01.12.2025, 12:25 ✶
Tak po prawdzie Olivia nie pomyślała o tym, jak lęk na widok ognia mógłby wpłynąć na pracę Tristana. Nie pomyślała o tym dlatego, że nigdy nie widziała go przy pracy. Nie skojarzyła, w jakich warunkach pracują kowale, a ona sama nie bała się ognia, więc praca z małym palnikiem nie była dla niej problemem. Kompletnie nie skojarzyła faktów, nie połączyła tych kropek, które rzucił jej los. Kiwnęła za to głową na znak, że zgadza się z tym, co napisał Tristan. Muszą to przemyśleć, rozejrzeć się.
- Przejrzymy oferty, ale z tego co wiem Prorok też oberwał. Nie wiem jak Czarownica. Nie wiem... Masz pomysł, gdzie szukać? - z wiadomych względów nie chciała wychodzić i krążyć po Londynie, póki nie będzie względnie bezpiecznie. Gazety były świetnym pomysłem, ale miały jedną potężną wadę: były kurewsko łatwopalne i nawet jeżeli sam budynek Proroka Codziennego by nie spłonął, to nakład na pewno poszedł z dymem. Nie otrzymywała już codziennie gazet, a jak jakieś dostawała, to opisywały to, co się działo do tej pory. Śmierć, pożar, zniszczenie... Miała trochę dosyć karmienia swojego umysłu tymi obrazami. Nigdzie nie widziała ofert na wynajem czy sprzedaży. - Zajmiemy się tym dzisiaj.
Powiedziała cicho, unosząc do ust filiżankę z herbatą. Dmuchnęła na jej taflę, by nieco ostudzić napar. Zastanawiała się już, czego potrzebują. Spojrzała w końcu na Brennę. Z ulgą, wdzięcznością i siostrzaną miłością. Bardzo doceniała to, że mimo swojego statusu nie traktowała ich z góry. Doceniała też to, że nie machała galeonami na prawo i lewo, mówiąc że wszystko im kupi i nie powinni się martwić. Była obrzydliwie bogata, ale jednocześnie doskonale rozumiała, że w tej sytuacji nie chcieli być od nikogo zależni. Wbrew pozorom taka empatia nie trafiała się zbyt często.
- Jeżeli wpadnie ci w oko jakiś lokal, to daj znać. Naprawimy go, wyczyścimy, na pewno sobie poradzimy. Dziękuję ci - wyciągnęła rękę, by uścisnąć dłoń przyjaciółki. - Nie wiem, co byśmy bez was zrobili.
Nie lubiła polegać na innych, ale prawda była taka, że gdyby nie ci inni, to z Tristanem byliby w czarnej dupie.
- Przejrzymy oferty, ale z tego co wiem Prorok też oberwał. Nie wiem jak Czarownica. Nie wiem... Masz pomysł, gdzie szukać? - z wiadomych względów nie chciała wychodzić i krążyć po Londynie, póki nie będzie względnie bezpiecznie. Gazety były świetnym pomysłem, ale miały jedną potężną wadę: były kurewsko łatwopalne i nawet jeżeli sam budynek Proroka Codziennego by nie spłonął, to nakład na pewno poszedł z dymem. Nie otrzymywała już codziennie gazet, a jak jakieś dostawała, to opisywały to, co się działo do tej pory. Śmierć, pożar, zniszczenie... Miała trochę dosyć karmienia swojego umysłu tymi obrazami. Nigdzie nie widziała ofert na wynajem czy sprzedaży. - Zajmiemy się tym dzisiaj.
Powiedziała cicho, unosząc do ust filiżankę z herbatą. Dmuchnęła na jej taflę, by nieco ostudzić napar. Zastanawiała się już, czego potrzebują. Spojrzała w końcu na Brennę. Z ulgą, wdzięcznością i siostrzaną miłością. Bardzo doceniała to, że mimo swojego statusu nie traktowała ich z góry. Doceniała też to, że nie machała galeonami na prawo i lewo, mówiąc że wszystko im kupi i nie powinni się martwić. Była obrzydliwie bogata, ale jednocześnie doskonale rozumiała, że w tej sytuacji nie chcieli być od nikogo zależni. Wbrew pozorom taka empatia nie trafiała się zbyt często.
- Jeżeli wpadnie ci w oko jakiś lokal, to daj znać. Naprawimy go, wyczyścimy, na pewno sobie poradzimy. Dziękuję ci - wyciągnęła rękę, by uścisnąć dłoń przyjaciółki. - Nie wiem, co byśmy bez was zrobili.
Nie lubiła polegać na innych, ale prawda była taka, że gdyby nie ci inni, to z Tristanem byliby w czarnej dupie.