28.11.2025, 19:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.11.2025, 22:36 przez Benjy Fenwick.)
Spojrzałem na nią z tym zmęczonym, rozmiękczonym spojrzeniem - takim, które mówiło „słyszę cię, ale nie gwarantuję, że mózg przetwarza to w ludzkim tempie”. Ona wyglądała jak człowiek po ciężkiej nocy, ja wyglądałem jak przypadek kliniczny, którego trzeba zaciągnąć pod ramię do pierwszego uzdrowiciela, zanim zacznie mu odpadać coś ważnego. Ona gadała dalej, a ja siedziałem pod tą gruszą jak stary pies, który wiedział, że trzeba jeszcze kawałek iść, ale najchętniej zrobiłby w tym miejscu norę i umarł. Nie byliśmy tacy sami.
- Koszystaj, micuță, jak świat ci coś daje, to biesz, zanim zmieni zdanie. - Spojrzałem na nią spod półprzymkniętych powiek, takim wzrokiem człowieka, który już zużył dziś cały zapas ostrego, chamskiego sprzeciwu i teraz zostało mu tylko „no, dobra, rób co chcesz”, bo wiedziałem jedno - świat zawsze zmienia zdanie. Zawsze.
Kiedy rzuciła swoje „pierdol, pierdol, ja posłucham”, omal się nie uśmiechnąłem, to było… Dziwnie znajome, jakbyśmy znali się dłużej, niż faktycznie. Parsknąłem, naprawdę parsknąłem, spojrzałem na nią z czymś, co mogłoby w normalnych warunkach uchodzić za groźne spojrzenie, ale teraz było ledwie cieniem tego, co planowałem, po czym odwróciłem wzrok, bo nie chciałem, żeby widziała, jak to we mnie rezonuje, wolałem wyglądać na chama, niż na człowieka, który naprawdę ma coś w środku.
Potem wróciła do tarota. Zamrugałem, przechyliłem głowę, próbując złożyć logiczne trzy knuty do wróżenia, mimo że chuj się na tym znałem. Jej śmiech, ten krótki, prześmiewczy, sprawił, że mruknąłem coś pod nosem, czego nawet sam nie zrozumiałem. Alkohol robił ze mnie papkę, ale przynajmniej jeszcze mówiłem względnie składnie
- Ty byś została świetną wlószbitką. Wsystko splowadzasz do „jeden chuj”. - Brzmiało to prawie jak komplement. Parsknąłem krótkim, zmęczonym śmiechem, bolało, ale było warto.
A potem dobrała swoje dwie karty.
- Koleszka z pałką… - Powtórzyłem powoli, przesuwając palcem po ilustracji, rzeczywiście, wyglądał jak ktoś, kto zaraz zbiegnie z ganku i komuś wpierdoli. - No, cósz. Twój mąsz jest blondynem i ma pałę, w sensie… No, kij. Lószdszkę. - Faktycznie, przytaknąłem, nachyliłem się jeszcze trochę, wpatrywałem się w kartę, marszcząc czoło. - To pasuje, chociasz, jakby to zwiastowało twojego męsza, to chyba by miał większą. - Mruknąłem, z całkowitą powagą. - To wygląda balsiej jak jakiś… Gówniak s pielwszej klasy Hogwaltu, co udaje, sze jest glośny. Loise jak jest wkulwiony, to by ci tę pałkę wcisnął w lękę i kazał samą siebie pieldolnąś. Ma to po Colio. - Niezbyt mi wychodziło bycie delikatnym, ale trudno, nigdy nie udawałem, że potrafię.
Potem druga karta - Geraldine Greengrass-Yaxley wyciągnęła Cesarzową. Nawet ja to kurwa rozumiałem. Była w ciąży, więc karty robiły sobie z niej jaja. Piękna, pełna, bogata energia, karta, która - nawet ja wiedziałem - oznaczała siłę, płodność, bogactwo, kobiecość, sprawczość i cholerne… Życie. Otworzyłem drugie oko, patrząc na nią wymownie.
