• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence

[3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
01.12.2025, 20:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.12.2025, 20:40 przez Benjy Fenwick.)  
Ona mogła udawać, że mnie ignoruje - jasne - ale ja widziałem każdą mikroskopijną zmianę w jej twarzy, w ramionach, w oddechu. Prue zawsze była czujna przy mnie, jakby bała się, że znowu ją ugryzę, albo jakby… Czekała, aż to zrobię. Z nami nigdy nie było wiadomo. Ironia polegała na tym, że odkąd przestaliśmy być przyjaciółmi, przestaliśmy też umieć być kimkolwiek innym dla siebie. Mówiła te swoje rzeczy o byciu „krok przed mną”, a ja aż musiałem ugryźć się w policzek, żeby nie parsknąć śmiechem na głos. Wsunąłem nożyk w drewno, powoli, jakby to miała być najpoważniejsza operacja, ważniejsza od odpowiedzi, i dopiero wtedy odchrząknąłem cicho. Zabawne. Prudence mogła być szybka, mogła być bystra, mogła mieć te swoje idealnie odmierzone ruchy i zaplanowane strategie, ale mój jeden krok zawsze był dla niej za długi. Zwłaszcza dlatego, że ja nigdy nie chodziłem wytyczonymi ścieżkami, skracałem drogę - czasami brutalnie, czasami głupio, ale skutecznie, tak więc jej deklaracja brzmiała jak życzenie, nie fakt.
- Prudence… - Zacząłem, przeciągając jej imię tak, jak robiłem to tylko wtedy, kiedy miałem zamiar ją zirytować. - Żeby być krok przede mną, najpierw musiałabyś iść moim tempem. - Podniosłem na nią wzrok, celowo wolno. - A mój jeden krok to twoje cztery. - Dodałem miękko, ale z czymś ostrym pod spodem. Uniósłem brew, nawet się nie kryjąc. Krok przed mną? Ona? To ja przecież zawsze pojawiałem się tam, gdzie najmniej powinna mnie widzieć. Czasem dlatego, że chciałem, czasem dlatego, że cholerny los miał dziwne poczucie humoru.
„Zawsze” to było słowo, które coś we mnie otwierało, mimo że już dawno powinienem był to zamurować, nagle, cholera, te wszystkie obrazy wróciły. Przypomniałem sobie jej twarz z dzieciństwa, tę z oszronionymi rzęsami i czubkiem nosa czerwonym jak niedojrzała jagoda, dłonie schowane w kieszeniach szaty, i to, jak przewracała oczami, kiedy próbowałem ją rozśmieszyć. To, jak potrafiła wyrwać się do przodu, a ja i tak musiałem dostosować krok, bo inaczej zostawała trzy metry za mną. Nawet wtedy udawałem, że mnie to nie obchodzi, ale zawsze zwalniałem. Pamiętałem jej włosy w śniegu, te ciemne kosmyki. Pamiętałem, co kupiłem jej na Yule, dwa lata z rzędu, szczególnie tamten wisiorek z z runą kenaz, symbolem światła. Babka powiedziała, że to „runiczny płomień, co prowadzi przez ciemność”, więc był moim naturalnym wyborem, wtedy nie wiedziałem, że ten płomień kiedyś przygaśnie. Pamiętałem mój pierwszy prawdziwy mecz Quidditcha na drugim roku. Pamiętałem jej twarz w tłumie, zbyt poważną jak na kogoś, kto chyba nie cierpiał Quidditcha, pamiętałem, jak po wszystkim zawiesiłem jej na szyi swój szalik - nie jako coś romantycznego, tylko jako coś… Oczywistego, tak to wtedy czułem - jako oczywiste, tylko się skrzywiła, że śmierdzi błotem i deszczem, ale nie zdjęła go przez całą drogę do zamku. Pamiętałem też, jak wracaliśmy z zajęć w szklarni, zanim wszystko się posypało. Nie padał śnieg, ale czuć było, że niedługo zacznie, powietrze było takie, jak tu teraz - napięte, ciche, na granicy czegoś, czego żadne z nas nie chciało nazwać. Szliśmy potem tą wąską ścieżką przy murze, a ja dostosowywałem krok do jej kroku, chociaż zawsze chodziłem szybciej. A potem był trzeci rok - rok, w którym przestaliśmy rozmawiać.
- Wiesz co? - Wciąłem się ostro, wszedłem jej w słowo, ostrzej, niż planowałem. Chciałem, żeby to dokończyła, chociaż wiedziałem, że nigdy tego nie zrobi, nie całkiem szczerze, nawet jak na nią - chciałem, żeby skończyła, by powiedziała to, przed czym się wstrzymywała, ale Prudence zawsze uciekała w analizę. Zawsze.
