02.12.2025, 08:23 ✶
Krytycznie przyjrzał się efektowi swojego zaklęcia - płaszcz przeciwdeszczowy miał nadal w paru miejscach wełniane fragmenty i chociaż był jakąś ochroną przed zmoknięciem, na pewno niewystarczającą na obfitą ulewę. Cóż, dobre i to, mogło nie zadziałać w ogóle.
Rozważania przerwał mu odgłos kolejnej aportacji, na tyle blisko, że Lazarus usłyszał go mimo przetaczającego się nad nim grzmotu. Odwrócił się w tamtym kierunku, by dostrzec kobiecą postać. Lądowanie było ewidentnie twardsze, niż jego własne. Czarownica upadła, zwymiotowała gwałtownie, a potem podparła się na rękach, chyba nieco oszołomiona. Lazarus w kilku długich krokach znalazł się przy niej.
- Wszystko w porządku? - zapytał. Zawahał się przez chwilę, zanim wyciągnął do niej rękę, ale ostatecznie deszcz mógł lunąć w każdej chwili, nieznajoma ewidentnie również się zgubiła i to nie był czas na martwienie się, czy złapie go tą dłonią, którą wycierała przed chwilą usta. Pomógł jej wstać.
- Burza idzie, musimy gdzieś przeczekać - to było oczywiste, ale kobieta miała pełne prawo być zdezorientowana po teleportacyjnych turbulencjach - Teleportacja nie działa - dodał jeszcze na wypadek, gdyby chciała podejmować ryzyko. Rozejrzał się dookoła, próbując się zorientować w ich położeniu, ale nie miał pojęcia, gdzie się znaleźli. Ścieżka, na której się szczęśliwie zmaterializowali, zakręcała wśród fioletowych krzaczków i ginęła w lesie, w którym - o tej porze wkrótce mogło się zrobić całkowicie ciemno. W drugą stronę prowadziła przez wrzosowisko. Jak okiem sięgnąć, nie było widać żadnych zabudowań. W chmurach nad nimi pojawiało się coraz więcej magicznych wyładowań.
- Masz pojęcie, gdzie jesteśmy? - spojrzał na towarzyszkę, gotów ruszyć w stronę drzew, jeżeli ta nie będzie miała lepszego pomysłu.
Rozważania przerwał mu odgłos kolejnej aportacji, na tyle blisko, że Lazarus usłyszał go mimo przetaczającego się nad nim grzmotu. Odwrócił się w tamtym kierunku, by dostrzec kobiecą postać. Lądowanie było ewidentnie twardsze, niż jego własne. Czarownica upadła, zwymiotowała gwałtownie, a potem podparła się na rękach, chyba nieco oszołomiona. Lazarus w kilku długich krokach znalazł się przy niej.
- Wszystko w porządku? - zapytał. Zawahał się przez chwilę, zanim wyciągnął do niej rękę, ale ostatecznie deszcz mógł lunąć w każdej chwili, nieznajoma ewidentnie również się zgubiła i to nie był czas na martwienie się, czy złapie go tą dłonią, którą wycierała przed chwilą usta. Pomógł jej wstać.
- Burza idzie, musimy gdzieś przeczekać - to było oczywiste, ale kobieta miała pełne prawo być zdezorientowana po teleportacyjnych turbulencjach - Teleportacja nie działa - dodał jeszcze na wypadek, gdyby chciała podejmować ryzyko. Rozejrzał się dookoła, próbując się zorientować w ich położeniu, ale nie miał pojęcia, gdzie się znaleźli. Ścieżka, na której się szczęśliwie zmaterializowali, zakręcała wśród fioletowych krzaczków i ginęła w lesie, w którym - o tej porze wkrótce mogło się zrobić całkowicie ciemno. W drugą stronę prowadziła przez wrzosowisko. Jak okiem sięgnąć, nie było widać żadnych zabudowań. W chmurach nad nimi pojawiało się coraz więcej magicznych wyładowań.
- Masz pojęcie, gdzie jesteśmy? - spojrzał na towarzyszkę, gotów ruszyć w stronę drzew, jeżeli ta nie będzie miała lepszego pomysłu.