- Mose i się na tym nie znamy… Ale twoje kalty kszyczą „dasz ladę”. A moje „zamknij lyj i lusz dupę”. Zajebiście. Glatulacje. Talot cię lubi balsej nisz mnie. - I, co gorsza, wcale nie zabrzmiało to jak żart. Tylko czysta, zmęczona prawda. Wzruszyłem ramionami, mogliśmy dokończyć jeść gruszki i ruszyć dalej.
- Koszystaj, micuță, jak świat ci coś daje, to biesz, zanim zmieni zdanie. - Spojrzałem na nią spod półprzymkniętych powiek, takim wzrokiem człowieka, który już zużył dziś cały zapas ostrego, chamskiego sprzeciwu i teraz zostało mu tylko „no, dobra, rób co chcesz”, bo wiedziałem jedno - świat zawsze zmienia zdanie. Zawsze.
Kiedy rzuciła swoje „pierdol, pierdol, ja posłucham”, omal się nie uśmiechnąłem, to było… Dziwnie znajome, jakbyśmy znali się dłużej, niż faktycznie. Parsknąłem, naprawdę parsknąłem, spojrzałem na nią z czymś, co mogłoby w normalnych warunkach uchodzić za groźne spojrzenie, ale teraz było ledwie cieniem tego, co planowałem, po czym odwróciłem wzrok, bo nie chciałem, żeby widziała, jak to we mnie rezonuje, wolałem wyglądać na chama, niż na człowieka, który naprawdę ma coś w środku.
Potem wróciła do tarota. Zamrugałem, przechyliłem głowę, próbując złożyć logiczne trzy knuty do wróżenia, mimo że chuj się na tym znałem. Jej śmiech, ten krótki, prześmiewczy, sprawił, że mruknąłem coś pod nosem, czego nawet sam nie zrozumiałem. Alkohol robił ze mnie papkę, ale przynajmniej jeszcze mówiłem względnie składnie
- Ty byś została świetną wlószbitką. Wsystko splowadzasz do „jeden chuj”. - Brzmiało to prawie jak komplement. Parsknąłem krótkim, zmęczonym śmiechem, bolało, ale było warto.
A potem dobrała swoje dwie karty.
- Koleszka z pałką… - Powtórzyłem powoli, przesuwając palcem po ilustracji, rzeczywiście, wyglądał jak ktoś, kto zaraz zbiegnie z ganku i komuś wpierdoli. - No, cósz. Twój mąsz jest blondynem i ma pałę, w sensie… No, kij. Lószdszkę. - Faktycznie, przytaknąłem, nachyliłem się jeszcze trochę, wpatrywałem się w kartę, marszcząc czoło. - To pasuje, chociasz, jakby to zwiastowało twojego męsza, to chyba by miał większą. - Mruknąłem, z całkowitą powagą. - To wygląda balsiej jak jakiś… Gówniak s pielwszej klasy Hogwaltu, co udaje, sze jest glośny. Loise jak jest wkulwiony, to by ci tę pałkę wcisnął w lękę i kazał samą siebie pieldolnąś. Ma to po Colio. - Niezbyt mi wychodziło bycie delikatnym, ale trudno, nigdy nie udawałem, że potrafię.
Potem druga karta - Geraldine Greengrass-Yaxley wyciągnęła Cesarzową. Nawet ja to kurwa rozumiałem. Była w ciąży, więc karty robiły sobie z niej jaja. Piękna, pełna, bogata energia, karta, która - nawet ja wiedziałem - oznaczała siłę, płodność, bogactwo, kobiecość, sprawczość i cholerne… Życie. Otworzyłem drugie oko, patrząc na nią wymownie.
- Mose i się na tym nie znamy… Ale twoje kalty kszyczą „dasz ladę”. A moje „zamknij lyj i lusz dupę”. Zajebiście. Glatulacje. Talot cię lubi balsej nisz mnie. - I, co gorsza, wcale nie zabrzmiało to jak żart. Tylko czysta, zmęczona prawda. Wzruszyłem ramionami, mogliśmy dokończyć jeść gruszki i ruszyć dalej.
Koniec sesji
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)