01.12.2025, 09:40 ✶
Chris był dzieckiem niemożliwie rozpieszczonym, którego podczas Yule prezentami dosłownie zasypywano. Nie miał tak naprawdę czego sobie życzyć, bo to czego pragnął, dostawał najczęściej na bieżąco. Yule było więc głównie okazją do proszenia o coś, aby przypadkiem inni koledzy nie mieli fajniejszych rzeczy. W rodzaju miotły wyścigowej (nigdy nie dołączył do drużyny quidditcha, był zresztą na to za rosły, ale chętnie pokazywał najnowszy, niemożliwie drogi model kolegom). Chyba jedyne, o co poprosił, a czego mu nie dano, to kot - matka uznała, że wszędzie będzie pełno jego futra, ale szybko ukoiła rozczarowanie syna nowiutkimi, zaklętymi butami oraz wycieczką do Paryża.