28.11.2025, 18:48 ✶
Czujesz jakie mam miękkie włosy po tym twoim olejku? - czuła, były aksamitne, chociaż włosy Lorraine zawsze były przyjemnie miękkie i sypkie, przelewając się po ramionach Malfoy z każdym jej ruchem. A jednak czuła, tak jak i czuła ten uroczy słodki zapach.
Gdy wróciła na swoje miejsce jej ślepia zastygły na Baldwinie, trzymał się całkiem nieźle, chociaż wiedziała, że w rzeczywistości nie było z nim tak kolorowo - w końcu była pełnia.
Jak tam spotkanie z ojcem? - nieznacznie wydęła usta, wpadając w zadumę. Musiała niejako przetrawić to pytanie zastanawiając się od czego powinna zacząć. Dobrze? a może powinna wspomnieć z westchnieniem co się działo za zamkniętymi drzwiami Mulciber Manor.
Skinęła głową, gdy poprosił aby się wstrzymała i podążyła za nim wzrokiem, gdy poszedł witać się z pozostałymi.
Musiała przyznać przed sobą, że tu atmosfera była inna. Bardziej... życzliwa? Luźna? Pozbawiona tego kija, który nakazywał siedzieć prosto z zadartym nosem i wykreowanym uśmiechem. Było to ciut dziwne, ale jednocześnie niesamowicie komfortowe.
Obserwowała jak Malfoy przecina się z co innym gościem szybko rozumiejąc swój błąd, a raczej nieznajomość tutejszych zachowań. Była pewna, że prezenty będą po kolacji. Jakoś tak przypadkiem założyła, że w każdym domu jest tak samo i nie zapytała.
Gdy Baldwin do niej wrócił, niemal z marszu nieco się przysunęła, brakowało jej jego towarzystwa przez ostatnie godziny, potrzebowała ciut naładować baterie, pogrzać się w ciepełku jego dłoni i ciut zapomnieć o tym jak na niedawnym rodzinnym spotkaniu co jakiś czas wszyscy obrzucali się mięsem lub ciut bardziej wyrafinowanymi szpileczkami.
Mam coś dla ciebie - jej wzrok najpierw zatrzymał się na jego jasnym spojrzeniu, aby zaraz przesunąć się na pudełeczko. I mimo, że ta zawsze ma jakiś komentarz na końcu języka, tak teraz na widok kolczyków zabrakło jej słów.
Zamrugała, obserwując kolczyki z mieszanką podziwu i zdziwienia, bo chociaż dostawała od Baldwina prezenty już wcześniej, te nie były tak drogie, a to ewidentnie wyglądało drogo.
Zarejestrowała tekst o babce jednym uchem, zapisując tę informacje na późniejsze mini śledztwo. W końcu Lorraine wiedziała wszystko o tej rodzinie, a jej albumy wręcz wysypywały się z regałów, także na sto procent mogłaby nieco wylewniej przybliżyć jej kim była rzekoma babka.
Uniosła dłonie, układając je na policzkach Malfoya
-Są prześliczne, dziękuje - szepnęła, aby w kolejnej chwili delikatnie acz czule musnąć wargami jego usta, zawieszając na nich przez chwilę całą swoją uwagę - też cos dla ciebie mam... żebyś nie myślał że nie - zachichotała cicho - po prostu myślałam, że prezenty będą po kolacji... - dodała ciut zmieszana tym faktem. Następnym razem będzie wiedziała, aby dopytać.
Na powrót przeniosła wzrok na kolczyki, muskając opuszkami palców pudełeczko. W głowie już pisała list do Alexandra aby to mu się pochwalić jak cudownego ma chłopaka i posłuchać jak ten marudzi, że cieszy się jej szczęściem, ale żeby za bardzo nie odleciała, w dodatku przecież jest panną czystej krwi więc zasługuje blablabla... lubiła to, dlatego też tak często pisała, dzieląc się ciekawostkami ze swojego życia i chorymi przemyśleniami.
Zresztą jaki list, żaden list, już zaplanowała, że w najbliższym czasie ponownie wpadnie do Mulciber Manor i będzie tak długo nachylać do niego uszka, aż w końcu przestanie udawać, że nie widzi kolczyków.
-Wiesz... cieszę się, że ostatnie godziny Mabon spędzimy razem - wyznała, unosząc na niego wzrok. To był intensywny dzień, a Ona cieszyła się, że w końcu wróciła do domu, do miejsca gdzie nikt nie narzucał co może, czego nie, jaka powinna być. Wróciła do nieidealnych sztućców, roześmianej Fridy, uśmiechniętej Lorraine, która starała się aby wszystko wyglądało idealnie i Malfoya, którego w końcu miała na wyciągnięcie ręki.
Przeniosła wzrok na Lorraine, gdy ta postanowiła się odezwać do ogółu. Powiodła za nią spojrzeniem, a uśmiech sam zawitał na jej ustach.
