01.12.2025, 04:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.12.2025, 05:35 przez Lorraine Malfoy.)
Lorraine miała w dzieciństwie wiele marzeń. Marzenia były duże, chociaż ona była mała, a jednak, gdy dorosła, marzenia już niespecjalnie, bo przecież Lorraine wciąż marzy o tym samym. Czy jej marzenia zmalały czy urosły z wiekiem? Trudno powiedzieć. Mała Lorraine zawsze prosiła boginię Matkę o to, żeby mieć kochającą rodzinę, a patrząc na menażerię charakterów, jakie udało jej się zgromadzić w Necronomiconie, a także na to, co dzieje się na Mabon, jest bliższa niż kiedykolwiek spełnienia swego marzenia. Jeżeli mówimy jednak o rzeczach materialnych, Lorraine od dziecka życzyła sobie mieć na własność fortepian. Albo pianino, nie jest specjalnie wybredna pod tym względem. W każdym razie instrument. Byleby swój. Marzy o tym, odkąd jej rodzice sprzedali stary fortepian koncertowy, aby uregulować długi: doskonale odrestaurowany Broadwood z klawiszami z kości słoniowej, cenny nie przez prestiż marki, lecz przez wspomnienia zagubione pośród smyczków. To w końcu ten sam fortepian, na którym przygrywali jej w dzieciństwie piosenki matka i ojciec. Ten sam, na którym uczyła się wygrywać pierwsze nutki, zanim jeszcze nauczyła się czytać i pisać.
Czy jej marzenie o posiadaniu instrumentu się spełniło? O rany, długa jest to historia. Taki jeden obiecał jej kiedyś, że sprawi jej "najpiękniejsze pianino, jakie tylko się da, a potem zabije rzemieślników, żeby nikt już nie dostał drugiego takiego samego". No nie poszła z nim do łóżka, ale pokusa była silna, dzięki, Louvain, to było naprawdę ładne. O fortepianie fantazjowała odwiedzając w czerwcu innego zabijakę. "Czy mogę dotknąć twojego fortepianu?", spytała Umbriela. Hej, nie oceniajcie jej, przynajmniej spytała o zgodę! Nie wiem, co jest z tymi Śmierciożercami, ale instrument obiecał jej także Stanley, kiedy otwierał na Podziemnych Ścieżkach swój lokal, Głębinę. "Gwarantuję ci, że załatwimy jakieś pianino i..." – podrapał się po brodzie w zamyśle, wskazując po chwili jakieś miejsce w rogu sali – "postawimy je tam" – zapewnił, i nie rzucał w tym momencie słów na wiatr. Potem, na randce z Maeve, stojąca na balkonie Lorraine patrzyła, jak paru najebanych typów wyrzuca przez okno pianino lichwiarza, na którym wcześniej przygrywała ukochanej słodkie (i bardzo zbereźne) przyśpiewki. Równie słodkie były poezyje, jaka wyszły wówczas z ust Changówny. "Wykurwiaj, Romeo, bo cię zamknę w obszczanym fortepianie, a potem na niego wejdę i dam twojej wybrance powód do życia." Musicie przyznać, że nikt nie klnie równie melodyjnie, co Maeve. Gdzieś po drodze Lorraine przygrywała też na fortepianie w domu swojego przyjaciela, Anthony'ego Shafiqa. Grała też z Oleandrem, skądinąd również Shafiqiem, tyle że po kądzieli... Ale w końcu jej marzenie o posiadaniu własnego instrumentu się spełniło. Baldwin przytargał bowiem do Eurydyki zniszczone pianino, żeby wreszcie miała gdzie grać "ich ulubione utwory Saint-Saensa".
Czy jej marzenie o posiadaniu instrumentu się spełniło? O rany, długa jest to historia. Taki jeden obiecał jej kiedyś, że sprawi jej "najpiękniejsze pianino, jakie tylko się da, a potem zabije rzemieślników, żeby nikt już nie dostał drugiego takiego samego". No nie poszła z nim do łóżka, ale pokusa była silna, dzięki, Louvain, to było naprawdę ładne. O fortepianie fantazjowała odwiedzając w czerwcu innego zabijakę. "Czy mogę dotknąć twojego fortepianu?", spytała Umbriela. Hej, nie oceniajcie jej, przynajmniej spytała o zgodę! Nie wiem, co jest z tymi Śmierciożercami, ale instrument obiecał jej także Stanley, kiedy otwierał na Podziemnych Ścieżkach swój lokal, Głębinę. "Gwarantuję ci, że załatwimy jakieś pianino i..." – podrapał się po brodzie w zamyśle, wskazując po chwili jakieś miejsce w rogu sali – "postawimy je tam" – zapewnił, i nie rzucał w tym momencie słów na wiatr. Potem, na randce z Maeve, stojąca na balkonie Lorraine patrzyła, jak paru najebanych typów wyrzuca przez okno pianino lichwiarza, na którym wcześniej przygrywała ukochanej słodkie (i bardzo zbereźne) przyśpiewki. Równie słodkie były poezyje, jaka wyszły wówczas z ust Changówny. "Wykurwiaj, Romeo, bo cię zamknę w obszczanym fortepianie, a potem na niego wejdę i dam twojej wybrance powód do życia." Musicie przyznać, że nikt nie klnie równie melodyjnie, co Maeve. Gdzieś po drodze Lorraine przygrywała też na fortepianie w domu swojego przyjaciela, Anthony'ego Shafiqa. Grała też z Oleandrem, skądinąd również Shafiqiem, tyle że po kądzieli... Ale w końcu jej marzenie o posiadaniu własnego instrumentu się spełniło. Baldwin przytargał bowiem do Eurydyki zniszczone pianino, żeby wreszcie miała gdzie grać "ich ulubione utwory Saint-Saensa".