30.11.2025, 00:42 ✶
Szorstka sierść ocierała mi się o dłonie, kiedy drapałem psy pod brodą i za uszami, próbując ogarnąć wszystkie naraz. Jeden z nich pchnął mnie łapą w ramię tak mocno, że prawie usiadłem w stercie liści, a drugi próbował wcisnąć mi nos pod płaszcz. Parsknąłem śmiechem - naprawdę śmiechem, chociaż stłumionym - i to było ostatnie, czego jeszcze parę dni temu ktokolwiek mógłby się po mnie spodziewać, ponownie - zwłaszcza na trzeźwo. Nie byłem ponury z natury, ale ostatnie wydarzenia dosyć mocno dały mi popalić, czułem się przytłoczony, teraz to wszystko zniknęło, niczym za machnięciem różdżki.
Podniosłem głowę dopiero wtedy, kiedy poczułem, że psy zmieniły kierunek zainteresowania, jeszcze krążyły wokół mnie, parskały, szturchały mnie nosami, ale one też coś wyczuły, bo w sekundę później dwa z nich zerknęły za mnie, jakby chciały mi subtelnie zasugerować, że nie byłem tu już jedynym człowiekiem, machnęły ogonami mniej chaotycznie, zwróciły pyski w jedną stronę, jakby nagle przypomniały sobie - albo raczej mi - że mają jeszcze swoją zdecydowanie ulubioną osobę na świecie.
Podniosłem wzrok, odgarnąłem włosy z czoła, a kiedy ją zobaczyłem, coś we mnie niemal słyszalnie przeskoczyło na inne tory. Geraldine - stała, z tym swoim lekko przekrzywionym uśmiechem, który nie zdarzał się często, a już na pewno nie przy moim widoku… Kiedyś. Teraz? Wyglądała, jakby naprawdę była zadowolona, że mnie widzi, a to samo w sobie było warte uwagi. Rumunia ją zmieniła, mnie zresztą też.
- Gelda. - Powiedziałem krótko, ale z tym lekkim uniesieniem brwi, które rzadko komukolwiek oferowałem. Psy zawyły radośnie, jakby potwierdzały, że właśnie to im chodziło po głowie, kręciły się jeszcze chwilę wokół moich nóg, jakby nie mogły zdecydować, czy nadal chcą mojej uwagi, czy jednak powinny udawać, że są poważnymi, odpowiedzialnymi stworzeniami, skoro pojawiła się ich pani.
Poprawiłem się z kucnięcia do pełnej pozycji, otrzepując dłonie o płaszcz. Ruszyłem w jej stronę, spokojnie, bez pośpiechu, pozwalając, by psy poruszały się razem ze mną, jak osobista eskorta. Podszedłem w jej stronę powoli, swobodnie, jeszcze z tym lekko idiotycznym półuśmiechem, który ani na moment nie chciał mi zejść z twarzy, choć naprawdę się starałem. Zatrzymałem się przed nią, w komfortowej odległości, wciąż czując na sobie ogony obijające się o moje łydki.
- Dzięki, sze znalazłaś czas. - Powiedziałem to spokojnie, ale w głosie czuć było, że nie stoję dziś w swoim zwykłym cichym, ponurym nastroju. - Wiem, sze masz telas spolo na głowie po powlosie. - Zmrużyłem lekko oczy, przyglądając się jej wyrazowi twarzy, Rumunia najwyraźniej przyniosła jej więcej zmian, niż przypuszczałem.
Podniosłem głowę dopiero wtedy, kiedy poczułem, że psy zmieniły kierunek zainteresowania, jeszcze krążyły wokół mnie, parskały, szturchały mnie nosami, ale one też coś wyczuły, bo w sekundę później dwa z nich zerknęły za mnie, jakby chciały mi subtelnie zasugerować, że nie byłem tu już jedynym człowiekiem, machnęły ogonami mniej chaotycznie, zwróciły pyski w jedną stronę, jakby nagle przypomniały sobie - albo raczej mi - że mają jeszcze swoją zdecydowanie ulubioną osobę na świecie.
Podniosłem wzrok, odgarnąłem włosy z czoła, a kiedy ją zobaczyłem, coś we mnie niemal słyszalnie przeskoczyło na inne tory. Geraldine - stała, z tym swoim lekko przekrzywionym uśmiechem, który nie zdarzał się często, a już na pewno nie przy moim widoku… Kiedyś. Teraz? Wyglądała, jakby naprawdę była zadowolona, że mnie widzi, a to samo w sobie było warte uwagi. Rumunia ją zmieniła, mnie zresztą też.
- Gelda. - Powiedziałem krótko, ale z tym lekkim uniesieniem brwi, które rzadko komukolwiek oferowałem. Psy zawyły radośnie, jakby potwierdzały, że właśnie to im chodziło po głowie, kręciły się jeszcze chwilę wokół moich nóg, jakby nie mogły zdecydować, czy nadal chcą mojej uwagi, czy jednak powinny udawać, że są poważnymi, odpowiedzialnymi stworzeniami, skoro pojawiła się ich pani.
Poprawiłem się z kucnięcia do pełnej pozycji, otrzepując dłonie o płaszcz. Ruszyłem w jej stronę, spokojnie, bez pośpiechu, pozwalając, by psy poruszały się razem ze mną, jak osobista eskorta. Podszedłem w jej stronę powoli, swobodnie, jeszcze z tym lekko idiotycznym półuśmiechem, który ani na moment nie chciał mi zejść z twarzy, choć naprawdę się starałem. Zatrzymałem się przed nią, w komfortowej odległości, wciąż czując na sobie ogony obijające się o moje łydki.
- Dzięki, sze znalazłaś czas. - Powiedziałem to spokojnie, ale w głosie czuć było, że nie stoję dziś w swoim zwykłym cichym, ponurym nastroju. - Wiem, sze masz telas spolo na głowie po powlosie. - Zmrużyłem lekko oczy, przyglądając się jej wyrazowi twarzy, Rumunia najwyraźniej przyniosła jej więcej zmian, niż przypuszczałem.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)