30.11.2025, 17:14 ✶
Mądry Borgin po szkodzie. Gdyby tylko wcześniej wiedział, że ten próg tutaj jest... to i tak by nic z tym faktem nie zrobił, bo zapewne by się o niego potknął. Dobrze było jednak wiedzieć, że Baldwin podzielał jego opinię w kwestii tego cholerstwa, które na pewno psuło krew większości klientów tego zacnego przybytku.
W głowie Stanleya zrodził się pewien plan. Można by zapytać jaki? A to było akurat bardzo proste - kurwa sprytny. Jeżeli jeszcze raz przyjdzie im - jemu - potknąć się o to dziadostwo to przyjdą w nocy z Mewką i to wymontują. Tak właśnie zrobią.
Pozostało tylko przekonać swoją siostrę do tego planu i będą mogli przejść do jego realizacji.
Lorraine nie była tak łaskawa jak drugi z Malfoyów. Od razu zaczęła zadawać pytania odnośnie pochodzenia trunku, a podobno darowanej flaszce nie patrzyło się w dno... czy jakoś tak to było. Nie mniej jednak, Borgin sprawnie wymijał jej pytania, bo nie chciał przyznać się w jaki sposób zdobył w posiadanie ów przedmiot. To musiało pozostać między nim, a jego wspólnikami - zwłaszcza, że jedna wspólniczka była na sali.
Scarlett? Rodzinne powiązania? Zdziwił się. Nie kojarzył jej z Borginów, którzy byli jego "główną" rodziną. Nie kojarzył jej też z Mulciberów, którzy przyznawali się do niego wtedy kiedy czegoś potrzebowali. Mimowolnie posłał krótkie spojrzenie Maeve, ściagając jej wzrok w kierunku Scarlett. Przez chwilę wpatrywał się w Changównę jakby chciał się jej zapytać - "To też nasza siostra? Czy Robert za pomocą swoich jaj zapłodnił cały kraj?". To jednak było pytanie na które nie znali odpowiedzi.
W odpowiednim czasie i przy odpowiedniej możliwości zapewne o to zapyta.
Kiedy zaś Lorraine wsadziła czapę na głowę Stanleya, a jego szyję owinęła szalikiem, Borgin pokręcił głową z niedowierzaniem. Nie zapomniał jednak podziękować, wszak był to piękny prezent. Tak piękny, że nie miał zamiaru go ściągać i siedział w nim dalej - zarówno czapce, jak i w szaliku.
Bez trudu dostrzegł też, że bukiet ogórków zrobił piorunujące wrażenie na Fridzie, chociaż pluszowy nietoperz też był niczego sobie. O ile był to całkiem oryginalny bukiet, tak Stanley był pewien, że najmłodsza z dam zapamięta go do końca życia. W końcu nie dostawało się bukietu z kwiatów ogórka nacodzień.
- Nie ważne jaki kolor. Ważne aby sponiewierało - przypomniał Maeve, bo mogła zapomnieć - Tylko musimy z umiarem - zakomunikował. Byli w gościach i nie wypadało tutaj odgrywać sequeal Chińskich Bajek, bo nie wszyscy mogli być na to gotowi.
- Ale jak się okaże, że to sponiewiera fest to mnie odwieziesz, ok? - upewnił się jeszcze, spoglądając na "Chinkę". Mewka to miała dobrze. Mogła się napić, a później jeszcze była w stanie się prowadzić przez miasto i wszystko pamiętać. To była dopiero prawdziwa sztuka!
- Doceniam. Dziękuje - podziękował raz jeszcze za wspaniały trunek i odstawił go dumnie obok swojego miejsca.
Necronomicon przypominał powoli targ, bo działo się tutaj bardzo wiele. Nie było żadnego ładu i składu, a rozwijał się chaos w czystej postaci.
Flint wygłaszał mowę, Maeve dostała nietoperzem od Fridy. Lorraine to chyba chciała się modlić, a Scarlett chciała ją złapać za dłoń? Baldwin sięgał do szafki po szklanki? Peregrinusa to chyba wszystko przerosło, a Stanley próbował ogarnąć co tu się w ogóle dzieje. Trzymajcie się w tym Necronomiconie.
Na oskarżenia od CSI Szanghaj uniósł tylko dłonie do góry i odpowiedział półszeptem - nic nie widziałem, a nawet jeżeli widziałem to nie pamiętam. Nie mniej jednak poczuł się zdradzony, bo Mewka uciekła od tych sekciarskich spraw i zostawiła go samego na pastwę losu. Borgin miał tyle wspólnego z jakąkolwiek religią co Maeve z Chinami - całe nic.
