Gdyby to był ktoś, kogo Nicholas zna, niepokój byłby mniejszy. Wiedziałby, co należy uczynić. Ta niewiedza jednak była upierdliwie męcząca. Mogła mieć znajomość ze śmierciożercą, nie być tego nawet świadomym. Jeżeli z kimś, kto pracuje po przeciwnej stronie od śmierciożerców i dysponuje szeroko pojętymi zaklęciami ochronnymi, nie jest to dobre dla niego. Tu nie chodziło o bezpieczeństwo siostry, którą karmił takimi słowami. Dbał o siebie. O swoją reputację i tożsamość, aby prawda nie wyszła na jaw. Sytuacja zmuszała go do tego, aby mieć siostrę bardziej pod kontrolą. Miał serce tak zimne, że gdyby trzeba było, to w ostateczności pozbyłby się jej.
Traversowie byli przyzwyczajeni do mieszkania blisko natury. Nicholas wychowywał się także w rezydencji, która mieściła się w pobliżu lasu. Skażeni członkowie rodziny lykantropią, musieli gdzieś przebywać. Albo w piwnicach rezydencji, aby w terenie otwartym. W zależności od opanowania przekleństwa. Dlatego dokładniej zbadał okolice na mapach i dokonał wstępnych oględzin, trafiając na to miejsce, ten dom. Zadał pytanie Rodolphusowi, aby poznać jego zdanie, jego propozycje na rozwiązanie problemu. A tym samym, dając mu także możliwość działania.
- Formalności to nie problem. Znam kogoś, kto mi załatwi potrzebne papiery.Nawiązał do papierologii, która była tutaj według Nicholasa mniej problematyczna. Wiedział do kogo się zwróci. Z usług tej osoby, korzystał także Robert. Przynajmniej chłopak będzie miał co robić.
- Czekałem aż to powiesz.
Travers był cierpliwy. Prawda, że gdyby chciał ten dom kupić i zmusić właściciela do sprzedaży, zrobiłby to sam. Już podczas wspólnego atakowania Londynu, zauważył jak bardzo Lestrange lubi siać mord i chaos. Ze względu na swój stan zdrowia, Nicholas potrzebował obok kogoś takiego właśnie jak Rodolphus czy Stanley.
Nicholas zmarszczył brwi, patrząc w oddali na budynek, kiedy towarzysz wspomniał o jego zdolności Eksterioryzacji. Spojrzał na niego, jakby badał możliwość zaufania mu. Nie zostawił go w muzeum, nie zostawi go pewnie tutaj. Choć było blisko… zaryzykować? Istniała też pewna obawa, że może to się nie udać. Jeżeli zdrowie mu nie pozwoli.
- Spróbuję.Zgodził się. Obejrzał się za siebie, aby poszukać odpowiednie miejsce na spoczęcie. Takie, gdzie usiądzie pod drzewem, w otoczeniu krzewów. Jesień miała jednak ten cholerny minus, że wiele roślinności zrzucała liście, pozostawiając gołe gałęzie. Coś udało się jednak znaleźć i Nicholas skierował się w tamtym kierunku. Licząc, że Rodolphus pójdzie za nim. Różdżką ogarnął sobie miejsce, pozbywając się resztek jakichś liści, gałęzi czy szyszek i innych śmieci. Następnie, chowając ją, usiadł pod drzewem. Czekał też na znak Lestrange’a, czy jest gotowy aby strzec go i otoczenia. Jeżeli tak, Nicholas oparł się wygodniej, złączając ręce ze sobą. Zamknął oczy, koncentrując się na użyciu eksterioryzacji.
Rzut na nekromancję, użycie Eksterioryzacji
Slaby sukces...
Cudem, ale udało się. Rodolphus mógł jednak zauważyć, że Nicholas marszczył brwi, jakby miał problemy u życiem zdolności. Aż się udało. Nicholas opuścił duszą swoje ciało. Wstał z miejsca, w którym siedział, pozostawiając za sobą siebie. Spojrzał na Rodolphusa, czuwającego przy nim a następnie udał się w kierunku domostwa, który był jego celem. Przeszedł przez drzwi, aby ocenić sytuację wewnątrz. Dzięki temu, widział wnętrze. Idealne dla człowieka specjalizującego się myślistwem. Zajrzał na piętro. Wszedł do jednego pokoju, gdzie spało dziecko. Przeszedł do następnego, a tam dorosła osoba, w wieku studenckim. Przeszedł dalej, aż znalazł właścicieli. Małżeństwo. On w łazience, ona przygotowująca łóżko do spania. Wycofał się, wracając do obejrzenia raz jeszcze wnętrza, ocenienia, kim ów rodzina jest. Wtedy, dostrzegł na stole różdżkę, a obok zeszyt dziecka do nauki. Nazwisko jakim było podpisane, nie wskazywało na rodzinę czystokrwistą, jakie znał. Mieszańce? Mugolak z czarownicą? Zrobiło mu się niedobrze od tego patrzenia. Opuścił dom i wrócił do swojego ciała. Otworzył oczy i spojrzał na Rodolphusa, łapiąc głęboki oddech. Położył także dłoń na miejscu swojego serca, jakby poczuł tam niewielki ból. Z takim stanem zdrowia, za dużo mógł ryzykować.
- Jest ich czworo. W tym dziecko. Jedno z nich musi być czarodziejem. Widziałem różdżkę.Zdał na razie skrócony raport.