-Wygląda na szczęśliwą... - szepnęła, a zaraz wyciągnęła w kierunku Malfoya dłoń, gdy Lorraine wspomniała o modlitwie. No bo przecież zawsze trzymali się za łapki podczas modlitwy, nie? Więc w jej umyśle inna opcja nie wchodziła w grę.
Gdy wróciła na swoje miejsce jej ślepia zastygły na Baldwinie, trzymał się całkiem nieźle, chociaż wiedziała, że w rzeczywistości nie było z nim tak kolorowo - w końcu była pełnia.
Jak tam spotkanie z ojcem? - nieznacznie wydęła usta, wpadając w zadumę. Musiała niejako przetrawić to pytanie zastanawiając się od czego powinna zacząć. Dobrze? a może powinna wspomnieć z westchnieniem co się działo za zamkniętymi drzwiami Mulciber Manor.
Skinęła głową, gdy poprosił aby się wstrzymała i podążyła za nim wzrokiem, gdy poszedł witać się z pozostałymi.
Musiała przyznać przed sobą, że tu atmosfera była inna. Bardziej... życzliwa? Luźna? Pozbawiona tego kija, który nakazywał siedzieć prosto z zadartym nosem i wykreowanym uśmiechem. Było to ciut dziwne, ale jednocześnie niesamowicie komfortowe.
Obserwowała jak Malfoy przecina się z co innym gościem szybko rozumiejąc swój błąd, a raczej nieznajomość tutejszych zachowań. Była pewna, że prezenty będą po kolacji. Jakoś tak przypadkiem założyła, że w każdym domu jest tak samo i nie zapytała.
Gdy Baldwin do niej wrócił, niemal z marszu nieco się przysunęła, brakowało jej jego towarzystwa przez ostatnie godziny, potrzebowała ciut naładować baterie, pogrzać się w ciepełku jego dłoni i ciut zapomnieć o tym jak na niedawnym rodzinnym spotkaniu co jakiś czas wszyscy obrzucali się mięsem lub ciut bardziej wyrafinowanymi szpileczkami.
Mam coś dla ciebie - jej wzrok najpierw zatrzymał się na jego jasnym spojrzeniu, aby zaraz przesunąć się na pudełeczko. I mimo, że ta zawsze ma jakiś komentarz na końcu języka, tak teraz na widok kolczyków zabrakło jej słów.
Zamrugała, obserwując kolczyki z mieszanką podziwu i zdziwienia, bo chociaż dostawała od Baldwina prezenty już wcześniej, te nie były tak drogie, a to ewidentnie wyglądało drogo.
Zarejestrowała tekst o babce jednym uchem, zapisując tę informacje na późniejsze mini śledztwo. W końcu Lorraine wiedziała wszystko o tej rodzinie, a jej albumy wręcz wysypywały się z regałów, także na sto procent mogłaby nieco wylewniej przybliżyć jej kim była rzekoma babka.
Uniosła dłonie, układając je na policzkach Malfoya
-Są prześliczne, dziękuje - szepnęła, aby w kolejnej chwili delikatnie acz czule musnąć wargami jego usta, zawieszając na nich przez chwilę całą swoją uwagę - też cos dla ciebie mam... żebyś nie myślał że nie - zachichotała cicho - po prostu myślałam, że prezenty będą po kolacji... - dodała ciut zmieszana tym faktem. Następnym razem będzie wiedziała, aby dopytać.
Na powrót przeniosła wzrok na kolczyki, muskając opuszkami palców pudełeczko. W głowie już pisała list do Alexandra aby to mu się pochwalić jak cudownego ma chłopaka i posłuchać jak ten marudzi, że cieszy się jej szczęściem, ale żeby za bardzo nie odleciała, w dodatku przecież jest panną czystej krwi więc zasługuje blablabla... lubiła to, dlatego też tak często pisała, dzieląc się ciekawostkami ze swojego życia i chorymi przemyśleniami.
Zresztą jaki list, żaden list, już zaplanowała, że w najbliższym czasie ponownie wpadnie do Mulciber Manor i będzie tak długo nachylać do niego uszka, aż w końcu przestanie udawać, że nie widzi kolczyków.
-Wiesz... cieszę się, że ostatnie godziny Mabon spędzimy razem - wyznała, unosząc na niego wzrok. To był intensywny dzień, a Ona cieszyła się, że w końcu wróciła do domu, do miejsca gdzie nikt nie narzucał co może, czego nie, jaka powinna być. Wróciła do nieidealnych sztućców, roześmianej Fridy, uśmiechniętej Lorraine, która starała się aby wszystko wyglądało idealnie i Malfoya, którego w końcu miała na wyciągnięcie ręki.
Przeniosła wzrok na Lorraine, gdy ta postanowiła się odezwać do ogółu. Powiodła za nią spojrzeniem, a uśmiech sam zawitał na jej ustach.
-Wygląda na szczęśliwą... - szepnęła, a zaraz wyciągnęła w kierunku Malfoya dłoń, gdy Lorraine wspomniała o modlitwie. No bo przecież zawsze trzymali się za łapki podczas modlitwy, nie? Więc w jej umyśle inna opcja nie wchodziła w grę.