01.12.2025, 16:09 ✶
Astoria wyglądała dzisiaj mniej pewnie, niż zwykle. Nawet te kilka dni temu, gdy zachowywała się chaotycznie, to w całym tym chaosie odbijała się pewność siebie. A teraz? Zauważył to przestąpienie z nogi na nogę, zaciśnięcie dłoni na pasku torby. Był jednak pojętnym uczniem i zorientował się, że z Astorii nie tak łatwo było wyciągnąć jakiekolwiek informacje, jeżeli nie chciała ich udostępnić. Kiwnął więc głową. Nic się nie stało - w zasadzie nie wyglądała też na ranną czy mocno roztrzęsioną. Było chyba... W porządku? Więc dlaczego włoski na jego karku jeżyły się, informując, że nic tu nie było w porządku?
Nie maskował zaskoczenia, które wypłynęło na jego twarz, gdy wyciągnęła rękę z torbą, w której znajdowała się marynarka i nowa koszula. W głowie rozważał naprawdę wiele scenariuszy, lecz żaden nie obejmował tego, do czego właśnie przyznała się Astoria. Wyciągnął rękę, by odebrać torbę, a gdy ich palce po raz kolejny się spotkały, zareagowała tak, jakby jego dotyk parzył. Czy aż tak bardzo go nienawidziła, że brzydziła się po tym wszystkim nawet go dotknąć? Jego ego krzyczało, że to niemożliwe - był wysoki, przystojny, bogaty. Wiele kobiet by oddało wszystko, byleby tylko pójść z nim na randkę, czego dowodem była jego pieprznięta ex oraz pracowniczka Biura Aurorów, Marie Abbott. A jednak Astoria zdawała się nie chcieć mieć z nim nic wspólnego, więc być może chodziło tu o coś więcej. Jeżeli chodziło o samokrytykę duszy, Lestrange nie był dla siebie łaskawy. Był też nad wyraz świadomy swoich wad. Jego charakter był ciężki, on sam miał przysłowiowego kija w dupie, jeżeli chodzi o zachowanie - wielokrotnie mu to mówiono i zgadzał się z tą opinią. Być może właśnie to, w połączeniu z niesnaskami z przeszłości, sprawiało że Astoria nie chciała go dotykać?
- Dziękuję - powiedział jednak, a jego usta drgnęły w lekkim uśmiechu. Skoro jednak nie chciała go widzieć, dlaczego nie wysłała paczki sową? - Nie masz za co przepraszać.
Nie przybrał tonu nonszalanckiego, nie wzruszył ramionami, jakby to co się stało go nie obchodziło. Kusiło go by rozpracować Astorię na czynniki pierwsze, by wejść do jej umysłu, sprawdzić co tak naprawdę uważała i jakie były jej motywacje. Ale mimo tej ogromnej pokusy miał jeszcze na tyle samoświadomości, że potrafił kontrolować swoje żądze lepiej niż większość osób. Musiał - inaczej już dawno wylądowałby w Azkabanie.
- Doceniam, że przyszłaś osobiście, by mi to powiedzieć. Miałaś rację - niczego się nie boisz - gładko nawiązał do tego, o czym rozmawiali, zanim ich usta złączyły się w pocałunku. - Wiele osób po prostu wysłałoby sowę, bo boją się stawać naprzeciw konsekwencjom swoich czynów. Ty jednak stawiasz im czoła, a to czyni cię osobą odważniejszą od większości ludzi na tym świecie.
Prościej było uciekać, zapomnieć, udawać że nic się nie stało. A jednak przyszła tu do niego i rozmawiała, jak równy z równym. Być może więc się pomylił, uważając że nie chce mieć z nim nic do czynienia? Czy to może jej wyuczona elegancja i etykieta nakazywały jej tu przyjść?
- Jeżeli ktoś powinien przepraszać, to ja - zrobił krok w jej stronę, lecz był to kroczek maleńki, nieznacznie tylko zmniejszający między nimi dystans. Ręka drgnęła, jakby chciał założyć jej kosmyki włosów za ucho, w geście który mówiłby, że nic się nie stało. Nie podniósł jej jednak. - Zawsze uważałem, że granice są po to, by je przekraczać. Ale wiem, że niektórych zasad nie wolno łamać. Nie powinienem był robić tego, co zrobiłem.
Była panną z dobrego domu, czarownicą czystej krwi. Nie była kimś, z kim można było się obściskiwać po kątach. I chociaż miał na to ochotę, to przecież tak nie można było robić. W przeciwieństwie do Astorii, Rodolphus nie miał problemu ze słowem "przepraszam". Przekroczył linię, którą wymalowało społeczeństwo, i chociaż to ona go przeciągnęła na drugą stronę, to powinien był się zaprzeć i nie robić tego kroku.
- Jeżeli chcesz, możemy o tym nie rozmawiać. Nikt nas nie widział, a ostatnie czego chcę, to plotki na twój temat - jeszcze tego by brakowało, żeby ktokolwiek wciągnął Astorię w jego pogmatwane życie miłosne. Dopiero co rozstał się z Bellatrix, nie rozwiązał jeszcze problemu Agathy, która nadal podsyłała mu martwe szczury do domu. Jakby jakiś pismak z Czarownicy zwęszył świeżą krew i podążył tropem Avery, to oboje mieliby kłopoty. Bo nie tak powinno się to wszystko odbywać. I chociaż chciał o tym porozmawiać, to szanował to, że Astoria się wycofywała. Tak będzie dla niej bezpiecznie. Zrobił krok w tył, opuszczając dłoń, ściskającą torbę. - Ale jeżeli jednak chcesz... To kolacja jest nadal aktualna.
