Filiżanki doleciały do Urquarta, gdy Danielle zjawiła się w polu widzenia. Giovanni powstał. By lepiej było go dostrzec, ale przede wszystkim, bo tak postępował dżentelmen.
— Absolutnie nie, przybyłaś idealnie wraz z herbatą — odpowiedział z uśmiechem. Odczekał aż czarownica wyleje z siebie przeprosiny, po czym usiedli.
Dzień ten był dla Giovanniego spokojny. Nie miał wiele pracy, dopiero co zrelaksował się na obiedzie, tak więc mógł teraz zużyć zmagazynowaną energię w dorównywaniu tempa koleżance.
— Dobry wieczór. Ty również. Mi również bardzo miło. Nie, nie przejmuj się godziną, czasem tak bywa. A zajęty wcale nie byłem. Ot, taki tam obiad z rodzicami.
Mężczyzna podsunął czarownicy jedną z filiżanek. Mieszanka ziołowa pachniała zachęcająco. Herbata nie była często zamawianym trunkiem w Trzech Miotłach, ale jak na brytyjski lokal przystało, wywar z zielonych liści znajdował się w menu.
Gio uważnie obserwował Danielle w kontekście tego, o czym też chciałaby z nim porozmawiać. Nie zdarzało się to pierwszy raz, że ktoś prosił go o radę lub widział w nim swojego powiernika. Urquart był człowiekiem honoru i zaufania. Nienaganne maniery szły w parze ze szczerym uśmiechem oraz nieustannym wsparciem.
— Dotarłem zaledwie kilka minut temu — odpowiedział. Herbata była jeszcze zbyt gorąca, by ją wypić, tak więc stuknął lekko filiżankę różdżką dla obniżenia temperatury.
Również obserwował kątem oka otoczenie. Rozpoznawalnym ciężko było się ukryć w tak zatłoczonym miejscu, ale rzadko kiedy ktoś zaczepiał Gio na mieście. Na całe szczęście. Miejsce, które wybrał, zapewniało im pewną swobodę w rozmowie, lecz każdy ruch mógł zostać dostrzeżony.
— Wszystko w porządku?
Nie był pewien, czy Danielle targana była emocjami związanymi z przybyciem na spotkanie, czy może związane to było z treścią ich przyszłej rozmowy. Wolał po prostu zadać neutralne pytanie, nie sugerując od razu meritum spotkania, w razie gdyby nie chciała się zabierać do tego od razu.