26.02.2023, 01:16 ✶
Coraz ciemniejsze chmury zbierały się nad czarodziejskim Londynem i tylko ignoranci mogli twierdzić, że przecież nic wielkiego się nie dzieje, wystarczy przeczekać, a po burzy zawsze wychodzi słońce, czy inne, pseudopocieszające frazesy. Sama Dani jak i jej współpracownicy również mieli pełne ręce roboty - kompletnie nie pamiętała jak to jest mieć spokojny, przyjemny dzień w pracy. Poza licznymi przypadkami klasycznych zranień i urazów, coraz to częściej miała styczność z nietypowymi przypadkami; nietrudno było domyślić się, że mogło być to powiązane ze wzmożoną aktywnością Śmierciożerców.
- Jasne, przepraszam. - zreflektowała się szybko, uświadamiając sobie, że takie szczegółowe pytania nie były odpowiednie. Mimo, że chciała wiedzieć więcej, nie zamierzała naciskać na Brennę, by wyśpiewała jej wszystko, łącznie z długofalowymi planami oraz listą zaangażowanych w działania ludzi. Poza brygadą uderzeniową, która była raczej jawnym tworem, było coś więcej. Coś, co być może miało szansę rozgonić te cholerne chmury. - W każdym razie... możesz przekazać komu trzeba, że jestem gotowa Was wspierać, jako uzdrowicielka. Zarówno na pełen etat jak i z doskoku. - dodała. Zależało jej, by odpowiednie jednostki wiedziały o jej chęci pomocy, by w razie nagłej potrzeby mogły zwrócić się do niej bezpośrednio.
Pokręciła z niezadowoleniem głową, pozwalając sobie na krótkie, dosyć teatralne westchnięcie.
- A trawa jest zielona, a śnieg biały. Serio Brenn, powiedziałam taką ładną sentencję, mogłaś po prostu przytaknąć i powiedzieć, że będziesz na siebie uważać. - stwierdziła.
Jako Longbottomówna, której matka nie pochodziła z rodu o krystalicznie czystym życiorysie, owszem, była na celowniku... ale nie bardziej niż przeciętny mugolak czy mugol. Nie śmiała użalać się nad sobą i swoim losem czy chować po kątach w bezpiecznym miejscu, podczas gdy na świecie było tyle ludzi w bezpośrednim zagrożeniu, którym miała możliwość realnie pomóc.
- Mam pogadać z Erikiem i Mavelle, czy dasz im znać? - zapytała, tym samym dosyć jasno określając swoje stanowisko co do pojawienia się na Beltaine. - Z zastrzeżeniem, że nie potrzebuję niańki. - dodała szybko.
Wszyscy jesteśmy w niebezpieczeństwie.
- W największym niebezpieczeństwie są niewinni czarodzieje pochodzenia mugolskiego. To ich przede wszystkim powinniśmy chronić.- zauważyła, wzruszając lekko ramionami. Na jej twarzy pojawił się ponury uśmiech. - Jestem Longbottom, Brenn, więc prędzej czy później i tak się narażę niewłaściwym ludziom, niezależnie od tego, co będę robiła. Jeżeli w tym wszystkim mogę być wsparciem... jest to poświęcenie, na które jestem gotowa.- dodała, posyłając jej nieco pogodniejszy od poprzedniego uśmiech.
- Jasne, przepraszam. - zreflektowała się szybko, uświadamiając sobie, że takie szczegółowe pytania nie były odpowiednie. Mimo, że chciała wiedzieć więcej, nie zamierzała naciskać na Brennę, by wyśpiewała jej wszystko, łącznie z długofalowymi planami oraz listą zaangażowanych w działania ludzi. Poza brygadą uderzeniową, która była raczej jawnym tworem, było coś więcej. Coś, co być może miało szansę rozgonić te cholerne chmury. - W każdym razie... możesz przekazać komu trzeba, że jestem gotowa Was wspierać, jako uzdrowicielka. Zarówno na pełen etat jak i z doskoku. - dodała. Zależało jej, by odpowiednie jednostki wiedziały o jej chęci pomocy, by w razie nagłej potrzeby mogły zwrócić się do niej bezpośrednio.
Pokręciła z niezadowoleniem głową, pozwalając sobie na krótkie, dosyć teatralne westchnięcie.
- A trawa jest zielona, a śnieg biały. Serio Brenn, powiedziałam taką ładną sentencję, mogłaś po prostu przytaknąć i powiedzieć, że będziesz na siebie uważać. - stwierdziła.
Jako Longbottomówna, której matka nie pochodziła z rodu o krystalicznie czystym życiorysie, owszem, była na celowniku... ale nie bardziej niż przeciętny mugolak czy mugol. Nie śmiała użalać się nad sobą i swoim losem czy chować po kątach w bezpiecznym miejscu, podczas gdy na świecie było tyle ludzi w bezpośrednim zagrożeniu, którym miała możliwość realnie pomóc.
- Mam pogadać z Erikiem i Mavelle, czy dasz im znać? - zapytała, tym samym dosyć jasno określając swoje stanowisko co do pojawienia się na Beltaine. - Z zastrzeżeniem, że nie potrzebuję niańki. - dodała szybko.
Wszyscy jesteśmy w niebezpieczeństwie.
- W największym niebezpieczeństwie są niewinni czarodzieje pochodzenia mugolskiego. To ich przede wszystkim powinniśmy chronić.- zauważyła, wzruszając lekko ramionami. Na jej twarzy pojawił się ponury uśmiech. - Jestem Longbottom, Brenn, więc prędzej czy później i tak się narażę niewłaściwym ludziom, niezależnie od tego, co będę robiła. Jeżeli w tym wszystkim mogę być wsparciem... jest to poświęcenie, na które jestem gotowa.- dodała, posyłając jej nieco pogodniejszy od poprzedniego uśmiech.