29.11.2025, 10:19 ✶
Gdyby nie pożar w Lodynie, to w ogóle pewnie nie byłoby tego Mabon. Do tej pory Mulciberowie nie trzymali się razem. To była duża rodzina, podobnie jak Lestrange czy inne wspaniałe rody. Wiele linii krzyżowało się ze sobą, ale tak samo wiele odchodziło od siebie - gdyby zebrać wszystkich Mulciberów w jednym pomieszczeniu, to kto wie, czy Mulciber Manor by ich pomieścił? Do tej pory każdy spędzał czas z tą najbliższą rodziną. Mama, ojciec, czasem dziadkowie. Dzieci. Wnuki... Wnuki jeszcze nie.
- Przymierzę jeszcze tamte- odpowiedziała Richardowi, okręcając się na obcasie. - Może pan podać tamte?
Nie zdążyła dokończyć zdania, a pierwszy but z wybranych przez Charlotte par podpłynął miękko w powietrzu prosto w jej dłonie. Charlie usiadła i zmieniła jednego, potem drugiego buta. Chwilę siedziała na pufie, wpatrując się w czerń skóry. Milczała, jakby się nad czymś zastanawiała. Ruszała jednocześnie palcami, jakby chciała się upewnić, że rozmiar był dobry.
Mimowolnie Charlotte pomyślała o matce. Znowu. Jej imię kojarzyło się z dwoma skrajnościami: zapachem świeżo świętych kwiatów i chłodnym, nieprzejednanym tonem, zdolnym zamrozić w miejscu każdą radość. Ich ostatnia kłótnia tak szybko eskalowała do wrzasków, które obnażyły lata ukrytych żalów, że teraz zastanawiała się, jak matka spędzi Mabon. Ty nigdy mnie nie słuchasz, Charlotte. Zawsze musiałaś iść własną drogą — te słowa, wypowiedziane tak dawno temu z wściekłością, pobrzmiewały w jej uszach, jak złowieszczy refren. Czy to była prawda? A może matka widziała w niezależności córki jedynie lustrzane odbicie własnych, niespełnionych pragnień? Co prawda wyszła za mąż z miłości, lecz Charlotte miała nieodparte wrażenie, że ciąża jej matki sprawiła, że kariera kobiety wyhamowała. Czy mogła ją obwiniać za to wszystko? Ale jeżeli tak, to dlaczego uparcie starała się lepić Lotte jak gliniane naczynie, na swoje podobieństwo? Nie rozumiała tego, tak samo jak tego, że trzymała ją z daleka od części rodziny. Cóż, patrząc na zachowanie Alexandra, to się nie dziwiła za bardzo. Według niej był po prostu chamem i tyle. Ale reszta? Mimowolnie spojrzała na Richarda i uśmiechnęła się do niego, wstając. Dobrze, że miała własny rozum i starała się odbudować to, co zostało naruszone.
- Te są idealne - powiedziała w końcu, przechodząc kilka kroków. Faktycznie nie różniły się zbytnio od tamtej poprzedniej pary, ale nosiło się je dużo lepiej. Palce miały więcej miejsca po bokach, a obcas był minimalnie niższy, a przez to podeszwa stopy nie odczuwała aż takiego dyskomfortu. Były także bardzo uniwersalne, więc na pewno użyje ich nie raz, i nie dwa. - Weźmiemy te.
Zwróciła się do chłopaka, z powrotem siadając i sięgając do zapięcia butów. Ostrożnie zsuwała je ze stóp - nagle wydała się jakaś taka nieobecna.
- Rick, jak myślisz: dlaczego tak nagle dostaliśmy zaproszenia na Mabon? - zapytała w końcu, cicho, korzystając z faktu, że sprzedawca poszedł sfinalizować sprzedaż i zapakować buty. - Ma to jakiś związek z pożarami? A może stało się coś złego?
Była odrobinę podejrzliwa, bo do tej pory nie uczestniczyła w tego typu uroczystościach. Ciężko było ją winić, że uznawała to wszystko za niespotykane, prawda? Nie była szczególnie podejrzliwa, lecz nadal to było w jej opinii niecodzienne.
@Richard Mulciber
- Przymierzę jeszcze tamte- odpowiedziała Richardowi, okręcając się na obcasie. - Może pan podać tamte?
Nie zdążyła dokończyć zdania, a pierwszy but z wybranych przez Charlotte par podpłynął miękko w powietrzu prosto w jej dłonie. Charlie usiadła i zmieniła jednego, potem drugiego buta. Chwilę siedziała na pufie, wpatrując się w czerń skóry. Milczała, jakby się nad czymś zastanawiała. Ruszała jednocześnie palcami, jakby chciała się upewnić, że rozmiar był dobry.
Mimowolnie Charlotte pomyślała o matce. Znowu. Jej imię kojarzyło się z dwoma skrajnościami: zapachem świeżo świętych kwiatów i chłodnym, nieprzejednanym tonem, zdolnym zamrozić w miejscu każdą radość. Ich ostatnia kłótnia tak szybko eskalowała do wrzasków, które obnażyły lata ukrytych żalów, że teraz zastanawiała się, jak matka spędzi Mabon. Ty nigdy mnie nie słuchasz, Charlotte. Zawsze musiałaś iść własną drogą — te słowa, wypowiedziane tak dawno temu z wściekłością, pobrzmiewały w jej uszach, jak złowieszczy refren. Czy to była prawda? A może matka widziała w niezależności córki jedynie lustrzane odbicie własnych, niespełnionych pragnień? Co prawda wyszła za mąż z miłości, lecz Charlotte miała nieodparte wrażenie, że ciąża jej matki sprawiła, że kariera kobiety wyhamowała. Czy mogła ją obwiniać za to wszystko? Ale jeżeli tak, to dlaczego uparcie starała się lepić Lotte jak gliniane naczynie, na swoje podobieństwo? Nie rozumiała tego, tak samo jak tego, że trzymała ją z daleka od części rodziny. Cóż, patrząc na zachowanie Alexandra, to się nie dziwiła za bardzo. Według niej był po prostu chamem i tyle. Ale reszta? Mimowolnie spojrzała na Richarda i uśmiechnęła się do niego, wstając. Dobrze, że miała własny rozum i starała się odbudować to, co zostało naruszone.
- Te są idealne - powiedziała w końcu, przechodząc kilka kroków. Faktycznie nie różniły się zbytnio od tamtej poprzedniej pary, ale nosiło się je dużo lepiej. Palce miały więcej miejsca po bokach, a obcas był minimalnie niższy, a przez to podeszwa stopy nie odczuwała aż takiego dyskomfortu. Były także bardzo uniwersalne, więc na pewno użyje ich nie raz, i nie dwa. - Weźmiemy te.
Zwróciła się do chłopaka, z powrotem siadając i sięgając do zapięcia butów. Ostrożnie zsuwała je ze stóp - nagle wydała się jakaś taka nieobecna.
- Rick, jak myślisz: dlaczego tak nagle dostaliśmy zaproszenia na Mabon? - zapytała w końcu, cicho, korzystając z faktu, że sprzedawca poszedł sfinalizować sprzedaż i zapakować buty. - Ma to jakiś związek z pożarami? A może stało się coś złego?
Była odrobinę podejrzliwa, bo do tej pory nie uczestniczyła w tego typu uroczystościach. Ciężko było ją winić, że uznawała to wszystko za niespotykane, prawda? Nie była szczególnie podejrzliwa, lecz nadal to było w jej opinii niecodzienne.
@Richard Mulciber