- Baldwinie. To może coś tam rzeczywiście wypijemy, bo o suchym pysku to tutaj zwariujemy - zapytał po cichu, kierując swoje słowa do młodzieńca. Oczywiście była to tylko propozycja, a nie porada finansowa, więc w razie czego - nie mógł go o nic oskarżyć.
W głowie Stanleya zrodził się pewien plan. Można by zapytać jaki? A to było akurat bardzo proste - kurwa sprytny. Jeżeli jeszcze raz przyjdzie im - jemu - potknąć się o to dziadostwo to przyjdą w nocy z Mewką i to wymontują. Tak właśnie zrobią.
Pozostało tylko przekonać swoją siostrę do tego planu i będą mogli przejść do jego realizacji.
Lorraine nie była tak łaskawa jak drugi z Malfoyów. Od razu zaczęła zadawać pytania odnośnie pochodzenia trunku, a podobno darowanej flaszce nie patrzyło się w dno... czy jakoś tak to było. Nie mniej jednak, Borgin sprawnie wymijał jej pytania, bo nie chciał przyznać się w jaki sposób zdobył w posiadanie ów przedmiot. To musiało pozostać między nim, a jego wspólnikami - zwłaszcza, że jedna wspólniczka była na sali.
Scarlett? Rodzinne powiązania? Zdziwił się. Nie kojarzył jej z Borginów, którzy byli jego "główną" rodziną. Nie kojarzył jej też z Mulciberów, którzy przyznawali się do niego wtedy kiedy czegoś potrzebowali. Mimowolnie posłał krótkie spojrzenie Maeve, ściagając jej wzrok w kierunku Scarlett. Przez chwilę wpatrywał się w Changównę jakby chciał się jej zapytać - "To też nasza siostra? Czy Robert za pomocą swoich jaj zapłodnił cały kraj?". To jednak było pytanie na które nie znali odpowiedzi.
W odpowiednim czasie i przy odpowiedniej możliwości zapewne o to zapyta.
Kiedy zaś Lorraine wsadziła czapę na głowę Stanleya, a jego szyję owinęła szalikiem, Borgin pokręcił głową z niedowierzaniem. Nie zapomniał jednak podziękować, wszak był to piękny prezent. Tak piękny, że nie miał zamiaru go ściągać i siedział w nim dalej - zarówno czapce, jak i w szaliku.
Bez trudu dostrzegł też, że bukiet ogórków zrobił piorunujące wrażenie na Fridzie, chociaż pluszowy nietoperz też był niczego sobie. O ile był to całkiem oryginalny bukiet, tak Stanley był pewien, że najmłodsza z dam zapamięta go do końca życia. W końcu nie dostawało się bukietu z kwiatów ogórka nacodzień.
- Nie ważne jaki kolor. Ważne aby sponiewierało - przypomniał Maeve, bo mogła zapomnieć - Tylko musimy z umiarem - zakomunikował. Byli w gościach i nie wypadało tutaj odgrywać sequeal Chińskich Bajek, bo nie wszyscy mogli być na to gotowi.
- Ale jak się okaże, że to sponiewiera fest to mnie odwieziesz, ok? - upewnił się jeszcze, spoglądając na "Chinkę". Mewka to miała dobrze. Mogła się napić, a później jeszcze była w stanie się prowadzić przez miasto i wszystko pamiętać. To była dopiero prawdziwa sztuka!
- Doceniam. Dziękuje - podziękował raz jeszcze za wspaniały trunek i odstawił go dumnie obok swojego miejsca.
Necronomicon przypominał powoli targ, bo działo się tutaj bardzo wiele. Nie było żadnego ładu i składu, a rozwijał się chaos w czystej postaci.
Flint wygłaszał mowę, Maeve dostała nietoperzem od Fridy. Lorraine to chyba chciała się modlić, a Scarlett chciała ją złapać za dłoń? Baldwin sięgał do szafki po szklanki? Peregrinusa to chyba wszystko przerosło, a Stanley próbował ogarnąć co tu się w ogóle dzieje. Trzymajcie się w tym Necronomiconie.
Na oskarżenia od CSI Szanghaj uniósł tylko dłonie do góry i odpowiedział półszeptem - nic nie widziałem, a nawet jeżeli widziałem to nie pamiętam. Nie mniej jednak poczuł się zdradzony, bo Mewka uciekła od tych sekciarskich spraw i zostawiła go samego na pastwę losu. Borgin miał tyle wspólnego z jakąkolwiek religią co Maeve z Chinami - całe nic.
- Baldwinie. To może coś tam rzeczywiście wypijemy, bo o suchym pysku to tutaj zwariujemy - zapytał po cichu, kierując swoje słowa do młodzieńca. Oczywiście była to tylko propozycja, a nie porada finansowa, więc w razie czego - nie mógł go o nic oskarżyć.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972