01.12.2025, 15:09 ✶
Mały Jonathan, ku zaskoczeniu chyba nikogo, nigdy nie miał problemu z otrzymywaniem wymarzonych prezentów. Był jednak od tego jeden wyjątek, bowiem dziesięcioletni Jonathan cały sercem marzył o jednej rzeczy, nawet jeśli podejrzewał, że jego marzenia wyjątkowo spełzną na niczym. I nie był to nawet prezent wyłącznie dla niego, a dla całej jego rodziny! Jonathan bowiem marzył o zamku. Prawdziwym zamku. Najlepiej szkockim, udekorowanym jak z bajki, pełnym pięknych zbroi tajemnych przejść skrywających sekrety do gotowe do odkrycia. Mały Selwyn oczywiście nie zakładał, że rodzice kupiliby mu taki zamek, więc bardzo intensywnie modlił się do Matki, aby, podczas świątecznego obiadu, w ich drzwiach pojawił się nagle urzędnik z informacją, że jakaś daleka krewna właśnie zmarła, zostawiając im w spadku zamek. Tak się oczywiście nie stało. Dostał natomiast, między innymi, pluszowego smoka w koronie i kostium rycerza, więc nie marzekał za bardzo.