30.11.2025, 19:03 ✶
Cios w szczękę nadszedł w momencie, w którym Jessie patrzył jeszcze na Henry'ego. Bolesne uderzenie pięścią trochę go ocuciło, zmuszając ciało do reakcji, a umysł do skupienia się. Zaklął w myślach. Skup się, kretynie, jeśli nie chcesz stracić zębów.
Drugi atak ćpuna nadszedł szybko, z kolejnym okrzykiem, podniesionym w tonie przez uśmiech zadowolenia, że udało mu się trafić dzieciaka. Tym razem Jessie zdołał uniknąć ciosu - pięść przeleciała łukiem nad jego głową. Wyprostował się i przywalił typowi najpierw w zęby, potem w brzuch. Ćpun zgiął się w pół, cios zmusił go do cofnięcia się, ale zaczął się prostować dość szybko, dysząc obrzydliwie.
-Blondyna, za tobą! - zawołał, kiedy dwóch następnych członków Brygady Ćpunów postanowiło się dołączyć.
Jeden zaszarżował na Henry'ego od tyłu, a drugi zamachnął się z boku Jessiego. Jasper zablokował jego pięść ramieniem, wymierzył cios w brzuch, kolejny w szczękę i z półobrotu kopnął podnoszącego się Obrońcę Tyłów.
Henry'emu szło całkiem dobrze, tak na szybki rzut oka, co nawet Jessiego ucieszyło, bo byłoby naprawdę słabo, gdyby Lockhart najpierw wkurzył ćpunów, a potem dawał sobie tak po prostu obić mordę.
-Ilu ich, kurwa, jest? - warknął, kiedy pojawiali się kolejni napastnicy.
Pojawienie się różdżek w ich rękach nie spodobało się Jessiemu. Nie tylko dlatego, że oznaczało to koniec typowej barowej bójki, w której przewaga liczebna, szybkość zadawania i unikania ciosów decydowały o wygranej, ale również dlatego, że rzucanie czarami w takim miejscu, jak bar, nie należało do najrozsądniejszych, kiedy wokół nich byli jeszcze inni ludzie. Mógł oberwać ktoś, kto nie powinien być wplatany w tę sytuację, albo się do bójki przyłączyć.
-To nawet się nie potrafią normalnie bić?
Barman, wciąż chroniony przez lichą tarczę w postaci baru, przerwał robienie drinków i przecieranie szkła i łypał na nich złowrogo, ale wciąż nie robił nic, by powstrzymać bijatykę. Frajer.
Drugi atak ćpuna nadszedł szybko, z kolejnym okrzykiem, podniesionym w tonie przez uśmiech zadowolenia, że udało mu się trafić dzieciaka. Tym razem Jessie zdołał uniknąć ciosu - pięść przeleciała łukiem nad jego głową. Wyprostował się i przywalił typowi najpierw w zęby, potem w brzuch. Ćpun zgiął się w pół, cios zmusił go do cofnięcia się, ale zaczął się prostować dość szybko, dysząc obrzydliwie.
-Blondyna, za tobą! - zawołał, kiedy dwóch następnych członków Brygady Ćpunów postanowiło się dołączyć.
Jeden zaszarżował na Henry'ego od tyłu, a drugi zamachnął się z boku Jessiego. Jasper zablokował jego pięść ramieniem, wymierzył cios w brzuch, kolejny w szczękę i z półobrotu kopnął podnoszącego się Obrońcę Tyłów.
Henry'emu szło całkiem dobrze, tak na szybki rzut oka, co nawet Jessiego ucieszyło, bo byłoby naprawdę słabo, gdyby Lockhart najpierw wkurzył ćpunów, a potem dawał sobie tak po prostu obić mordę.
-Ilu ich, kurwa, jest? - warknął, kiedy pojawiali się kolejni napastnicy.
Pojawienie się różdżek w ich rękach nie spodobało się Jessiemu. Nie tylko dlatego, że oznaczało to koniec typowej barowej bójki, w której przewaga liczebna, szybkość zadawania i unikania ciosów decydowały o wygranej, ale również dlatego, że rzucanie czarami w takim miejscu, jak bar, nie należało do najrozsądniejszych, kiedy wokół nich byli jeszcze inni ludzie. Mógł oberwać ktoś, kto nie powinien być wplatany w tę sytuację, albo się do bójki przyłączyć.
-To nawet się nie potrafią normalnie bić?
Barman, wciąż chroniony przez lichą tarczę w postaci baru, przerwał robienie drinków i przecieranie szkła i łypał na nich złowrogo, ale wciąż nie robił nic, by powstrzymać bijatykę. Frajer.