarówno od matki, jak i Rosierów. Oraz Mulciberów. Nie przyjmowała jałmużny. Dryfowała po powierzchni, zgarniając co lepsze rybne kąski dla siebie, ale daleko jej było do rekina. Jeszcze.
- Chyba u ciebie, Vi, bo ja doskonale pamiętam, jak rzygałam dwa dni temu w kiblu w domu przez pół nocy - odpowiedziała beztrosko, odpalając papierosa. Przy Vienne mogła być sobą, a ostry język nie musiał siedzieć w klatce pozorów i słodkich słówek, tak jak przy pozostałych członkach jej rodziny. W gruncie rzeczy obie były wyrzutkami, chociaż co do Charlotte to matka wciąż się łudziła, że wyjdzie na ludzi. - Całkiem dobrze się żyje. Mało pracy, to mogę rozwiązywać krzyżówki. Co do życia miłosnego, to nadal tak samo. Nikt konkretny na horyzoncie, mało kto może ze mną wytrzymać. Poza tym wkurwiają mnie faceci ostatnio. Większość z nich myśli chujem, a ja lubię czasem porozmawiać.
Była w końcu Mulciberówną - oczytaną i dobrze wychowaną. Przygodny seks, narkotyki i alkohol oraz tytoń to nie było całe jej życie. Potrzebowała mieć z kim porozmawiać, a nie wkurwiać się, że za głośno oddycha.
- Uczucia są przereklamowane, same z nimi problemy - gdy Vienne poklepała ją po ramieniu, odruchowo nakryła jej dłoń swoją. Charlotte zaśmiała się cicho, bo mogła próbować zaklinać rzeczywistość, lecz było oczywistością, że emocje były czymś niezwykle istotnym w jej życiu. - Dlatego potrzebuję się najebać. Żeby zapomnieć o problemach.
Zakończyła, wskazując na kołyszący się w oddali szyld. Kilka metrów i będą w knajpie, będzie można się napić. Lotte była tak skupiona na kuzynce, że nie dostrzegła, iż łuna na niebie, która powinna zniknąć z promieniami zachodzącego słońca, wciąż się utrzymywała na niebie.