Oparłem się wygodniej, przesuwając palcem po świeżo naciętej linii w drewnie. Kiedyś to było normalne. Pamiętałem, jak siedzieliśmy nad jeziorem. Kradliśmy czas. Kradliśmy ciszę. Kradliśmy siebie, chociaż wtedy jeszcze nie wiedziałem, że coś kradnę.Teraz? Teraz wszystko między nami wyglądało jak mina przeciwpiechotna pod warstwą ziemi, która znajdowała się nie wiadomo, gdzie - jeden krok i mogła wybuchnąć.
- Rytuału krwi. - Powtórzyłem z półuśmiechem. - Myślałem, że lubisz metafory, Bletchley. - Przez chwilę milczałem, obracając nożyk między palcami, czując, jak ostrze odbija światło od świec, które zapaliła. Mógłbym jej powiedzieć, że niczego nie wymyślam, nie planuję kolejnego idiotycznego sztucznego „uderzenia”, po prostu siedziałem tu pierwszej od dawna soboty bez wrzasku w tle, ale oczywiście, że jej tego nie powiedziałem. Nigdy nie podawałem jej broni tak łatwo. - Miewałem gorsze pomysły. Poza tym byłabyś zaskoczona, ile dziewczyn by na to poszło. - Zabrzmiało to lekko, nonszalancko, głupio - dokładnie tak, jak miało, ale przez sekundę, tę jedną cholernie niewygodną sekundę, poczułem znajome ukłucie, bo prawda była znacznie mniej efektowna - nie obchodziło mnie, które dziewczyny by na cokolwiek „poszły”, tak naprawdę chciałem mieć tylko spokój, o tym też, naturalnie, nie zamierzałem jej mówić. Prudence Bletchley nie dostawała ode mnie szczerości, dostawała półuśmiechy, ostrza noży, na które szliśmy, zapałki i najgorsze wersje prawdy, tak, żeby nie zobaczyła, że ta prawdziwa, najbrzydsza siedziała mi pod skórą od lat.
Niczego nie gubiła? Fakt.
- Poza ludźmi. - Dodałem po chwili, prawie obojętnie. Było w tym mniej jadu, niż powinno, więcej prawdy, niż chciałem. I chociaż udawałem, że wpatruję się w drewno, widziałem ją wyraźniej niż te wszystkie żłobienia na blacie razem wzięte. - Ludzi zgubić jest prościej, prawda? - Spojrzałem na nią przelotnie, po czym odwróciłem wzrok, zanim mogła coś z niego wyczytać. Wiedziałem, że to było cios poniżej pasa, ale wiedziałem też, że ona rozumie o co chodziło, bo żadne z nas nie potrafiło już udawać, że nie widzi duchów dawnych wersji siebie krążących po tej pracowni. Wiedziałem, że poczuła to samo, co ja - to pieprzone drgnięcie między wspomnieniem a teraźniejszością, jakby przez sekundę ktoś z nas znowu był czternastoletnim idiotą nad brzegiem jeziora. Tyle że teraz śnieg był tylko kurzem, a płomień palił się gdzie indziej.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (5737), Prudence Fenwick (3421)




Wiadomości w tym wątku
[3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 30.11.2025, 19:08
RE: [3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 30.11.2025, 21:45
RE: [3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 30.11.2025, 23:36
RE: [3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 01.12.2025, 14:33
RE: [3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 01.12.2025, 15:26
RE: [3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 01.12.2025, 16:22
RE: [3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 01.12.2025, 16:57
RE: [3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 01.12.2025, 19:00
RE: [3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 01.12.2025, 20:39
RE: [3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 01.12.2025, 22:32
RE: [3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 01.12.2025, 23:57
RE: [3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence - przez Prudence Fenwick - 02.12.2025, 01:20
RE: [3/1959] You don’t like me, but you’re still here | Aloysius, Prudence - przez Benjy Fenwick - 02.12.2025, 14:41

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa