Lekko pokręciła głową, patrząc ciągle na Laurenca.
– Wiem, to chyba lepiej, że jest we Francji – była pewna, że kuzyn tęskni za synem, ale przynajmniej nie musiał się o niego martwić aż tak bardzo, gdyby był tu na miejscu, gdzie oni wszyscy sprzątali wciąż bałagan po tamtej okropnej nocy. Dwa tygodnie to było jednak trochę za mało…
Praca była tylko zagajeniem tematu, zburzeniem murów niezręczności i lodów obcości. Dawno nie widzieli się w takim składzie, nie zawsze było wiadomo jak tę rozmowę zacząć, by potem przeszła gładko, a Victoria nie była przesadną gadułą. To znaczy… Potrafiła mówić sporo, zwłaszcza na tematy, które żywo kręciły się w jej głowie, lecz dzisiaj przy tej kolacji, gdzie widziało się twarze członków rodziny, których nie miała okazji oglądać od miesięcy, czasami słowa więzły w gardle. Ta praca była pomostem, wyciągnięciem ręki, jakby chciała powiedzieć „hej, nie jesteście sami”.
– Obawiam się, że u nas lepiej nie jest. Jakby nie to, że też potrzebuję jednak spać, to bym pewnie nie wychodziła z pracy – ale przecież potrzebowała. I potrzebowała też odpocząć, ale nie miała na to za wiele czasu. Tego dla siebie znaczy się – dzisiaj był chyba pierwszy dzień, który miała cały dla siebie, bo w poprzednie ciągle coś się działo. Oprócz dzisiejszego świętowania, to po drodze zaliczyła jeszcze pogrzeb, ale to też… Z munduru w sukienkę, nie miała wiele więcej czasu.
Miała jakieś pojęcie o tym, co robią w Departamencie Tajemnic, bo tuż przed Spaloną Nocą złożyła oficjalne podanie, by dopuszczoną ją do zespołu, który badał Polanę Ognisk. Czekała ciągle na odpowiedź, a choć zgodę szefowej biura aurorów miała, to domyślała się, że noc, która spopieliła tak wielką część Anglii, mogła trochę wstrzymać decyzję szefa Departamentu Tajemnic.
– Hmm, dobrze. Jest jeszcze trochę miejsca, to nie jest ciasna klitka – w przeciwieństwie do Rodolphusa, swojego głosu wcale nie ściszyła, mówiła tak samo jak wcześniej. Była w stanie dać dziewczynom osobne pokoje, każda miała swój. Mogły też dowolnie korzystać z jej rzeczy, Victoria nie miała nic przeciwko, tym bardziej, że i tak w większości tych dni paradowała w mundurze. – Myślałam, że przyjdą, chociaż Daphne nie była pewna, czy nie będzie potrzebna w pracy. Miałam jeszcze coś do załatwienia wcześniej, więc się minęłyśmy – przyznała zresztą, zerkając kątem oka na swoją matkę, która zdawała się nie słyszeć tematu. Albo tak dobrze udawała. Prim za to nie mówiła nic, że zjawić się nie będzie mogła, więc prawdę powiedziawszy Victoria faktycznie była zaskoczona jej nieobecnością. – Byłam w Dolinie Godryka – dodała za to i sięgnęła po swój puchar z winem. – Ktoś się świetnie bawił na zgliszczach – nie planowała tematu poruszać tak prędko, ale… samo się nawinęło.
// Kolejka do 5.12 do 23:59.