04.04.2023, 13:10 ✶
Terapeuci również potrzebowali terapii. Magipsychiatria bowiem, wbrew opiniom szerzonym w pewnych kręgach (gdyby w tym momencie dołączyła do nich Eden, obdarzyłby ją wymownym spojrzeniem, a później odwrócił wzrok, nie mogąc wytrzymać jej kontrataku) nie była wcale łatwą dziedziną uzdrowicielstwa. Począwszy od tego, że dla wielu wciąż choroby duszy stanowiły przywarę i nie mogły równać się z chorobami ciała, przez bezustanną presję i odpowiedzialność za swych pacjentów, po niewdzięczność, jaka z ich strony nierzadko spotykała Perseusa. Nie chodziło bowiem o kajanie się przed nim i oscentacyjne wręcz dziękowanie, ale byłby niezwykle rad, gdyby próby niesienia pomocy nie spotykały się z agresją wymierzoną w jego stronę. Wiedział jednak, że to niemożliwe i z pokorą przyjmował najbardziej kreatywne wyzwiska oraz uskakiwał przed lecącymi w jego stronę przedmiotami. Żywił względem swoich pacjentów niezwykłą cierpliwość, której niekiedy zdawało mu się brakować w prywatnych kontaktach. Zupełnie tak, jakby ktoś po wyjściu z Lecznicy przekręcał w jego głowie jakieś pokrętło i z emocjonalnie zdystansowanego lekarza zamieniał go w człowieka niezwykle wrażliwego oraz bezbronnego. Perseus tymczasem musiał odreagować - nie bez przyzyczyny obawiał się, że jeśli nie pozwoli sobie na wyrażenie swoich emocji w błahych sprawach codzienności, to wkrótce osiągną one punkt wrzenia i wybuchną w momencie, w którym nie będzie otoczony życzliwymi mu ludźmi, a na to nie mógł sobie pozwolić.
— Tak! — pokiwał głową rozentuzjazmowany, a zaraz potem na jego czole pojawiła się bruzda charakterystyczna dla stanu głębokiego zamyślenia. Tak, to o czym mówił miało sens. Perseus też nie odczuwał mrowienia w stopie, dopóki nie zdiagnozowano u niego petryfikacyjnych zaników nerwowych, ale o tym nie zamierzał wspominać kuzynowi.
Rzeczywiście, mina mu zrzedła. Wciąż miał przecież przed oczami widok matowych oczu Raphaëla wbitych w sufit, czuł chłód jego ciała i słoną wilgoć własnych łez, które ścierał ze skóry dawnego kochanka. Być może i pod koniec życia był zwykłą szumowiną, szantażującą Perseusa, lecz przecież nie zasługiwał na śmierć.
— Trupa — odparł zgodnie z prawdą i zaraz się roześmiał, sugerując swojemu rozmówcy, że on również żartuje. Salazar jeden wie, jak postąpiłby krewniak, gdyby dowiedział się o wydarzeniach, jakie przed rokiem miały miejsce w Paryżu. Afekt, którego pokłosie widoczne było w tym lonyńskim salonie w postaci przeraźliwej bladości młodego magipsychiatry. — Uczysz się tego od Eden? Bo muszę przyznać, że brzmiałeś całkiem przekonująco.
Napięcie opadło, a Percy opadł na fotel, zastanawiając się nad sensem słów Williama.
— Nie, chyba żadna nie jest zdrowa — ostrożnie przyznał mu racje, jakby w obawie, że za ścianą stoi sam Pollux Black, gotów skarcić go za wystawianie honoru rodziny na szwank. Prędko odgonił od siebie te dziwaczne myśli - ojcec przecież nie mógł kontrolować go nawet tutaj! — Ale... Czy rany na duszy, jakie z nich wynosimy, czynią z nas chorych z nienawiści do niższych klas? Czy pragniesz unicestwienia mugolaków, tylko dlatego, że twoi rodzice byli surowi? Wydaje mi się, że musiało być tym coś więcej. Przecież nikt nie rodzi sie potworem.
— Tak! — pokiwał głową rozentuzjazmowany, a zaraz potem na jego czole pojawiła się bruzda charakterystyczna dla stanu głębokiego zamyślenia. Tak, to o czym mówił miało sens. Perseus też nie odczuwał mrowienia w stopie, dopóki nie zdiagnozowano u niego petryfikacyjnych zaników nerwowych, ale o tym nie zamierzał wspominać kuzynowi.
Rzeczywiście, mina mu zrzedła. Wciąż miał przecież przed oczami widok matowych oczu Raphaëla wbitych w sufit, czuł chłód jego ciała i słoną wilgoć własnych łez, które ścierał ze skóry dawnego kochanka. Być może i pod koniec życia był zwykłą szumowiną, szantażującą Perseusa, lecz przecież nie zasługiwał na śmierć.
— Trupa — odparł zgodnie z prawdą i zaraz się roześmiał, sugerując swojemu rozmówcy, że on również żartuje. Salazar jeden wie, jak postąpiłby krewniak, gdyby dowiedział się o wydarzeniach, jakie przed rokiem miały miejsce w Paryżu. Afekt, którego pokłosie widoczne było w tym lonyńskim salonie w postaci przeraźliwej bladości młodego magipsychiatry. — Uczysz się tego od Eden? Bo muszę przyznać, że brzmiałeś całkiem przekonująco.
Napięcie opadło, a Percy opadł na fotel, zastanawiając się nad sensem słów Williama.
— Nie, chyba żadna nie jest zdrowa — ostrożnie przyznał mu racje, jakby w obawie, że za ścianą stoi sam Pollux Black, gotów skarcić go za wystawianie honoru rodziny na szwank. Prędko odgonił od siebie te dziwaczne myśli - ojcec przecież nie mógł kontrolować go nawet tutaj! — Ale... Czy rany na duszy, jakie z nich wynosimy, czynią z nas chorych z nienawiści do niższych klas? Czy pragniesz unicestwienia mugolaków, tylko dlatego, że twoi rodzice byli surowi? Wydaje mi się, że musiało być tym coś więcej. Przecież nikt nie rodzi sie potworem.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory