Vienne miała wiele marzeń, które snuła na przestrzeni dorastania, zahaczając o mnogie zainteresowania – była w końcu dzieckiem osobliwym, ale o jasno ukierunkowanych pasjach i życzeniach z nimi związanych. Zwykle od rodziny otrzymywała puste prezenty, które raptem nieznacznie zahaczały o jej faktyczne upodobania – jako jedna z mniej udanych córek, poświęcana jej była uwaga wybiórczo, a słodycze pełniły zwykle funkcję uniwersalnego podarka; one jednak nie cieszyły ją w żadnej mierze.
Jej największym marzeniem od zawsze były książki, które pochłaniała jako dziecko nieomal natychmiastowo; jedyna, jaką dostała, była literatura dziecięca, która już ośmioletniej dziewczynkę interesowała jak zeszłoroczny śnieg. Wynalazła sobie książkę, która usytuowała się na podium marzeń – było to jedno z nekromanckich zakamarków dzieł, której z oczywistych względów otrzymać nie mogła.
Snuła więc marzenia o tych lekturach, co roku otrzymując prezenty nawet nie stojące obok jej faktycznych zainteresowań. Drugą gwiazdką z nieba, którą bardzo chciała otrzymać, był atlas gwiazd, bo choć w astronomii nigdy nie przodowała – uwielbiała zaczytywać się w mnogości konstelacji – tego prezentu również się nie doczekała.
Święta kojarzyły jej się z rozczarowaniem i już jako nastolatka nie czekała na prezent, gdyż te nigdy nie były nawet w najmniejszej mierze trafione.