A po cholerę to powiedział? Słowa wyrwały mu się z ust szybciej, niż mózg zdołał je zablokować. Cholerna Astoria Avery. W jej obecności miał wrażenie, że wszystko to, czego uczył się przez ostatnie lata, stawało się nic nieznaczącymi wskazówkami, zamiast twardymi zasadami.
Nie maskował zaskoczenia, które wypłynęło na jego twarz, gdy wyciągnęła rękę z torbą, w której znajdowała się marynarka i nowa koszula. W głowie rozważał naprawdę wiele scenariuszy, lecz żaden nie obejmował tego, do czego właśnie przyznała się Astoria. Wyciągnął rękę, by odebrać torbę, a gdy ich palce po raz kolejny się spotkały, zareagowała tak, jakby jego dotyk parzył. Czy aż tak bardzo go nienawidziła, że brzydziła się po tym wszystkim nawet go dotknąć? Jego ego krzyczało, że to niemożliwe - był wysoki, przystojny, bogaty. Wiele kobiet by oddało wszystko, byleby tylko pójść z nim na randkę, czego dowodem była jego pieprznięta ex oraz pracowniczka Biura Aurorów, Marie Abbott. A jednak Astoria zdawała się nie chcieć mieć z nim nic wspólnego, więc być może chodziło tu o coś więcej. Jeżeli chodziło o samokrytykę duszy, Lestrange nie był dla siebie łaskawy. Był też nad wyraz świadomy swoich wad. Jego charakter był ciężki, on sam miał przysłowiowego kija w dupie, jeżeli chodzi o zachowanie - wielokrotnie mu to mówiono i zgadzał się z tą opinią. Być może właśnie to, w połączeniu z niesnaskami z przeszłości, sprawiało że Astoria nie chciała go dotykać?
- Dziękuję - powiedział jednak, a jego usta drgnęły w lekkim uśmiechu. Skoro jednak nie chciała go widzieć, dlaczego nie wysłała paczki sową? - Nie masz za co przepraszać.
Nie przybrał tonu nonszalanckiego, nie wzruszył ramionami, jakby to co się stało go nie obchodziło. Kusiło go by rozpracować Astorię na czynniki pierwsze, by wejść do jej umysłu, sprawdzić co tak naprawdę uważała i jakie były jej motywacje. Ale mimo tej ogromnej pokusy miał jeszcze na tyle samoświadomości, że potrafił kontrolować swoje żądze lepiej niż większość osób. Musiał - inaczej już dawno wylądowałby w Azkabanie.
- Doceniam, że przyszłaś osobiście, by mi to powiedzieć. Miałaś rację - niczego się nie boisz - gładko nawiązał do tego, o czym rozmawiali, zanim ich usta złączyły się w pocałunku. - Wiele osób po prostu wysłałoby sowę, bo boją się stawać naprzeciw konsekwencjom swoich czynów. Ty jednak stawiasz im czoła, a to czyni cię osobą odważniejszą od większości ludzi na tym świecie.
Prościej było uciekać, zapomnieć, udawać że nic się nie stało. A jednak przyszła tu do niego i rozmawiała, jak równy z równym. Być może więc się pomylił, uważając że nie chce mieć z nim nic do czynienia? Czy to może jej wyuczona elegancja i etykieta nakazywały jej tu przyjść?
- Jeżeli ktoś powinien przepraszać, to ja - zrobił krok w jej stronę, lecz był to kroczek maleńki, nieznacznie tylko zmniejszający między nimi dystans. Ręka drgnęła, jakby chciał założyć jej kosmyki włosów za ucho, w geście który mówiłby, że nic się nie stało. Nie podniósł jej jednak. - Zawsze uważałem, że granice są po to, by je przekraczać. Ale wiem, że niektórych zasad nie wolno łamać. Nie powinienem był robić tego, co zrobiłem.
Była panną z dobrego domu, czarownicą czystej krwi. Nie była kimś, z kim można było się obściskiwać po kątach. I chociaż miał na to ochotę, to przecież tak nie można było robić. W przeciwieństwie do Astorii, Rodolphus nie miał problemu ze słowem "przepraszam". Przekroczył linię, którą wymalowało społeczeństwo, i chociaż to ona go przeciągnęła na drugą stronę, to powinien był się zaprzeć i nie robić tego kroku.
- Jeżeli chcesz, możemy o tym nie rozmawiać. Nikt nas nie widział, a ostatnie czego chcę, to plotki na twój temat - jeszcze tego by brakowało, żeby ktokolwiek wciągnął Astorię w jego pogmatwane życie miłosne. Dopiero co rozstał się z Bellatrix, nie rozwiązał jeszcze problemu Agathy, która nadal podsyłała mu martwe szczury do domu. Jakby jakiś pismak z Czarownicy zwęszył świeżą krew i podążył tropem Avery, to oboje mieliby kłopoty. Bo nie tak powinno się to wszystko odbywać. I chociaż chciał o tym porozmawiać, to szanował to, że Astoria się wycofywała. Tak będzie dla niej bezpiecznie. Zrobił krok w tył, opuszczając dłoń, ściskającą torbę. - Ale jeżeli jednak chcesz... To kolacja jest nadal aktualna.
A po cholerę to powiedział? Słowa wyrwały mu się z ust szybciej, niż mózg zdołał je zablokować. Cholerna Astoria Avery. W jej obecności miał wrażenie, że wszystko to, czego uczył się przez ostatnie lata, stawało się nic nieznaczącymi wskazówkami, zamiast twardymi zasadami.