– Podejrzewam, że nie jest – zaśmiała się cicho, co mogło brzmieć nieco dziwnie w anturażu, jaki był ich tłem: popiół, dym i ognie piekielne. – Ja też nie znam nikogo żyjącego o tym imieniu. Zawsze powtarzałam, że mojego ojca poniosło, jak je wybierał – ale przy tym było to imię piękne, klasyczne, jak z bajki. Drugie imię, które jej nadali, było, prawdę mówiąc, nie lepsze, pochodziło od kolejnej królowej, ale tym razem Egiptu – i tak zwracano się do niej w jej rodzinnych stronach, ale tutaj, w Anglii, wolała jednak pierwsze imię. Nie brzmiało aż tak dziwacznie. – Guinevere, Ginevra, Gwen, Ginny… Jedno i to samo imię – może nie z zapisu, ale w wymowie było słychać zbieżności.
– Hmm, tak, wydaje mi się, że byłam wcześniej na Pokątnej – odpowiedziała mu, ale na tym kończyła się jej znajomość ulic. Tak jej się wydawało, bo słyszała, że Nora Nory jest gdzieś blisko, a miała wiedzę, że to jest właśnie na Pokątnej, ale w którą stronę poszła później… Tego nie wiedziała. Wszystko tu wyglądało tak samo.
Przyglądała się przez moment Oliverowi, po chwili rzuciła szybkie spojrzenie na boki, by upewnić się, że nadal są bezpieczni, lecz to rozglądanie się przerwały jego kolejne słowa. Na to McGonagall lekko odetchnęła i przysunęła się do mężczyzny, delikatnie przykładając cieple palce do jego brwi i kości policzkowych, lekko naciągając jego skórę – chciała się upewnić, że nie widzi tam żadnego odłamka szkła, który ugrzązł gdzieś w powiekach i ranił go. Ale nie. Nic nie widziała.
Sięgnęła za to po nieduży kubek do swojej skrzynki i spróbowała go napełnić wodą.
// Kształtowanie ◉◉◉○○ – strumień wody do kubka
Sukces!
A gdy to już zrobiła, to zmieniła pozycję, żeby klęknąć i nachylić się nad Oliverem, a nie siedzieć po prostu. Różdżkę odłożyła na schodek obok.
– Posłuchaj, muszę ci przepłukać oczy. Coś ci się mogło dostać pod powieki, a może to ten cholerny pył, jest wszędzie i drapie… Na pewno czujesz w gardle – mruknęła. – Nie wystrasz się, to tylko woda. Otwórz leciutko oczy – a kiedy to zrobił, to bezceremonialnie wylała mu trochę wody z kubeczka prosto na jedno oko, a potem na drugie. No chyba, że się opierał…